Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie: Rosja w literaturze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie: Rosja w literaturze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 listopada 2010

"Rosję trzeba kochać. Rosja zginie bez naszej emigranckiej miłości"* - "Maszeńka" - Vladimir Nabokov

   Szukając książki Nabokova na bibliotecznej półce z literaturą rosyjską nie znalazłam jej tam; okazało się bowiem, iż autora klasyfikuje się jako twórcę angielskiego. Bo Nabokov to istny kosmopolita i "obywatel świata" (urodził się w Petersburgu, w wieku 2o lat wyemigrował do Anglii, pomieszkiwał w Niemczech, Francji i USA, aby dokonać swego żywota w Szwajcarii). I mimo, że autor spędził niemal całe swoje życie poza Rosja właśnie, a akcja "Maszeńki" rozgrywa się w Niemczech, jest ona określana mianem najbardziej rosyjskiej powieści Nabokova.
   Akcja "Maszeńki' rozgrywa się w Berlinie, w pensjonacie dla rosyjskich emigrantów. W sześciu pokojach, po obu stronach korytarza, mieszkają takie indywidualności jak stary poeta rosyjski Podtiagin; Klara egzaltowana panna, Ałfierow, baletowi tancerze Kolin i Gornocwietow i wreszcie nasz główny bohater, Ganin.
   Kreacja Ganina to kreacja na poły romantyczna - bohatera otacza bowiem aura tajemniczości związanej z jego awanturniczą przeszłością bolszewickiego rewolucjonisty, którego historyczne zawieruchy zmusiły do opuszczenia kraju. Poza tym właściwa jest mu osobowość amanta, uwodziciela i łamacza niewieścich serc (za przykład niech posłużą mi choćby porzucona Ludmiła czy nieszczęśliwie w nim zakochana Klara). Ganin bowiem oddał swe serce tej jednej, jedynej, pięknej Rosjance, miłości rodem z jego "kraju lat dziecinnych", Maszeńce właśnie. I tkwi ona nieustannie w jego wspomnieniach, bo:
   "(...) kobiecość, cudowna rosyjska kobiecość, mocniejsza jest od wszelkiej rewolucji, zdolna jest przetrwać wszystko - niedolę, terror..."**
   Sama Maszeńka, bezpośrednio nie pojawia się w powieści ani na chwilę, pełne jej są natomiast sentymentalne podróże w głąb siebie Ganina, wywołane... zbiegiem okoliczności. Zwykły przypadek staje się motorem całej lawiny wspomnień, których motywem przewodnim są chwile szczęścia, flirty, romanse, uczucie niepewności i młodzieńczego żaru bohatera z Maszeńką właśnie. Maszeńka dla Ganina to nie osoba z krwi i kości, za którą się tęskni. Maszeńka to dla niego Rosja, symbol szczęścia w ojczyźnie; to młodość, czas beztroski. Ganin poznał dziewczynę na letnisku nieopodal Woskriesieńska. Przypadli sobie do gustu i kontynuowali potajemne schadzki przez całe wakacje; to z nią bohater przeżył pierwsze porywy młodzieńczego serca, jej kradł pocałunki, uczył się mapy kobiecego ciała błądząc po jej kształtach, z nią przeżył pierwszy zawód niedokonanej miłości fizycznej, ba, nawet bił się o nią.
   Rosja towarzyszy nabokovskim bohaterom niczym cień przeszłości. I choć zdania na jej temat są podzielone, przeważnie jest ona wspominana z sentymentem i rozrzewnieniem, choć niejednokrotnie staje się obiektem ostrej krytyki:
  "Dawne życie w Rosji wydaje mi się właśnie czymś z praczasów, czymś metafizycznym, albo - jak się to nazywa - ...inne słowo... tak, metempsychozą..."***
   Natomiast życie na emigracji to tylko cień, to wygnańczy sen, to nieustanna tęsknota za wszystkim co rosyjskie.
