niedziela, 28 listopada 2010

"Uczuciem osamotnienia można się podzielić tylko z tymi, którzy doświadczyli w życiu tego samego"* - "Śladami drzewa sandałowego" - Asha Miró i Anna Soler-Pont

   Ta książka to prawdziwy misz-masz, zarówno kulturowy, historyczny jak i geograficzny. Akcja powieści w różnych swych etapach rozgrywa się na trzech kontynentach: w Azji, Afryce i Europie. Wraz z bohaterami powieści znajdujemy się raz w Bombaju, raz w Addis Abebbie, kiedy indziej w Barcelonie czy na Kubie. Powieść wprawdzie jest fikcją literacką, lecz autorki nie ukrywają, iż inspiracją byli dla nich prawdziwi ludzie i autentyczne historie ich życia. Książka pokazuje nam w piękny sposób fakt, iż świat jest mały i potwierdza porzekadło, że góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem może. Mimo różnic kulturowych i ogromnej odległości. Jest też kroniką drogi jaką człowiek musi przebyć po świecie, aby dotrzeć... w głąb siebie.
   Książka składa się z trzech części: w pierwszej zarysowane są losy trojga dzieci: Solomona, Muny i Sity. Dzieciństwo Solomona przypadło na okres etiopskiej rewolucji mającej na celu obalenie rządów Hajle Sellasje (1974 rok). Wraz z chłopcem jesteśmy świadkami strajków i demonstracji ludności pragnącej wyrwać się spod jarzma cesarskiego terroru i ucisku, umierających dotąd z głodu. Kiedy podczas wojennej zawieruchy ginie na froncie jego ojciec, niewiele starsza siostra podejmuje decyzję o skorzystaniu z rządowego programu pomocy sierotom i odsyła chłopca wraz z innymi małymi Etiopczykami na stypendia na Kubę. Odbywamy więc z Solomonem kilkudziesięciodniową tułaczkę niezliczonymi środkami transportu (od autokaru począwszy na statku "Africa-Cuba" skończywszy), która, zwieńczona chorobami, wycieńczeniem czy nawet  śmiercią gruźliczą wielu małych podopiecznych, dostarcza ich w końcu ku portom przeznaczenia. Tu mają otrzymać dach nad głową i edukację.
  Poznajemy też dwie młodziutkie Hinduski, Munę i Sitę. Kiedy zostały osierocone, a ich wychowaniem zajęło się wujostwo, jedenastoletnia Muna musiała wykonywać karkołomne, często przekraczające jej wytrzymałość prace, zajmowała się też malutką siostrą. Wkrótce jednak ich drogi się rozeszły - Sitę oddano do sierocińca, Muna natomiast została sprzedana (!) do niewolniczej pracy w fabryce dywanów (proceder ten był częstokroć dokonywany mimo woli matek; dzieci pracowały całe dnie, znęcano się nad nimi fizycznie przy braku wydajności). Wkrótce jednak szczęście uśmiechnęło się do dziewczynki, odsprzedano ją pewnej bogatej rodzinie jako służącą; trafiła tam pod opiekę życzliwej Chamki. Sita natomiast po pobycie w sierocińcu, gdzie przeżywała wielkie problemy adaptacyjne owocujące odrzuceniem i nienawiścią ze strony innych dziewczynek, oraz bezustanną tęsknotą za życiem w pełnej rodzinie, zostaje odesłana do chcącego ją adoptować, zamieszkałego w Barcelonie małżeństwa. 
   Druga część przenosi nas w czasie o trzydzieści lat. Dzieci stały się dorosłymi, jedne ułożyły sobie życie, inne wciąż szukają sensu swej egzystencji. Do jednych los się uśmiechnął, innym wciąż rzuca kłody pod nogi. Nie ma już zagubionych, bezbronnych dzieci - ich miejsce zajęła gwiazda Bollywoodzkiego kina, architekt i lekarz. Są od siebie skrajnie różni, jedno co ich łączy to bezustanne poszukiwanie prawdy o sobie i potrzeba powrotu do korzeni. 
