niedziela, 17 kwietnia 2011

Wiosenno - stosikowy zawrót głowy :)

   Zaszalałam, trochę mnie poniosło. Ale winę zwalę na MATRASA, bo wodzi mnie na pokuszenie. Skutecznie :) Oto co popełniłam w ostatnich dniach - systematycznie i konsekwentnie wynosiłam i wynosiłam, aż tyle się tego nazbierało: 
 
1) Rodzina White'ów - Maggie Gee
2) Ból fantomowy - Arnon Grunberg
3) Opowieść o kobiecie spod znaku Ognistego Konia - Jeanne Wakatsuki Houston
4) Faktoria jedwabiu - Tash Aw
5) Guatanamo. Pięć lat z mojego życia - Murat Kurnaz
6) Aranżowane małżeństwa - Chitra Banerjee Divakaruni
7) Oczekiwanie - Ha Jin
8) Za głosem Sangomy - Agnieszka Podolecka
9) Płacząca Zuzanna - Alona Kimchi
10) Gazprom. Rosyjska broń - Walerij Paniuszkin i Michaił Zygar
11) Jeszcze żyjemy - Annick Kayitesi
12) Kredożercy - Oscar Aibar
13) Kobieta, która czekała - Andrei Makine
14) Miasto - morderca kobiet - Marc Fernandez i Jean-Christophe Rampal
15) Córka żołnierza nie płacze - Kaylie Jones

   Dodatkowo rozpieściły mnie też Wydawnictwo Literackie i Otwarte. Oto mini-stosik recenzyjny:
2) Czeczenia. Rok III - Jonathan Littell

   I ostatni stosik, biblioteczno-majówkowy:
1) Mała Ikar - Helen Oyeyemi - moja książka na majówkę :) (:
3) Obsoletki - Justyna Bargielska
4) Drogi Osamo - Chris Cleave - zainspirowana recenzją Bujaczka (pozdrawiam Kochana)

środa, 13 kwietnia 2011

I mogę już wyruszać z książką na majówkę! :)

   Zupełnie niespodziewanie dostałam dziś książkę na majówkę:) I wielki uśmiech w stronę karto_flanej, bo doskonale wiedziałaś Kochana, czym mi sprawisz przyjemność. O książce "Mała Ikar" wprost marzyłam!!!:) Gdyby nie stos książek recenzyjnych, rzuciłabym się na nią od razu. Dziękuję też za zakładeczki, są super!!! I te słodkości:) Mniam:) Pięknie dziękuję:)
 
    Do moich podziękowań przyłącza się też Natuś:) O nim też pamiętałaś, więc jak tylko słoneczko zaświeci wyruszamy razem na majówkę:) Obrazeczki są urocze:) Wielkie buziaki:)

wtorek, 12 kwietnia 2011

"(...) zapach rozgoryczonego człowieka o pękniętym sercu"* - "Kiedy ulegnę" - Chang-Rae Lee