   Nabokov zachwycił mnie swoim stylem. Autor to nie prozaik ale czarodziej prozy, niepowtarzalny magik słów, który dzięki swym opisom tworzy drugie dno dla świata przedstawionego; przenosi na chwilę opisu zarówno bohatera, jak i czytelnika w inne wymiary zbudowanych z wyrazów i ich niespotykanych połączeń światów.
   "I kiedy potem położył się do łóżka i słuchał pociągów, przenikających na wskroś przez ten ponury dom, w którym mieszkało siedem rosyjskich zatraconych cieni, całe życie wydało mu się seansem filmowym, podczas którego obojętny statysta ani wie, w jakim uczestniczy widowisku."****
Zwykłe rzeczy codziennego użytku dopieszczone stylem Nabokova ożywają, dostają szansę, bu służyć w jego literaturze celom wyższym.  Autor pozwala im grać role swego życia, inne niż dotąd miały do odegrania na stronach dzieł różnych twórców:
   "Na krześle, rozrzuciwszy ręce, niczym znieruchomiały w modlitwie człowiek, niewyraźnie bielała w ciemności koszula."*****
   Jest też u Nabokova dramat niespełnionego twórcy, który nawet nie wie o tym, jak wiele jego niedoceniona poezja wniosła w życie dwojga młodych ludzi. Podtiagin, bo o nim mowa, żyje z poczuciem, iż "wyjałowił życie poezją". Tymczasem to właśnie jego rzewne i pełne romantycznego niepokoju wiersze cytuje Maszeńka w swych gorących listach do Ganina. 
  Intrygujące i mocno filmowe jest zakończenie powieści. Maszeńka jedzie do Niemiec w odwiedziny do męża, który leży w sztok upity w pensjonacie. Na dworcu czeka na nią nie kto inny, niż Ganin właśnie. Zegar wybija ósmą pięć, pociąg się zatrzymuje na stacji i... spotkają się czy nie?
*s. 57.  
**s. 21.
***s. 30.
****s. 27.

*****s. 52.
Wydawnictwo, miejsce i rok wydania: Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1993.
Ilość stron: 112.
Przekład: Eugenia Siemaszkiewicz.
Moja ocena: 4/6.
Wyzwanie: Rosja w literaturze.

czwartek, 11 listopada 2010

"I za wszystkich innych żołnierzy, którzy zginęli na tej ziemi"* - "Patologie" - Zachar Prilepin

   Grozny, miasto jakich wiele. Jednak dla grupki rosyjskich żołnierzy oddelegowanych na wojnę rosyjsko-czeczeńską będzie ono już zawsze wzbudzać złowieszcze skojarzenia. Tam walczyli o przeżycie, o każdą sekundę, każdy oddech, każde uderzenie serca. Tam stracili wszystko co mieli, łącznie ze swoim człowieczeństwem; tam poznali smutną prawdę o ludziach i o sobie samych. 
   Zachar Prilepin urodził się w 1975 roku, mieszka w Niżnym Nowogrodzie. Jest filologiem, pisarzem i dziennikarzem. Służył jako kapitan OMON-u na wojnach w Czeczenii w 1996 i 1999 roku. W "Patologiach" ujmuje on swe autentyczne doświadczenia w ramy literackości, chcąc przy tym pozostać wiernym ich brutalności i drastyczności. Nie sili się na dopisywanie tej historii sztucznych idei, nie ozdabia rosyjsko-czeczeńskiej wojny przekłamanym patosem. Od chwili znalezienia się w wrogim mieście, gdzie każdy mieszkaniec najchętniej udusiłby przybyszów gołymi rękami, życie młodych chłopaków biegło w myśl paraleli: żyjesz, by zabijać; zabijasz by przeżyć. Codziennie musieli ryzykować życie wykonując rozkazy - a to rozbrajanie rebeliantów, kiedy indziej byli posyłani po konkretnych, niebezpiecznych dla Rosjan, ludzi. W końcu tracą w tym wszystkim głowę, dają się ponieść duchowi wojny, rodzi się w nich nieposkromiona agresja, szał, morderczy amok, pozwalający na zabicie człowieka gołymi rękami, uduszenie go i podarcie jego twarzy.