   "Solomon (...) tęsknił za zapachem palonej kawy, świeżo ściętego drewna eukaliptusa i palonego drzewa sandałowego".**
   Autorki dołożyły wielu starań, aby przybliżyć czytelnikowi niby ukradkiem dynamiczność przemian politycznych, społecznych i gospodarczych oraz skutki, jakie te przemiany niosą dla ludności te kraje zamieszkującej. Anna Soler-Pont, jest założycielką agencji literacko-filmowej skupiającej swe działania na zagadnieniach dotyczących międzykulturowych relacji; ukazuje więc też w książce ważki problem przenikania i mieszania się kultur oraz trudności adaptacyjnych, jakie temu nierozłącznie towarzyszą. Autorki wskazują też, szczególnie w trzeciej części, która ma formę wiadomości mailowej Sity z Etiopii do swej barcelońskiej przyjaciółki (dlaczego Sita stamtąd do niej pisze pozostawiam Waszej dociekliwości) na palące problemy wielu krajów ówczesnego trzeciego świata. Dowiadujemy się na przykład, iż Etiopii grozi status "kraju starców" wskutek zaawansowanej adopcji niechcianych i porzuconych dzieci przez zagraniczne pary. W Bombaju natomiast dopiero wtedy zaczęto podejmować pierwsze nieśmiałe kroki prowadzące ku zakazowi pracy nieletnich. 
   Smaczku książce dodają niewątpliwie wstawki dotyczące obyczajów i tradycji danych kultur, które ja osobiście w książkach tego typu uwielbiam, bo obok swej wartości poznawczej ułatwiają czytelnikowi zaklimatyzowanie się w literackiej rzeczywistości. Towarzyszymy więc tu Etiopkom przy robieniu symbolicznego tatuażu na czole,  jesteśmy świadkami przerażającego zamiaru utopienia noworodka płci żeńskiej, który nie ma wprawdzie miejsca, jest natomiast często stosowaną i raczej akceptowana praktyką w krajach wielu częściach Indii. Możemy poznać relację o akcie sati, czyli rytualnego samobójstwa wdowy dokonywanego po śmierci męża czy w końcu patrzymy na ludzi błagających o uzdrowienie u murów etiopskiej świątyni, którzy równie często znajdują tam po prostu śmierć.
   Wszystko było by pięknie, ale jest pewne "ale". Mianowicie wszyscy, którzy mieli styczność z wcześniejszą twórczością Ashy Miró (ja znam już choćby jej "Córkę Gangesu") poczują w pewnym momencie lektury efekt deja vu. Historia jednej z dziewczynek jest bowiem historią samej autorki; efektem są identyczne wątki, przytoczone niemal słowo w słowo sformułowania, w ogóle cała część o dzieciństwie jest żywcem stamtąd wzięta (czy odwrotnie, ale mniejsza o to). I co o tym myśleć? Owszem, ktoś kto nie zna innych książek nie poczuje się w żaden sposób oszukany; ja się poczułam. To historia jej życia, związana z ogromem emocji i towarzysząca autorce w każdej minucie jej życia, tak. Ale literatura rządzi się swoimi prawami. A takie powielanie fabuły trąci mi nastawieniem na zysk li i jedynie. Szkoda, bo to wyraźna rysa na szkle naprawdę dobrej powieści...
*s. 240.
**s. 169.
Wydawnictwo, rok i miejsce wydania: Sonia Draga, Katowice 2009.
Ilość stron: 288.
Przekład: Danuta Kałuża.
Moja ocena: 5/6.

