Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marsha Mehran. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marsha Mehran. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2011

W łóżku z Carollem... - "Łóżko" antologia opowiadań

  Łóżko to chyba jedyny mebel codziennego użytku, który ma wspomnienia i tajemnice. Jest świadkiem narodzin, powiernikiem nastoletnich sekretów, świadkiem miłosnych rozczarowań, nocy namiętnych bądź bolesnych i pełnych samotności. W końcu żegna nas swym żałosnym skrzypieniem, gdy odchodzimy z tego świata. Nic więc dziwnego, że w każdej niemal kulturze łóżko stało się synonimem, metaforą, symbolem bądź przenośnią rozmaitych aspektów ludzkiego życia. 
   Taki również  - życiowy, wrący od emocji i szczery - jest zbiór 16 opowiadań wybitnych współczesnych twórców, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Tę swoistą paradę miniformy prozatorskiej otwiera tekstem z pogranicza jawy i snu, o tyleż groteskowym, co eterycznym i subtelnym, Jonathan Carroll. Słowa - tajemnice na prześcieradle, rozdzielające kochanków i nie pozwalające się spleść ich dłoniom, a tym samym pojednać duszom... piękne, magiczne.
Dalej jest Viewegh i jego, a właściwie jego bohaterki olbrzymi nochal, rosnący w tempie wprost proporcjonalnym do wygasania uczucia między małżonkami; jest Anna Janko z perwersyjną miłością, nabuzowaną hormonami młodością i przytłaczającą utratą. Etgar Keret zabiera nas do krainy, w której nasze kłamstwa ożywają i żyją według scenariusza, który piszemy im naszymi kolejnymi wymówkami. Jurij Andruchowycz pokazuje czytelnikowi Paryż, miasto miłości, seksu i zbrodni; Natalia Śniadanko zapoznaje z kobietą, która jest za piękna, za mądra i za bogata, by zdobyć mężczyznę oraz z mężczyzną, który mając dość takich właśnie kobiet postanawia... co? tu odsyłam Was do tekstu ukraińskiej autorki, przeczytajcie sami.
   Marsha Mehran wspomnienia cudownego życia w Iranie, któremu kres położyła rewolucja i emigracja, przyobleka w kształty łoża z różowym baldachimem; Zachar Prilepin natomiast zaskakuje stwierdzeniem, że nigdzie nie spało mu się tak dobrze, jak na czeczeńskim froncie. Oksana Zabużko snuje opowieść o destrukcyjnej sile kobiecej zazdrości na przykładzie dwóch pań Żurawnickich, Tomasz Piątek przy zupie (między literkami unosił się jej zapach, czułam go) demaskuje kondycję narodu i stosunek rządzących do jego problemów. Jan Jakub Kolski opowiada o zepsuciu, zniszczonym życiu i słowach, których wypowiedzenie mogłoby skreślić całe zło, a które nigdy nie zostaną wypowiedziane, bo blokuje je impas wspomnień o miłości nieszczęśliwej. Dan Lungu w sposób fantastyczny i dosłownie kosmiczny wytłumaczy nam rozstanie i porzucenie swego bohatera; Dawid Rosenbaum wkradnie się do wielu mieszkań na całej kuli ziemskiej by sfotografować ich mieszkańców wraz z ich troskami, lękami, wspomnieniami i marzeniami, podczas gdy wskazówki jego zegarka wskazywać będą godzinę 22. Rei Kimura zaczaruje nas mistyczną i orientalną opowieścią o japońskiej miłości zakazanej łamiącej tabu społeczne i obyczajowe; Rina Frank raz jeszcze przypomni, że najlepsze są te marzenia, które się nie spełniają; Johanna Nilson natomiast pokaże jak błahe wspomnienia i ledwie namacalne ślady mogą wskrzesić miłość, nawet wbrew nam samym, o ile pozostała w nas jej iskierka, choćby ukryta głęboko w sercu. 