   Prilepin pisze po prostu, jak było. A na to często brak słów. Można nieludzkość wojny wyrazić jedynie prostymi słowami, językiem niemal atawistycznym, okraszonym gęsto przekleństwami. Książka Prilepina to zdecydowanie rzecz dla ludzi o mocnych nerwach, niektóre opisy bowiem przyprawiają o mdłości. Bardzo plastycznie przybliża autor czytelnikowi okropności wojny: potoki krwi i ludzkich wnętrzności, proste i rzeczowe obrazy zabijania, namacalne niemalże obrazy zwłok:
   "Pośmiertna zbiórka. Pozioma parada... Twarzami ku niebu. (...) Pierwszy leżący z brzegu trup wyciąga do mnie powykręcane palce, idę w ich stronę, widzę tylko te palce. Nie ma paznokci czy wszystko się tak spaliło? Nie, w słońcu ręce są różowe. Obrączka "nierozłączka" na serdecznym palcu. Dwa paznokcie sterczą dęba, wkrzepnięte w oderwane mięso. Gdzieś ty chciał się zakopać? Kogo złapać za gardło?"**
"Strzela jeszcze parę razy w goły, bulgocący różowymi bąbelkami brzuch coraz słabiej rzucającego się człowieka. Po szóstej czy siódmej kuli Czeczen zaczął lekko przebierać nogami, jakby chciało mu się sikać, a potem znieruchomiał. Następne kule wchodziły już w miękkie, bezwładne ciało.Tylko głowa po paru strzałach stopniowo rozsypywała się, rozłupywała, rozpadała, traciła formę: oko zawisło na nitce, a potem gdzieś odleciało z białymi odłamkami kości, mózg rozbryznął się w ohydne gluty (...)"***
   Tym, co stanowi niewątpliwą wartość książki są kontrasty. Dostarczają ich wspomnienia wkradające się w najmniej oczekiwanych momentach w myśli rosyjskiego żołnierza. Wspomnienia z dzieciństwa, z młodości; to właśnie dzięki nim poznajemy bohatera, dowiadujemy się czegoś o jego rodzinie, o ukochanej Daszy i o życiu w Rosji. Jegor Taszewski, literackie alter ego autora był półsierotą, wychowywał go ojciec, ale umarł gdy chłopiec miał sześć lat; matki wcale nie znał. Po śmierci ojca wychowywał się w domu dziecka, spragniony miłości i poczucia przynależności bardzo przywiązał się do suczki Dezi, z którą wiąże wiele wspomnień.
   Językiem zupełnie odmiennym od tego, którym mówi o wojnie; językiem pełnym zdrobnień i spieszczeń, językiem czułym, delikatnym, pieszczotliwym; stylem poetyckim niemalże opisuje narrator chwile spędzone z narzeczoną Daszą. Dasza ma "brzuszek" i "pupkę", życie z Daszą to życie pozbawione trosk, spędzane na upajaniu się sobą nawzajem gorszeniu otoczenia swym nieposkromionym uczuciem. To właśnie we wspomnieniach z przedwojennego życia, które pozwalają przeżyć to piekło, Prilepin daje nam popis swego wspaniałego stylu, raczy wysublimowanymi językowymi perełkami typu:
   "Myśli krótsze niż zdania. I w za dużych ubraniach, rękawy imiesłowów wiszą jak u Pierrota"****
W ogóle operuje Prilepin niesamowitym według mnie stylem, którego niestety nie ma możliwości zaprezentować w książce o tematyce wojennej. Już początkowy fragment "Patologii" demaskuje autora jako pisarza ambitnego i utalentowanego. Opis tonięcia i walki z żywiołem podczas zatopienie autobusu po wypadku drogowym porównany z rodzeniem się dziecka i wychodzeniem na świat z łona matki prowadzi Prilepin tak gładko jakby podobne zabiegi artystyczne były dlań elementem języka codziennego. Bardzo dobra proza.