Znalezione pod choinką - wyzwanie Bożonarodzeniowe

   Święta Bożego Narodzenia to chyba najbardziej magiczny czas w roku. Spadające z nieba płatki śniegu okrywające świat białą puchowa kołderką, melodie dobrze znanych od dzieciństwa kolęd, napełniające serca ludzkie nadzieją i ciepłem domu rodzinnego, snujące się po ulicach i centrach handlowych Mikołaje i elfy  oraz migotania choinkowych lampek  - to wszystko tworzy niezwykłą atmosferę, której nie sposób się oprzeć. Człowiek ma wrażenie, że przeniknął z szarej codzienności do świata baśni...
   Sezon świąteczny w naszym blogowo-książkowym światku został również rozpoczęty. W tym roku do swojego świątecznego "stołu" zaprosiła nas Maniaczytania. Zamiast tradycyjnych 12 potraw - wiele więcej książkowych i filmowych pozycji do skosztowania. Niczym opłatkiem dzielić się nimi możemy na wyzwaniowym blogu Znalezione pod choinką. Zapraszam więc Wszystkich chętnych - liczba miejsc dla niespodziewanych Gości nieograniczona :)


   Ja wybrałam dla siebie wstępnie takie oto bożonarodzeniowe KSIĄŻKI:
1) "Tajemnica Bożego Narodzenia" - J. Gaarder
2) "W zwierciadle ... niejasno" - J. Gaarder  - za tego pana zabierałam się już od jakiegoś czasu, aczkolwiek dość leniwie i mało konsekwentnie. Znam jego "Świat Zofii" i muszę przyznać, iż była to książka inna niż wszystkie
3) "Boże Narodzenie w Lost River" - Fannie Flagg - będę miała okazję zapoznać się z twórczością tej autorki, mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu
4) "Musierowicz na gwiazdkę" - Małgorzata Musierowicz - taka moja poróż sentymentalna do czasów kiedy to młoda i piękna byłam i zaczytywałam Jeżycjadę, aż iskry szły;)
5) "Listy św. Mikołaja" - J.R.R. Tolkien - ktokolwiek czytał, ktokolwiek zna, niech mi napisze proszę w kilku słowach o czym jest ta książka
6) "W księżycową, jasną noc" - William Wharton
7) "Wieści" - William Wharton - Whartona uwielbiam, obie wyżej wymienione pozycje już czytałam, miałam jednak zamiar powrócić do Jego książek, jeszcze raz je przeczytać i dać upust zachwytom na blogu. Okazja więc nadażyła się ku temu świetna
8) "Najgłupszy anioł" - Christopher Moore - planowana już od dawna i na tą okazję czekająca w zamyśle
  Odnośnie FILMÓW natomiast - ich lista wyjdzie w przedświątecznych porządkach, gotowaniu i praniu:)