   16 różnych twórców, 16 opowieści, mnogość odsłon miłości, istny literacki róg obfitości. Perełka. Każde opowiadanie to inny prozatorski świat, każdy twórca stara się nas sobie zjednać, oczarować swoją opowieścią, pokazać się z jak najlepszej strony, zaprezentować swój popisowy numer. Czytelnik jest w tej publikacji rozpieszczany, kokietowany przez autorów, może wybierać, przebierać. Ma w czym.
   "Łóżko" jako takich minusów nie ma; przynajmniej ja się owych nie dopatrzyłam. Trudności może nastręczać "przeskakiwanie" ze stylu w styl, z realiów w zgoła odmienne realia, ale po kilku takich czytelniczych "skokach" staje się to zaletą, ożywia lekturę. Pozycja znakomita na zapoznanie się z poszczególnymi pisarzami - przeczytanie opowiadania pozwala już bowiem wyrobić sobie pogląd na twórczość jego autora, może zasugerować, na kogo warto zwrócić uwagę, a kto nam całkowicie nie odpowiada (ja po lekturze wiem, że zdecydowanie zechcę bliżej poznać Carrolla, Kereta i Rosenbauma). Natomiast w przypadku twórców już znanych sympatycznie jest odnaleźć podczas lektury ich charakterystyczne motywy, sposoby prowadzenia narracji, coś, co w nich lubimy (w moim przypadku przyjemnie było ponownie spotkać Prilepina, Mehran czy Kimurę, tym razem w krótkiej formie). 
   Teksty tworzące antologię to teksty głębokie, zawsze z przekazem, zawsze przemyślnie skonstruowane, za każdym razem posiadające ukrytą gdzieś miedzy linijkami tekstu czy kolejnymi akapitami prawdę o życiu. Znajdziemy w nich bliskie naszym doświadczeniom blaski pierwszej miłości, łzy utraty, bóle rozstań. Znajdziemy to wszystko co znamy już niejako z autopsji, choć może osadzone w realiach fantastycznych czy w rzeczywistości Japonii sprzed kilku wieków. Miłość jest przecież uniwersalna i ponadczasowa... 
Tekst stanowi oficjalną recenzję napisaną dla portalu LubimyCzytać.pl
Wydawnictwo, miejsce i data wydania: Bluszcz.
Reszta danych dotyczących książki po jej wydaniu :)
Moja ocena: 5/6

sobota, 11 grudnia 2010

"Granat (...) był i pozostanie przede wszystkim owocem nadziei"* - "Zupa z granatów" - Marsha Mehran

   Jak w garnku bulgoczą rozmaite składniki, często na pozór ze sobą kontrastujące w rzeczywistości uzupełniające się i tworzące wspólnie niezapomniane smakowe wrażenie, tak w powieści Mehran zestawienie na pozór odległych od siebie motywów i wątków dało powieść wciągającą, wykwintną i pozostawiającą po sobie apetyt na jeszcze. Trzy szczypty irańskiej egzotyki wymieszać z irlandzką charakternością i rubasznością, dodać trochę rewolucyjnej goryczki i miłosnych zawirowań. Gotować przez 294  stron, stopniowo doprawiając arkanami kulinarnej sztuki wschodu. Doprawić realizmem magicznym do smaku. Mi smakowało; ba, odkryłam niewątpliwie kolejną ulubioną potrawę.
  Do sennego, irlandzkiego miasteczka Ballinacroagh, gdzie życie toczy się swym ustalonym, od dawna niezmiennym torem, zjeżdżają ni stąd, ni zowąd trzy orientalne piękości. Siostry Amnipur - Mardżan, Bahar i Lejla - słynące z magicznej niemal umiejętności przyrządzania potraw, wzbudzają skrajne uczucia w mieszkańcach miasteczka, których życie wywracają niemal do góry nogami swą decyzją o otworzeniu restauracji Cafe Babilon w lokalu, gdzie niegdyś znajdowała się ciastkarnia Włocha Delmonico.