   Zgoła inne jest życie wojenne młodych żołnierzy w Groznym. Codziennością są tu libacje alkoholowe, dodatkowych atrakcji dostarczają takie rewelacje, jak powszechne ataki silnej biegunki (spowodowane sikaniem kucharza do garnków z kapuśniakiem, by się nie zepsuł).  Żołnierze prowadzą ze sobą również "egzystencjalne" rozmowy, których tematami są m. in.: kobiety czy Bóg i jego piąte przykazanie zmieszane w czasie tej wojny z błotem. Jednak nad tymi chwilami względnego odpoczynku niczym mroczne widmo wisi aura bezustannego niepokoju; stale należy być czujnym, bo zagrożenie może nadejść w każdej chwili. 
   "Patologie" to bardzo trafny tytuł dla utworu traktującego o okrucieństwie wojny. Nic już nie jest normalne ani ludzkie. Żołnierze giną niejednokrotnie bez najmniejszego sensu, umierają choć przy odrobinie normalności mogliby żyć dalej; są ofiarami przypadku i wynaturzenia. Przestają więc pytać dlaczego umarli, zamiast tego zaczynają zastanawiać się po co żyli. Kiedy młody chłopak umiera postrzelony tuż pod drzwiami szkoły, a o jego przetrwaniu mogłyby zadecydować sekundy, Taszewski nie zastanawia się już czy ta śmierć miała sens. Szuka natomiast sensu jego życia - żył by dać życie córeczce, która urodziła mu się poprzedniego dnia. Patologiczne są nawet sny:
"W nocy śnił mi się Zakała. Obierał - jak ziemniaka - głowę martwego Czeczena. Starannie zeskrobywał nożem skórę, spod której ukazywała się biała czaszka."*****
   Jedno, co pozostało młodym Rosjanom z dawnego świata to siła przyjaźni i poczucie solidarności. Każdy jest odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale również za pozostałych członków ich żołnierskiej grupy, których z akcji na akcję pozostaje coraz mniej. Jedną ręką osłania siebie, drugą swego przyjaciela. Wielu nie udaje się wydrzeć ze szpon śmierci, umierają już niemal wciągnięci do schronu, giną na rękach swych kompanów. Nie sposób nie przyznać racji Taszewskiemu: "Wojna jest zła...".  
*s. 215.
**s. 107-108. 
***s. 170.
****s. 103, tak Dasza opisuje czytaną książkę. 
*****s. 70.
Wydawnictwo, rok i miejsce wydania: Czarne,  Wołowiec 2010.
Przekład: Małgorzata Buchalik.
Ilość stron: 306.
Moja ocena: 4/6
Seria: Inna Europa, inna literatura.
Wyzwanie: Rosja w literaturze.

czwartek, 21 października 2010

"Mama wymieniła mnie na karła-krwiopijcę i powiesiła młyńskim kamieniem u babcinej szyi"* - "Pochowajcie mnie pod podłogą" - Paweł Sanajew

   Powieść młodego, 26-letniego rosyjskiego pisarza Pawła Sanajewa to utwór autobiograficzny. Jego publikacja wywołała w Rosji skandal, gdyż jego bohaterowie to znane postaci rosyjskiej sceny filmowej (matka książkowego Saszy jest odtwórczynią ról charakterystycznych, ojczym zaś to aktor filmowy i reżyser Rolan Bykow).
   Książka wciąga, szokuje, bulwersuje a momentami nawet przeraża. Sanajew kreśli wyraziste postaci o wielopłaszczyznowych i złożonych charakterach. Mistrzowsko ukazuje świat dorosłych, zgorzkniałych ludzi; ich zawiedzione nadzieje, niespełnione marzenia, niewyjaśnione niesnaski, które piętrząc się latami urosły do niewyobrażalnie wielkiej rangi siejąc nienawiść i gorycz w stosunkach z najbliższymi. Jednocześnie należy pamiętać, iż narratorem jest u Sanajewa ośmioletni chłopczyk; świat przedstawiony niemal zawsze ukazuje nam autor przez pryzmat jego dziecięcej percepcji, jego naiwnego dziecięcego pojmowania świata.