piątek, 26 listopada 2010

"Pieprzę, więc jestem"* - "Smak miodu" - Salwa An-nu'ajmi

   A mogło być tak pięknie. Intrygująca okładka, chwytliwy tytuł, wiele obiecująca notka na okładce i egzotycznie brzmiące nazwisko autorki. Do tego świetna seria. Mogło być pięknie a było... nijak. Nie ma co owijać w bawełnę - rozczarowałam się. Ja naprawdę nie lubię źle pisać o przeczytanych książkach, ale czasem słowa "zakazane" i "seks" zestawione obok siebie nie wystarczą by z bardzo miernego tekstu uczynić arcydzieło. Obiecywano bardzo dużo, miała być baśń tysiąca i jednej nocy bez cenzury... Dostałam zlepek sprośnych opowieści natrętnie chcących aspirować do rangi uduchowionych wyznań.
   O co w tej książce chodzi? Wybaczcie, ale nie wiem. Nie ma tu żadnej uciśnionej Arabki wyjawiającej zakazane tajemnice alkowy. Jest za to całkiem wyemancypowana, by nie rzec rozpustna kosmopolitka, posiadająca wprawdzie syryjskie korzenie, ale mieszkająca w Europie, gdzie pracuje w bibliotece. A że zainteresowania ma takie a nie inne... Cóż, ilu ludzi tyle gustów. Łamanie żadnego tabu też nie ma tu miejsca - gdyby nie polecenie szefa odnośnie sporządzenia przez bohaterkę referatu na temat erotycznych mądrości arabskich mędrców na konferencję naukową prawdopodobnie żadne manifesty nie miałyby miejsca. To ja pytam co to za łamanie tabu, które odbywa się w świetle prawa, a nawet jest wynikiem obowiązku?
   Fabuły się w tej książce nie dopatrzyłam, a ma ona 155 stron, więc mowy nie ma by mi gdzieś nić konstrukcyjna umknęła. Pałętają się po stronach "Smaku miodu" sąsiadki, siostry czy inne przyjaciółki narratorki, a ich wspólny mianownik sprowadza się do posiadania swoistej tajemnicy poliszynela, jaką jest gorący romans wbrew wszystkiemu i wszystkim. Obecność ich uzasadniona jest chyba tym, iż służyć miały jako dowody na poparcie tezy, że arabskie kobiety mają swoje grzeszki. Ale ja mogłabym uwierzyć autorce na słowo, naturę ludzką znam. Poza tym konstrukcja książki opiera się na filarach cytatów z klasyków i tym, co należało pomiędzy nie upchnąć, aby osiągnąć ilość stron stosowną do druku. Bo ileż można czytać jak to ona nie przesiadywała z mężczyznami i nie wysłuchiwała ich czczych, rzekomych czy prawdopodobnych przechwałek? Taka wata słowna, metajęzyk powieściowy o powieści, która w dodatku jej nie wyszła. Pisze kobitka li sobie a Muzom, bez składu i ładu.
   Odnoszę wrażenie, że jedynym sensem napisania utworu było przekazanie światu ulubionych cytatów autorki z poszczególnych arabskich ksiąg traktujących o ars amandi. Nie przeczę, że ciekawe rzeczy wskazuje nam autorka, ale równie dobrze mógłby to zrobić wykaz dzieł na temat. Co zatem jest w książce ciekawego? Mnie podobało się naświetlenie różnych aspektów seksualności, zarówno tej arabskiej jak i seksualności w ogóle. Wskazuje An-nu'ajmi (za mędrcami) "pożytki płynące z miłości fizycznej", jakimi miałyby być:
   "(...) uśmierza gniew i przysparza radości duszom zbyt gorących ludzi. Miłość fizyczna leczy zaćmę, zawroty i bóle głowy oraz ucisk w skroniach. A wszystkie te dolegliwości oślepiają serca i zamykają bramy myśli."**
Wskazuje sposoby obejścia zakazu miłości niemałżeńskiej w swej roznamiętnionej kulturze, by móc ją uprawiać w świetle prawa, a nawet za jego przyzwoleniem: mówi o instytucji zaważd muta (małżeństw czasowych). Sprowadzają się one do zażywania cielesnej przyjemności bez tak przyziemnych zobowiązań, jak choćby prawo dziedziczenia. Ukazuje postrzeganie seksu przez rodaków jako zapowiedzi raju w niebie, wskazuje ambiwalentne, ale i interesujące podejście do zdrady. Z jednej strony jest ona bowiem obwarowana karą 9 miesięcy więzienia dla niewiernego małżonka, z drugiej natomiast istnieje szereg kruczków prawnych uniemożliwiających jej praktyczne udowodnienie: 
   "(...) konieczność istnienia czterech męskich świadków, którzy widzieli zbliżenie seksualne ze wszystkimi szczegółami, a zatem wprowadzenie członka do pochwy niczym (...) żurawia do studni. "***
Poruszony zostaje też temat miłości homoseksualnej, afrodyzjaków (zarówno naturalnych, jak i chemicznych pod postacią nadużywanej przez Arabów viagry, która zyskała wręcz miano daru z nieba); naświetla problem hipokryzji językowej, obecny przecież nie tylko w krajach nikabu czy wreszcie palący brak świadomości seksualnej nastolatków Arabskich.
   Autorka nazywa siebie "tajną specjalistką w dziedzinie arabskich ksiąg rozkoszy" i rację tu ma bowiem dopóki trzyma się klasyków, jej wywód ma jakiś sens. Schody zaczynają się wraz z prywatnymi dygresjami natury wszelakiej. Logika tonie tam pod zwałami mglistych metafor i pseudometafizycznych stwierdzeń. A koniec końców daje się zdemaskować jako skrzywdzona i porzucona kochanka, której z pikantnych harców została gorycz bycia niekochaną. Ot, jeszcze jedno złamane serce.
*s. 117, życiowa mantra Podróżnika.
**s. 15.
***s. 83, cytat z Proroka.
Wydawnictwo, miejsce i rok wydania: W.A.B, Warszawa 2009.
Ilość stron: 155.
Przekład: Marek M. Dziekan.
Moja ocena: 2/6.
Seria: z miotłą.