   Mnie w książce Mehran ujęła umiejętność kreślenia postaci. Nikt tu nie jest w tle, każdy ma dopisaną historię swego życia, przemyślaną i ciekawą; każdy ma indywidualną, złożoną i orginalną osobowość. Zauważyć się daje również zasada kontrastu, jaką kieruje się autorka kreując trzy główne bohaterki na istoty piękne, delikatne wręcz eteryczne, co wyróżnia je na tle groteskowych, karykaturalnie zarysowanych irlandzkich bohaterów. Dodatkowo Iranki to postaci raczej tragiczne, podczas gdy Irlandczycy sprawiają wrażenie wyjętych z komediowej farsy - nawet ich zawały serca, choroby czy śmierć nie są pozbawione pewnej dozy komizmu i karykaturalności.
    Z każdej strony "Zupy..." wydobywa się, dający się niemal strzepywać magiczny pył. Między literkami wędrują krasnoludki (o ich istnieniu jest święcie przekonany sprzedawca, który daje sobie wmówić, iż to skrzaty właśnie, a nie krnąbrni bliźniacy, podbierają mu piwo, obiecując zapłacić na świętego nigdy). Mardżan wspomina też magię letnich wieczorów w rodzinnym Teheranie, kiedy członkowie rodziny wynosili na dach poduszki i barwne tkaniny, i omotawszy się tym czarodziejskim otoczeniem usypiały kołysane do snu opowieściami o baśniach Szecherezady.
   Mehran zarysowuje również starannie tło kulturowe i społeczne dwóch opisywanych w powieści krajów; przybliża je czytelnikowi opisując funkcjonujące w każdym z nich legendy i zwyczaje. Pisze na przykład o społeczności druciarzy mieszkających w wędrownym obozowisku nieopodal Ballinacroagh - byli to Romowie, posługujący się łamanym językiem, trzymający na społecznym marginesie częściowo z własnego wyboru, utrzymujący się z żebraniny. Przywołuje również legendę o patronie Irlandii, świętym Patryku i górze nazwanej jego imieniem - podczas wspinaczki na nią świętego otoczyło stado diabłów, pod postacią kosów; dzięki żarliwej modlitwie święty stawił opór szatańskim zakusom na swą duszę. 
   Nie brak też w książce dygresji będących wykładami mądrości wschodu dotyczących mocy ziół, przypraw i konkretnych potraw z nich przyrządzonych. Jedzenie ma tu o wiele większą moc, niż powszechnie nam znane dostarczanie energii. Kardamon i migdały na przykład miały tak silną moc miłosnego oszałamiania, iż władca z dynastii Achemenidów zauroczony ich aromatem zorganizował w swym pałacu 69 miłosnych nocy. Jedzeniu przypisuje Mehran również właściwości studzenia zbyt gorących temperamentów (zwanych garm) za pomocą zimnych pokarmów - jak np. ryby, jogurt, arbuzy czy soczewica; oraz rozgrzewania chłodnych - sard, jedzeniem gorącym - cielęcina, fasola mung, figi. Z kronikarską dokładnością i zaangażowaniem pasjonatki opisuje też autorka charakterystykę poszczególnych komponentów orientalnej kuchni. Przywołam tu tytułowy granat - owoc symboliczny (zupa z tego owocu uratowała dwukrotnie młode Iranki z poważnych opresji):
   "Granat - jabłko grzechu pierworodnego, owoc dawno utraconego raju - chroni się w skórzanym karminowym pancerzu, stosowanym za czasów rzymskich jako łuska ochronna.  Wystarczy jednak obrać go z gorzkiej skóry, a ukaże szczęśliwemu łasuchowi soczyste purpurowo-granatowe wnętrze, którego eksplozja w ustach jest jak spełnienie aktu miłosnego."** 
   Smaki i zapachy przenoszą młode Iranki w krainę swych lat dziecinnych, Teheran. Jednak najczęściej są to wspomnienia bolesne, które rozdrapują niezbyt jeszcze zabliźnione rany. Siostrom Amnipur przyszło żyć w owładniętym rewolucyjną krwawą zawieruchą Teheranie. Ludzie, z którymi się stykały, uwikłali je w walkę o sprawy które w rzeczywistości były dla nich jedynie pustymi sloganami. Przywdziewały czarne czardory, wykrzykiwały hasła postulujące śmierć Zachodu i Ameryki, która była według rewolucjonistów synonimem zepsucia i odejścia od ich narodowych tradycji. Studenci organizowali marsze przeciw reżimowi szacha, które to demonstracje były krwawo tłumione; wspominają masakrę zwaną Czarnym Piątkiem, kiedy miejski Plac Żale spłynął krwią demonstrantów mury tworzących go budynków upstrzone zostały krwawymi odciskami dłoni mnóstwa ofiar tej jatki. Z Iranu dwie starsze siostry wyniosły oprócz przerażających wojennych wspomnień, również złamane serca - Mardżan przeżyła prześladowania i tortury w imię swego uczucia, Bahar natomiast skazana została na życie w cieniu bezustannego lęku przed mężem tyranem. 