   Skąd tak intrygujący tytuł? Otóż jest to jakoby ostatnia wola Saszy, dziecka chorego na niemal wszystkie możliwe choroby świata; małego chorowitka, chuderlaczka, który oprócz problemów z odpornością borykać się musi z przypisanymi mu przez babcię hipochondryczkę milionami innych schorzeń, od których "niechybnie wkrótce umrze". No i właśnie kiedy umrze, pragnie być pochowany pod podłogą w mieszkaniu swojej mamy, którą kochał ponad wszystko, a kontaktów z którą zabraniała mu babcia tyranka i despotka:
   "Poproszę mamę, żeby mnie pochowała w domu pod podłogą - wymyśliłem sobie pewnego razu. - Tam nie będzie robaków, nie będzie ciemności. Mama będzie przechodzić obok, a ja będę na nią patrzeć przez szpary i nie będzie mi tak strasznie jak na cmentarzu."**
  Na szczególną uwagę zasługuje postać babci Saszy, kobiety z diabłem za skórą, nieprzewidywalnej, siejącej wśród najbliższych zgrozę, lęk i panikę, nieokrzesanej i zdolnej do niemal wszystkiego. Szczególna to postać na kartach literatury, za tą kreację chylę przed Sanajewem czoła i aż boję się myśleć jakim człowiekiem był pierwowzór Niny Antonownej, skoro powieść jest autobiografią... Włos się na głowie jeży. Na dobrą sprawę babcia nienawidziła wszystkich dookoła - od swego wnuczka, którym się opiekowała, poprzez męża i córkę, którym w życiu zgotowała piekło, aż po sąsiadów, lekarzy i swych zięciów. Wciąż żyła przeszłością, miała za złe mężowi, iż ją poślubił, wywiózł z rodzinnego Kijowa, pozbawił możliwości zostania aktorką, o czym marzyła. Jego zaniedbaniom i arogancji przypisywała śmierć rocznego synka Aloszy, którego kochała ponad wszystko. Winiła męża również o wmawianie jej choroby psychicznej i manii prześladowczej. Równie serdecznie, jeśli nawet nie bardziej babcia Nina nienawidzi swojej córki Oli, matki Saszy. Oskarża córkę o niewdzięczność, głupotę; wypomina obojętność i brak troski z jej strony, kiedy to poświęcała się dla niej całkowicie odejmując sobie od ust, byle córka miała.
   Dziadek Saszy to postać wycofana, skryta w cieniu tyranizującej go żony, bezkonfliktowa, usiłująca za wszelką cenę uniknąć powodów do kłótni z małżonką, w których był na z góry przegranej pozycji. Jako artysta często miał sposobność wyjeżdżania w sprawach zawodowych, z czego ochoczo korzystał i co pozwalało mu chyba jedynie jakoś funkcjonować, choć sam przyznaje, iż niejednokrotnie myślał o samobójstwie. Historia jego małżeństwa z Niną wygląda z jego perspektywy zupełnie inaczej - początkowo chciał się z nią rozwieść, ale gdy na świat przyszły dzieci robił już wszystko, by współegzystować z krnąbrną, wiecznie niezadowoloną żoną. Podsumowując swe życie w rozmowie z przyjacielem płacze, ale stwierdza też, iż nie byłby w stanie porzucić żony, przeżyli razem przecież całe życie.