środa, 24 listopada 2010

"Żyjemy krótko na tej ziemi. Człowiek powinien robić to, co kocha"* - "Ulica tysiąca kwiatów" - Gail Tsukiyama

   Magiczna atmosfera kraju Kwitnącej Wiśni na tle zawirowań historycznych. Misternie ze sobą splecione dzieje wielu Japończyków, opowieści o ich życiowych dylematach, tragediach, skrywanych marzeniach i bezustannej walce o lepsze jutro, którą nieustannie toczą nieraz upadając, ale za każdym razem się podnosząc.
   Akcja książki podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich (lata 1939 - 1945) opisuje dzieciństwo głównych bohaterów, braci Hiroshiego i Kenijego, naznaczone złowieszczym widmem II wojny światowej i zrzuceniem na Japonię bomby atomowej. Część druga (do 1953 roku) to opis lat młodzieńczych obu braci, ich zmagań z głodem i podnoszenia się kraju po klęsce, trzecia natomiast (do 1966 roku) ukazuje czytelnikowi dorosłe życie bohaterów, zawieranie przez nich małżeństw, realizowanie marzeń, które częstokroć niosą za sobą klęski na gruncie prywatnym.
   Hiroshiego i Kenijego wychowują po śmierci rodziców w katastrofie statku podczas festynu ich dziadkowie, Fumiko i Yoshio Wada. Mieszkają oni na ulicy tysiąca kwiatów, nieopodal świątyni Kyóó-ji, w Yanace, dzielnicy Tokio. Chłopcy, mimo iż w ich żyłach płynie ta sama krew są do siebie zgoła niepodobni: Hiroshi to "dziecko szczęścia", cudem uratowany z topieli, która pochłonęła matkę i ojca; nie boi się wyzwań, dzielnie idzie przez życie, jest pełen werwy, "kierował się w życiu głową". Natomiast Kenij, zwany duchem, to dziecko zamknięte w sobie, nieśmiałe, żyjące w swoim bezpiecznym świecie, "kierujące sie sercem" i nielubiany przez rówieśników znęcających się nad słabszymi. Chłopców łączy jednak silna i nierozerwalna więź, braterska miłość z przewagą troski Hiroshiego w stosunku do Kenijego oraz podziwu dla starszego brata ze strony tego drugiego. 
   Również ich zainteresowania są zgoła odmienne. Hiroshi od dziecka pasjonuje się walkami sumo, Kenijego natomiast bez reszty pochłania tworzenie masek na sztuki teatru nó, czego uczy się pod okiem Akiry Yshiwary w jego malutkim warsztaciku; jego nieomal Biblią staje się "Księga masek", z której uczy się nie tylko sztuki ich wytwarzania, ale też całej historii teatru. To wlaśnie dzięki pasjom braci autorka pozwala czytelnikowi bliżej przyjrzeć się tym dwóm niezwykle znaczącym w japońskiej kulurze zjawiskom.
   "Ulica tysiąca kwiatów" to również cenny zapis obyczajowości i tradycji japońskiej. Z wielu stron książki wyziera niepowtarzalna japońska dusza. Pasjonująca jest np. juz sama symbolika, jaką obudowane są ślubne ceremonie: krasnorosty to znak płodności, wachlarz wróży wzrost i przyszłe bogactwo, a nić lnu wspólną starość. Haru bierze udział w Festiwalu gwiazd; jest to święto utworzone wokół starej legendy o zakazanej miłości i rozdzieleniu kochanków na wieki. Opisane są tu też obrzędy i wierzenia dotyczące wielu płaszczyzn życia, między innymi stosunku do sfery pozaziemskiej. Duchy ukochanych zmarłych krążą wokół żywych tworząc niesamowitą aurę tajemniczości i subtelnej obietnicy, iż mimo że wszystko przemija, to nic się nie kończy:
   "Wysunął się z łóżka i po cichu wdrapał się po schodach na wieżę, gdzie przydybał dziadków wpatrujących się razem w nocne niebo. Ojiichan nachylił się i szepnął coś do obachan, wywołując znowu śmiech - wysoki i dziewczęcy - w którym Hiroshi raptem rozpoznał śmiech matki. Była tam z nimi. Przez chwilę chłopiec poczuł mrowienie, matka była tuż-tuż, unosiła się w powietrzu nad ich głowami."**
   Tsukiyama ukazuje czytelnikowi stopniowe przemiany społeczne i ekonomiczne w przed i powojennej Japonii. Historyczne zawirowania zmuszają babcię chłopców do wielu zabiegów mających na celu wykarmienie rodziny w czasach racjonowania żywności przez państwo - wystaje w kolejkach po ryż i solone ryby, tworzy przydomowy ogródek, by uprawiać w nim warzywa do spożycia; chłopcy wysłuchują w radio informacji o zbombarodwaniu Pearl Harbor, są świadkami samowoli kempeitaich (żołnierzy patrolujących miasto), zamykania kolejnych sklepów, powoływania znajomych mężczyzn na fronty i powrotów ich ciał w trumnach. Widzą na ulicach kobiety gorączkowo szykujące talizmany dla swych ukochanych synów, mężów czy ojców (pasy, na których każda przechodząca kobieta robiła ścieg; miały one chronić żołnierzy i dać kobietom nadzieję na ich powrót). Hiroshi w końcu zmuszony był kraść z głodu nadpsute owoce; przynależał też do Wielkiego Stowarzyszenia Młodzieży Japońskiej  - pomagał kopać okopy wzdłuż dróg; Kenij natomiast z trudem uszedł z życiem omal nie stając się ofiarą okrutnej zabawy amerykańskich pilotów, którzy zaatakowali jego i kuzyna samolotami na polu na wsi, gdzie miał być bezpieczny. Punktem kulminacyjnym wojennej zawieruchy staje się pożar Tokio wskutek wybuchu atomu:
   "Dookoła jak domki z kart rozpadały się domy; w powietrzu śmigały kawałki gruzu, przewody elektryczne miotały iskry i upadały w poprzek drogi. Przewróciły jakąś kobietę z dzieckiem na plecach. Natychmiast zniknęła w gęstym, czarnym dymie. Wiatr i ogień połączyły się z okrutną siłą. Paliło się powietrze. Haru zobaczyła płonących ludzi, rzucających się do rzeki, poczuła swąd przypalanego ciała". ***
   "Ogniowa burza wyszalała się do cna. Siostry powoli wtdoatały się z okopu. Zobaczyły dymiący świat, zmieniony nie do poznania. Większość domów spłonęła do fundamentów, ocalały jedynie betonowe konstrukcje. Drzewa zniknęły, rzeką spływały trupy. Zwęglone, dopalające się szczątki ludzkie leżały na poboczu, niektóre ciała trwały jeszcze w pozycji na siedząco lub na klęczkach".****
Urzekające i pełne magii oraz mistycyzmu są opisy śmierci bohaterów, m.in.: wiekowego już i niewidomego dziadka Yoshio.  Śmierć przyszła po niego przez furtkę, słyszał jej kroki i zdawał sobie sprawę z jej nadejścia. Na spotkanie wyszła mu zmarła córka Misako.
   Autorka opisuje też przemiany kulturowo - obyczajowe w Japonii powojennej: lata okupacji spowodowały utworzenie się grupy kobiet określanych mianem "panpan" (prostytutki obsługujące amerykańskich żołnierzy), ludzie żebrali na ulicach o jedzenie lub umierali z głodu, żołnierze, którzy powrócili z frontów błąkali się po ulicach nie mając do kogo i czego wracać. Wyodrębniła się kultura kasutori (młodzi ludzie szukający sensu życia w piciu i narkotykach, pogrążeni w eskapizmie i dekadencji).