   Czasami niemal 500 stron to za mało, ja przynajmniej czuję się niezaspokojona. Chciałabym dalej dać się unosić absorbującej narracji Lee, dalej  przyglądać się  stworzonemu przez niego światu, towarzyszyć jego bohaterom... Chciałabym móc dalej niepostrzeżenie przewracać kartki i podróżować po przenikających się płaszczyznach czasowych i przestrzennych. Niestety przeczytałam już ostatnią... Bardzo dobra powieść.
     Lee stworzył dzieło wielowątkowe, wykreował nietuzinkowe postaci, dopieścił każdy najmniejszy wątek poboczny, a to wszystko oparł na niebanalnym pomyśle. Jako odbiorca czułam się ze wszech miar dopieszczona. 
   Tłem powieści Lee jest wojna koreańska, która nie tylko rani ludzi fizycznie i odbiera im bliskich, ale również naznacza ocalałych cieniem spaczonej psychiki. Gorzknieją, tracą sens życia, wspomnienia dezorganizują ich egzystencję i mają destrukcyjny wpływ na przyszłe kontakty międzyludzkie. Szukając ukojenia wikłają się w coraz większe tragedie, szukając stabilizacji rujnują spokój innych, dążąc do zacieśnienia więzi niszczą innym związki. 
   Obrazy wojenne Lee konstruuje tak realistycznie, nie szczędząc drastycznych i naturalistycznych opisów, iż niejednokrotnie chciałoby się wprost krzyknąć "Przestań, oszczędź go/ją, nie każ umierać!", wojna jednak nie zna litości, odarta jest z patosu i jakichkolwiek ideologicznych podpórek. Bohaterowie Lee umierają, bo światem rządzi przemoc i okrucieństwo. Głód, bezlitosna walka o przetrwanie, brak skrupułów i sentymentów - oto owoce wojny, one ukształtowały głównych bohaterów - młodą Chinkę June Han, która straciła całą rodzinę, która musiała patrzeć na śmierć matki i starszej siostry w eksplozji, a potem uściskała straszliwie okaleczone ciałko młodszego brata w stanie agonii. Mając jedenaście lat poznała już reguły walki o przetrwanie, musząc wybierać między staraniem o własne przetrwanie, a towarzyszeniem mu w ostatnich chwilach jego życia. Ukształtowała Hectora, amerykańskiego żołnierza, któremu wrodzona wrażliwość nie pozwalała zabijać, wojnę spędził on więc na rejestrowaniu zabitych żołnierzy i wygrzebywaniu ich zwłok w rozmaitych stadiach rozkładu w celu pochówku. 
"(...) otacza go poświata niczym jakiegoś świętego z renesansowego malowidła, ale spod niej, jak spod starej zaprawy wyłaniał się ledwie uchwytny obraz człowieka upadłego, kładący się na nim mało wyraźnym, ale złowieszczym cieniem."**
Dzieckiem wojny jest też córka misjonarzy, Sylvie Tanner.  Widziała ona okrutną rzeź swych rodziców i przyjaciół, a doświadczenia te były tak silne, iż kazały jej omotać się płaszczem nałogu dającym złudne zapomnienie. Wszystkich ich wojna odmieniła, wyjałowiła ich radość życia, pozbawiła zdolności odczuwania uczuć wyższych, niż instynkt przetrwania i samozaspokojenia.
"(...) zamykali się we własnych światach, jak owady w kawałkach bursztynu".***
   Wszyscy oni spotykają się w koreańskim sierocińcu. June, Hector i Sylvie tworzą trójkąt wzajemnych oczekiwań, złudzeń i zawodów. Ranią się nawzajem, ale są jednocześnie w tajemniczy sposób od siebie uzależnieni swymi chorymi namiętnościami. O ile jako postaci indywidualne są już osobowościami dość tragicznymi o tyle ich fuzja nieuchronnie prowadzi do tragedii, nie tylko ich samych, ale również ludzi w jakikolwiek sposób z nimi powiązanych. Hector i Sylvie wplątują się w zakazany romans za oczami wielebnego Tannera, June roi nadzieję na adopcje jej przez parę amerykańskich misjonarzy, lecz jej uczucia do przyszłej matki w niczym nie przypominają rodzinnych, są skażone dziką żądzą June, co z kolei zdaje się wcale nie przeszkadzać Sylvie. Relacje tej trójki, pełne groźnych napięć i wcale nie oczyszczających wyładowań prowadzą w końcu do tragedii, gdzie śmierć w pożarze sierocińca ponosi jedno z nich.
   Mija trzydzieści lat i drogi June i Hectora schodzą się ponownie. A wszystko za sprawą poszukiwań ich wspólnego syna Nicholasa. June jest poważnie chora na raka, jej dni są policzone; Hector nieudolnie próbuje posklejać swoje dotychczasowe życie hulaki, podejmuje pierwsze kroki ku stabilizacji u boku kobiety... I znowu połączenie ich losów okazało się opłakane w skutkach. Muszę przyznać, iż wątek efektu ponownego spotkania tej dwójki bardzo mnie zaskoczył.
   "Zostali już tylko we dwoje, byli jak para zbłąkanych dusz zamkniętych w jednej beczce niesionej prądem ku ujściu rzeki, chwilowo jeszcze w spokojniejszym nurcie, ale już rwącym coraz szybciej, jako że zbliżali się do wodospadu."****
   Wymowna jest również ostatnia scena powieści. Hector wnosi na rękach do kościoła na Solferino umierającą June i, spodziewając się ujrzeć tam piękne i kojące widoki, widzi stosy ludzkich kości. Miejsce do którego zmierzali w swej pielgrzymce przez ocean i po Europie ma dla nich okrutną i poniżającą niespodziankę - wasze życie na zawsze pozostanie już robaczywe, nie dla was uroki życia, wieczne dzieci wojny, zdaje się mówić. Aż słychać złowieszczy chichot losu.
   "Kiedy ulegnę" to powieść pełna smutku, melancholii, marazmu. To opis życia w najgorszej jego odsłonie, życia w którym nadzieja okazuje się naprawdę matką głupich i naiwnych. Lee ukazuje skutki porażającego ludzkiego egoizmu, ulegania pokusom, własnym słabościom i innym ludziom. Jednak jest w tej książce coś nurtującego, jakiś magnes przyciągający wciąż myśli jeszcze długo po skończonej lekturze.
*s. 404
**s.333 
***s. 344
****s. 384
Wydawnictwo, miejsce i rok wydania: Świat Książki, Warszawa 2011.
Przekład: Andrzej Leszczyński.
Ilość stron: 492.
Moja ocena: 5/6.
Książkę otrzymałam do recenzji dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki

poniedziałek, 21 marca 2011

Stosik wiosenny:)

1) Rzeczy pierwsze - Hubert Klimko-Dobrzaniecki - książka autora rewelacyjnego moim zdaniem "Bornholmu". Bardzo chciałam ją przeczytać, wielki miałam na nią apetyt po poprzedniej powieści. Możecie więc chyba się domyślić, jaką radość sprawił mi ZNAK przysyłając mi ją jako nagrodę za wyróżnioną recenzję "Bornholmu" właśnie. Nie mogę się doczekać, by znów znaleźć się w świecie fikcji tego autora:)
2) Salamandra - Thomas Wharton - łup biblioteczny; książka o książkach:)
3) Psychiatra Boga - Michael A. Adamse - również przytargana z biblioteki. Tematyka dość świeża i oryginalna. Bardzo mnie ciekawi jak autor poprowadzi fabułę i co z tego wyniknie.
4) Księga Nowej Drogi - Joann Davis - zrecenzowana już wcześniej
5) Marzyłam o Afryce - Kuki Gallmann - bardzo, ale to bardzo wielką przyjemność sprawiły mi Lektury reportera nagradzając tą książką moją opublikowaną u nich recenzję. Kocham czytać o Afryce, a książka dodatkowo posiada piękne zdjęcia. Ślinka cieknie:)
6) Kiedy ulegnę - Chang-Rae Lee - egzemplarz recenzyjny od Świata Książki. Mówi się, iż będzie to jedna z najlepszych książek tego roku. Pierwsze rozdziały, które już przeczytałam zdają się mówić, że najlepsza, to mało powiedziane.