   Również życie Saszy upływało pod ścisłym dyktandem despotycznej babci; codziennością chłopca były też badania, analizy, konsultacje, pobieranie krwi, robienie kardiogramów i innych tym podobnych zabiegów. Z powodu złego stanu zdrowia chłopiec niemal nagminnie opuszczał zajęcia w szkole, co wiązało się z nudnym i żmudnym nadrabianiem zaległości pod okiem babci, wyzywającej go na czym świat stoi za każdy najmniejszy błąd. Babcia chłopca poniżała, obrażała, mieszała z błotem za najmniejsze przewinienie. Żadne przyjemności wieku dziecięcego nie były mu za jej sprawą znane - kiedy już namówił babcię na wizytę w wesołym miasteczku ta znalazła miliony powodów, by zabronić wnuczkowi wszystkich atrakcji. Chłopcu nie wolno było jeść lodów, przyjmować zabawek przynoszonych mu przez matkę podczas sporadycznych i utrudnianych przez babkę wizyt. Sasza był przez babkę zastraszany, nastawiany wrogo do matki a ojczyma, za jej podszeptami uważał za czyhającego na jego życie mordercę. Kiedy chłopczyk podczas kuracji w sanatorium może zjeść smażone kotlety oraz wziąć bez pytania różne zabawki wprost nie posiada się z radości. Jednak największą krzywdą, jaką uczyniła chłopcu babcia było odebranie go na siłę mamie, którą kochał, za którą tęsknił i której bliskości rozpaczliwie pragnął:
   "Kiedy z mamą rozmawiałem, wydawało mi się, że słowa wyrywają mnie z jej objęć; kiedy się do niej przytulałem niepokoiło mnie, że za mało na nią patrzę; kiedy odchodziłem na kilka kroków, żeby ją lepiej widzieć, przeżywałem, że nie mogę się w tym samym czasie do niej przytulać. "***
   Niezbyt częste i niemile widziane wizyty mamy Saszy u chłopca nieodmiennie kończyły się straszną awanturą do jakiej dochodziło między kobietami bez żadnego wyraźnego powodu. Ola musiała nieraz uciekać przed rozsierdzoną matką wyzywającą ją od kurew i prostytutek, rzucającą w nią tym, co akurat miała pod ręką i oblewającą dopiero co proponowaną jej zupą.
   Specyficzny jest też sam język powieści. Partie narracyjne nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale kiedy dochodzi do dialogów, szczególnie tych wypowiadanych przez babcię, to jest to istny potok przekleństw, obelg, złorzeczeń i słów uznawanych za niecenzuralne.  Kłótnie mamy Saszy z jego babką, których chłopiec był świadkiem, obfitowały w podobne epitety pod adresem Oli:
   "(...) nie będę nim rzucać w taką kurwę, bo się jeszcze wybrudzi. Ty nawet kurwą nie jesteś, ty w ogóle nie jesteś kobietą. Twoje narządy psom powinni rzucić za to, że miałaś czelność dziecko urodzić. (...) idź swojemu karłowi spocone jaja lizać (...)" ****
   Nie śpieszyłabym się jednak z jednoznaczną oceną bohaterów książki Sanajewa. Autor opowiada historię swojej rodziny niczego nie ubarwiając, nie koloryzując ale jednocześnie stara się być w swej narracji obiektywny. Owszem, nie przepadał za babcią, ciężko byłoby za nią przepadać, ale stara się mimo swych urazów do niej ukazać czytelnikowi życiowe tragedie, jakie były jej udziałem i które najprawdopodobniej przyczyniły się do jej zgorzknienia. Nie wini też matki, że go opuściła i nie interesowała się nim, jednakże rozgrzesza ją, ukazuje jej spaczoną przez otrzymane wychowanie psychikę. Historia jest przerażająca, zastanawiająca i okropnie smutna. Na stronach książki jest i humor, życie przecież ma różne barwy, niestety jest to raczej śmiech ze ściśniętym gardłem.
   Kolejna książka o tematyce rosyjskiej po lekturze której aż chce się zapytać: "Rosjo, dlaczego masz tak strasznie smutną twarz?"
*s. 7.
**s. 108.
***s. 171. 
****s. 188.
Wydawnictwo i rok wydania: Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2009.