   Wojna sprawia, że łączą się, w przykrych okolicznościach wprawdzie, drogi Hiroshiego i właściciela stajni sumo, Tanaki, ojca dwóch dziewczynek, Haru i Aki. Mężczyzna na nowo pozwala chłopcu związać się z sumo, daje mu możliwość ćwiczenia w jego stajni. Życie młodych bohaterów powoli zaczyna powracać do normalności. Kenji kończy Uniwersytet Tokijski jako architekt; jednak postanawia powrócić do swej miłości, czyli tworzenia masek, otwiera nawet własny warsztat. Hiroshi natomiast pnie się po drabinie kolejnych sukcesów i awansów zdobywając coraz wyższe rangi w sumo. Haru, córka nauczyciela zapasów wyjeżdża do Nary na studia przyrodnicze. Bohaterowie realizują się na gruncie zawodowym, zawierają też małżeństwa; jednak często kariera wyklucza szczęście na gruncie prywatnym. Ponadto obaj bracia borykają się z osobistymi tragediami utraty najdroższych im osób: potomków odbiera im śmierć, małżonki - tragedie bądź ciężar życia.
   Oprócz głównych bohaterów książki przez jej strony przewija sią cały korowód postaci można by rzec epizodycznych, jednakże nakreślonych z wielką starannością i dbałością o indywidualizm. Jest Akira Yoshiwara, nauczyciel Kenijego, buntownik żyjący w zgodzie z własnym sercem, który odrzucił oczekiwania rodziców dotyczące przejęcia znienawidzonej fabryki konserw i odseparował się od rodziny oddając się temu co kocha. W czasie wojny podczas ukrywania się w górskiej wiosce Aio poznaje wdowę Emiko i jej córkę Kiyo, lecz nie odnajduje szczęścia przy drogich mu kobietach czując palący ogień swej odmiennej orientacji. Jest też Mariko, sąsiadka chłopców, w której podkochiwał się Hiroshi: utalentowana harfiarka; postać tajemnicza i tragiczna, ofiara wojny, przemocy kempeitaich i nieszczęśliwej miłości do poległego narzeczonego-żołnierza.
   "Ulica tysiąca kwiatów" to piękna, delikatna, ale też nieraz przejmująca opowieść o człowieku. O upadaniu i podnoszeniu się, o pogoni za marzeniami, które często dają tylko złudne szczęście. Autorka ukazuje życie człowieka, jako proces, w którym wszystko nieustannie przemija, ale nic nie odchodzi w zapomnienie, nic nie ginie. Przeszłość wraca pod postacią wspomnień, analogicznych sytuacji czy wreszcie ludzi, którzy ją tworzyli. Owszem, nie da się ukryć, iż książka nie jest pozbawiona pewnych wad i niedociągnięć - tłumacz odnajduje niezgodności ze źródłami, mnie udało się znaleźć pomyłkę polegającą na pomyleniu imion bohaterek; natrętna i irytująca jest też tendencja autorki do przesadnej idealizacji głównego bohatera (kobieta nie może mianowicie się nijak pogodzić, iż sumo Hiroshi siłą rzeczy musi być otyły i mieć wylewający się brzuch; wmawiając sobie i czytelnikowi, iż tak nie jest ociera się wg. mnie o kicz). Ale to jest wszystko, co można książce zarzucić. Poza tym mogę przyznać, iż przeczytałam wspaniałe i wartościowe dzieło.
*s. 254, pogląd na życie dziadka Hiroshiego i Kenijego.
**s. 21.
***s. 148. 
****s. 150.
Wydawnictwo, rok i miejsce wydania: Świat Książki, Warszawa 2009.
Ilość stron: 463.
Przekład: Małgorzata Grabowska.
Moja ocena: 6/6