   "Zupa z granatów" to piękna i mądra książka o szukaniu - szukaniu swego miejsca na świecie, szukaniu spokoju i szczęścia, szukaniu miłości i zrozumienia oraz samego siebie. Często okazuje się, ze to czego szukamy jest tuż obok, tylko nie potrafimy sobie tego uświadomić. Polecam gorąco.
   I jeszcze coś dla tych, którzy chcieliby zaaranżować sobie swoje własne Cafe Babilon i przekonać się czym młode Iranki podbiły żołądki i trafiły do skutych lodem Irlandzkich serc:) Smacznego: 
Zupa z granatów
2 duże posiekane cebule
2 łyżki oliwy z oliwek
1/2 szklanki żółtego łuskanego grochu, 
dwukrotnie opłukanego
6 szklanek wody
1 łyżeczka soli
1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
1 łyżeczka kurkumy
2 szklanki posiekanej natki pietruszki
2 szklanki posiekanej świeżej kolendry
1/4 szklanki posiekanej świeżej mięty
1 szklanka posiekanych szalotek
1/2 kg mielonej jagnięciny
3/4 szklanki ryżu,
dwukrotnie opłukanego
2 szklanki soku z granatów
1 łyżka cukru
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki sproszkowanej anżeliki
   W wysokim garnku obsmażyć cebulę na złoty kolor. Dodać łupany groch, ryż, wodę, sól, pieprz i kurkumę, doprowadzić do wrzenia. Dusić na wolnym ogniu przez 30 minut. Wsypać nać pietruszki, kolendrę, miętę i szalotki. Dusić następne 15 minut. Z mięsa ulepić średniej wielkości klopsy, włożyć do garnka wraz z resztą składników. Dusić pod przykryciem przez 45 minut.
***
Fesendżun
1/2 kg posiekanych orzechów włoskich
oliwa z oliwek
1 i 1/4kg piersi kurczęcia bez skórki i pokrajanej w kostkę
3 duże cebule, pokrajane w talarki
6 łyżek przecieru z granatów rozpuszczonego w 2 szklankach gorącej wody
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
1 łyżka cukru
2 łyżki soku z cytryny
    Orzechy mleć w mikserze przez minutę a następnie obsmażać na oliwie przez 10 minut, nie przerywając mieszania. Odstawić. Pokrajanego kurczaka z cebulą obsmażyć w głebokim rondlu na złoty kolor. Dodać orzechy, przecier z granatów i pozostałe składniki. Doprowadzić do wrzenia. Zmniejszyć ogień i dusić pod przykryciem przez 45 minut albo dopóki sos z granatów nie zgęstnieje.
*s. 294.
**s. 226.
Wydawnictwo, miejsce i rok wydania: Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009.
Ilość stron: 294.
Przekład: Jolanta Kozak.
Moja ocena: 5/6.
Seria: z miotłą