Przekład: Izabela Korybut-Daszkiewicz
Ilość stron: 205
Moja ocena: 5/6
Wyzwanie: Rosja w literaturze

sobota, 9 października 2010

Daj mi! - Irina Dienieżkina

   Pot, krew, łzy i sperma - tymi określeniami możnaby najkrócej opisać treść opowiadań współczesnej rosyjskiej pisarki, młodziutkiej Iriny Dienieżkiny, który to zbiorek jest jej debiutem literackim. Upadły wszystkie priorytety, nie ma miejsca na sentymenty czy wartości, marzenia gdzieś się ulotniły lub zostały zmieszane z błotem, a nadzieja nie ma już racji bytu  bo jeden dzień jest gorszy od drugiego - taki obraz mentalności rosyjskiej młodzieży wyłania się z prozy młodej autorki. Obraz szokujący, przerażający, wstrząsający i na wskroś smutny. Świat przedstawiony Dienieżkiny to świat rządzący się prawem pięści, pełen niewypowiedzianej agresji każącej bić, kopać, tratować i niszczyć; świat, który w zasadzie nie jest już światem, a tylko narkotycznym zwidem bądź alkoholowym majakiem. Młodzi ludzie próbują rozpaczliwie odnaleźć w tym wszystkim miłość i sens życia, bardzo często gubiąc przy tym samych siebie... 
   Książka zawiera jedenaście opowiadań. Tematyka większości z nich istotnie traktuje o trudnym dorastaniu rosyjskiej młodzieży, ba, dzieci nawet. Mówi o ich konfrontacji z brutalnym światem, w której są z miejsca przegrani nie mając wsparcia rodziców, nie mając wzorców i autorytetów. Dienieżkina kreśli obraz typowego rosyjskiego nastolatka: członka zespołu raperskiego grającego wieczorami w różnych klubach, upijającego się potem, narkotyzującego, "pieprzącego się" z przypadkowym partnerem, którego i tak kolejnego dnia nie będzie pamiętać, a następnego dnia przesypiającego wykłady na uczelni, na którą nie wiedzieć jakim cudem się dostał - to pierwszy model; jest jeszcze typ zabijaki: jego życie to istna walka o przetrwanie, nie wie co to litość i skrupuły, bije, kopie, łamie kości, nos, wyrywa mięso, rozrywa skórę... Mocniej, dotkliwiej, więcej krwi. Sam też nieraz staje sie ofiarą; guzy, siniaki, wybite zęby, liczne rany, szwy - to jego cechy charakterystyczne. Płeć piękna u Dienieżkiny to istoty zamknięte w swym kokonie straconych złudzeń i złamanych serc, starające się zdobyć choćby namiastkę uczucia poprzez seks byle gdzie z byle kim. Młodzi Rosjanie swój bunt, nienawiść i żal do świata wyrażają poprzez muzykę. Oto "próbki" ich  twórczości:
"Zajebię wszystkich dupków i palantów
Naćpanych, najaranych elegantów.
Wepchnę im wyzwiska
Z powrotem do pyska
Moje życie to siłownia, seks i mleko.
A ty, gówniarzu, trzymaj się z daleka,
Śmierdzisz mi bełtem i szlugami.
Zajebię cię jak psa, spieprzaj do mamy!*"
   Do opowiadań tej kategorii zaliczyć można:
Daj mi!:
Lapa, Dienia, Niger, Sacharow, Jasznikow, Andriej - to lista amantów bohaterki opowiadania, rosyjskiej studentki.  Z każdym z nich łączy ją uczucie, a raczej relacja innego rodzaju; jedni uganiają się za nią, za innymi ugania się ona, a jeszcze inni z kolei  pociągają  ją ku sobie jedynie fizycznie; poznaje ich na czacie, na uczelni lub podczas pijackich nasiadówek po koncertach a czasem poprostu podczas bijatyki, której jest świadkiem czekając na stacji na autobus.  Jest też przyjaciółka - wyzwolona Wołkowa pasjonująca się poznawaniem bogatych, starszych panów i sypianiem z nimi, nie gardzi też prezentami, jeśli ją nimi chcą obdarować. W "Daj mi!" miłość to już tylko pusty, pozbawiony treści dźwięk; coś za czym wszyscy gonią, ale nikt właściwie nie wie czym ona jest i przez to zapewne nigdy jej nie znajdzie poniewierając się pomiędzy jej złudzeniami i bezwartościowymi związkami.