środa, 17 listopada 2010

Stosik listopadowy III

   Tym razem trochę skromniej, ale tylko objętościowo i ilościowo. Bo jeśli chodzi o jakość, to zapowiada się naprawdę nieźle. Jak widać naszła mnie ochota na "książki ekspresowe", czyli takie do przeczytania za jednym zamachem, charakteryzujące się małą ilością stron. Będzie też sporo rosyjskości i wycieczka do miasta zakochanych, którą zasponsorowała mi Lena (dziękuję Kochana :*).
1) Żona piekarza - Marcel Pagnol - widziałam recenzję tej ksiązki już na kilku blogach a jakoś nigdy nie doczytałam, że to dramat. Kiedy otworzyłam ją w bibliotece układ graficzny książki tak mnie zaskoczył i zaintrygował, że postanowiłam zawrzeć z książką bliższą znajomość.
2) Wenecja - Kazimierz Mrówka - pierwsza książka, którą udało mi się wygrać w blogowym losowaniu. Nazwa miasta przywodzi na myśl jak najpozytywniejsze skojarzenia... 
3) Okaleczona - Khady - słyszałam nieco o rytualnych obrzezaniach, teraz pora poznać relację ich ofiary. Tematyka życia kobiet w innych kulturach to coś co zawsze mnie fascynowało.
4) Pandrioszka - Krystyna Kurczab-Redlich - wyczekałam się na tę książkę w bibliotece chyba z pół roku, ale wreszcie mam:) Będzie jak znalazł do rosyjskiego wyzwania. 
5) Maszeńka - Vladimir Nabokov - książka do wyzwania Rosja w literaturze. Moje pierwsze spotkanie z Nabokovem, jak widać bardzo ostrożne i zachowawcze;)
6) Smak miodu - Salwa An-Nu'Ajmi - seria z miotłą - erotyka w krajach nikabów i jej korzenie kulturowe... to poprostu trzeba przeczytać. 

   Muszę się Wam przyznać, że zapadłam na coś w stylu "czytelniczej bulimii". Bo jak inaczej nazwać stan, gdy w ciągu jednego dnia czyta się po kilkadziesiąt stron kilku różnych książek? Ulicę tysiąca kwiatów porzuciłam na stronie 300którejś i złapałam To nie jest kraj dla starych ludzi McCarthy'ego. Czytałam i czytałam wczoraj do późna w nocy, a dziś zamiast skończyć rzuciłam się na Zupę z granatów. Teraz z kolei patrzę łakomie na Maszeńkę. Na doczytanie czeka też Śladami drzewa sandałowego... Owszem, kobieta zmienną jest, ale to już chyba lekka przesada. 

 Wszystkich spragnionych książek i adrenaliny mam zaszczyt przekierować do bloga Anetki, która hojnie obdarowuje szczęśliwców naprawdę interesującymi pozycjami:) Trzymam kciuki za "Diabła. Autobiografię" i przyzywam ją do siebie siłą woli:) 
Edit (niedziela, 21 listopada): gratuluję Alinie:)