piątek, 18 marca 2011

"Każdy musi kroczyć wyznaczoną mu drogą"* - "Księga Nowej Drogi" - Joann Davis

   Mam wrażenie, iż ostatnimi czasy wśród autorów panuje "moda na przypowieści". Podstylizuję trochę swój tekst na Biblię, wplotę tu i ówdzie kilka głębokich cytatów, tam i siam wyłożę strzępy mglistej ideologii i ta dam!, będę miał arcydzieło - myśli sobie taki autor i pisze coś czemu do arcydzieła daleko, oj daleko. A zadatki były, ale trzeba by jeszcze nad tym przysiąść, trochę przygód wymyślić; wysilić się na coś nieco oryginalniejszego niż spotykani po drodze przez bohaterów ludzie (czyżby inspiracja "Małym Księciem" Exupery'ego?), którzy mają  sobie akurat tyle mądrości (przypadkowo oczywiście), że podzielą się z nią jeszcze z nimi... Nie, nie chodzi mi o to by kogoś tu objechać, ale wydawnictwo tak się rozmachało z szatą graficzną, że człowiek stawia poprzeczkę wysoko, a potem się rozczarowuje. Ot, kolejna przypowiastka...
   Fabuła zbudowana jest wokół wędrówki pasterza Jozue'go, dawnej służebnicy Elżbiety i jej podopiecznego Dawida, chłopca wydziedziczonego i okrutnie traktowanego przez ojca. Podróżują oni w poszukiwaniu enigmatycznej nowej drogi właśnie. Po co i dlaczego nie do końca wiadomo. No ale idą. Po drodze spotykają Bajarza, któremu opowiadają historie swego życia (opowieść Dawida zostaje uznana za zbyt smutną, wobec tego chłopiec musi opowiedzieć ją od nowa, by w jej świetle stać się osobą godną swej bajki, wielkoduszną i wspaniałomyślną, nieskażoną złem i niesprawiedliwością świata - zbyt idealistyczne jak dla mnie)... Spotykają Oriona Alchemika, Ślepca "widzącego uszami, odczuwającego rozumem i myślącego sercem", Obcego uosabiającego zło tego świata. W końcu autorka podsumowuje owe spotkania w sposób następujący:
   "Bajarz przypomniał Jozuemu o sile wytrwałości. Alchemik powiedział, że wszystko jest możliwe. Ślepiec ostrzegł, by nie dać się zwieść pozorom. Obcy zaś stanowił dowód, że - zaiste - wśród owiec czyhają wilki"**
 Moim skromnym zdaniem albo zupełnie bezcelowe w świetle takiego podsumowania było opisywanie przez połowę fabuły owych spotkań, albo książka pisana jest pod niewybrednego czytelnika, gdyż autorka zakłada, że przeczytawszy 100 stronic dużym drukiem nie pamięta on już o czym czytał. Ale mniejsza o to...  Każdy z tych napotkanych ludzi coś tam słyszał o poszukiwaniu Nowej Drogi i niczym mantrę powtarza jaka to nie jest trudna i mordercza misja, jakiej to wielkiej odwagi i siły nie wymaga. Ostrzeżenia te zostają jednak w świetle punktu kulminacyjnego powieści zawieszone w próżni, gdyż jak się okazuje nakłady sił  małego chłopca i... oślicy okazały się w zupełności wystarczające, aby wydobyć skarb z groty. Później pojawia się motyw tajemniczego zakonu krzewiącego na świecie owładniętym złem radosną nowinę zawartą w Prawie Zastępowania... Na czym ono polega? Na tym (cytat to modlitwa odnaleziona w dzbanie, którego odszukanie wieńczy podróż bohaterów):
   "Uczyń mnie narzędziem Twego pokoju, Tam, gdzie nienawiść - pozwól mi siać miłość, gdzie krzywda - przebaczenie, gdzie zwątpienie - wiarę, gdzie rozpacz - nadzieję, gdzie mrok - światło, tam gdzie smutek - radość. Albowiem dając - otrzymujemy, przebaczając - rodzimy się do życia wiecznego. Na tym bowiem opiera się Prawo Zastępowania"***
   No więc reasumując wzięłam i się tą książką zawiodłam... Zawiodłam się, bo po intrygującym i osnutym na motywie tajemniczej księgi znalezionej w domu odkupionym od zmarłego profesora literatury klasycznej zaostrzyłam sobie ząbki; zawiodłam się, bo wyłowiłam wiele ciekawych motywów i nurtów, jak choćby franciszkanizm, forma przypowieści, zgrabne porównania biblijne, opowieści z morałami czy nawet konstrukcję szkatułkową z opowiadaniami bohaterów odbiegającymi od głównej fabuły. Ale jakieś takie to wszystko pobieżne, niedopracowane, pisane mam wrażenie naprędce. Takie zbyt proste... Nie mniej jednak wydawnictwu należą się wielkie brawa za szatę graficzną, bardzo starannie i klimatycznie wydana książka. 
*s. 79.
**s. 103.
***s. 136.
Wydawnictwo, miejsce i rok wydania: Prószyński i S-ka, Warszawa 2009.
Ilość stron: 169.
Przekład: Anna Maria Nowak
Moja ocena: 3/6.