Waleroczka:
Sielski, mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, obrazek "fabrycznych" dzieci jadących na kolonie.  Szybko jednak przechodzą one rozmaite inicjacje - od seksualnych, jak w przypadku Irki, która bez słowa oddała się Tarasowi, tylko dlatego, że wieczorem przyszedł do jej pokoju, czy Kati i Ignata uprawiających seks po pięciu minutach dyskotekowej znajomości, po swego rodzaju wyzwolenie i pozbycie się etykietki "chłopca do bicia", jak było to w przypadku tytułowego Waleroczki, bitego za wszystko, czyli w gruncie rzeczy za nic, stale posiniaczonego i zakrwawionego, który w akcie zemsty zmawia się z kilkoma miejscowymi i urządza swym dotychczasowym oprawcom jatkę. Dopiero wtedy zyskuje ich szacunek i spokój. Nad całą "imprezą" czuwa przymykając z reguły oko nauczona doświadczeniem pracy z rozwydrzonymi przedszkolakami i wypalona wewnętrznie, Lidia. Jej plany związane z pedagogicznym podejściem do dzieci szybko poszły w zapomnienie w starciu z rzeczywistością, nauczyła się, że autorytetem dla dzieci jest przede wszystkim siła a swoje działania ograniczyła jedynie do niezbędnego minimum, polegającego na tym, by jej podopieczni się nie pozabijali.
Song for lovers
Pomieszane losy grupy studentów z roku, w której aż gęsto od uczuć i skrywanych namiętności nieszczęśliwie niestety ulokowanych akurat w osobach kochających bądź zakochanych w kimś innym. Nastolatki spotykają się na koncertach, piją, ćpają, "pieprzą się" bezsensownie z innymi, chcąc pozbyć się uczucia odrzucenia, które takie zachowanie tylko pogłębia. Na zewnątrz uśmiechnięci, w środku to wraki ludzi poszukujący pocieszenia tam, gdzie otrzymać mogą jedynie rozczarowanie. Na tle innych historii wyróżnia się miłość wykolczykowanego rapera, heroinisty i pijaka Antona do Nastii. Jest to uczucie czyste, mocne i prawdziwe do tego stopnia, iż chłopak rzuca dla niej nałóg a po odrzuceniu... płacze. "Zdechnę bez ciebie" - powtarza jej do samego końca; to chyba z jego ust pada jedyne w tej książce w pełnym tego słowa znaczeniu "kocham".
Moja piękna Ann:
Pierwsze miłosne rozczarowanie trzynastoletniego Zająca - chłopca "zbyt nieśmiałego, zbyt naiwnego i zbyt uczciwego". Jego ukochana zdradziła go na dyskotece z innym, on się upił. A następnego dnia, jak gdyby nigdy nic, swoim zwyczajem czekał pod jej klatką na ławce z lodami dla niej.
Uczucie "na dysdans":
Niespełniona miłość Maszki wyznawana jej obiektowi, Aloszy na kartkach przypiętych do uczelnianej tablicy ogłoszeń. Miłość stale negowana i skazywana bezustannie na niepowodzenie przez Nastię, pesymistyczną koleżankę bohaterki, uważającą Loszę za "szpanera i babiarza". I może gdyby nie nieśmiałość Maszy wszystko potoczyłoby się inaczej? Bo Losza w rzeczywistości był chłopakiem miłym i życzliwym, ale nieziemsko zapracowanym, któremu w głowie troska o byt, a nie umizgi i miłostki...  
Locha-rottweiler:
Ludka postanawia popełnić samobójstwo w sylwestrową noc, jest pijana i przytłoczona bezsensem życia. Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi jej obiekt wcześniejszych westchnień, ochroniarz poznany na imprezie dla bankowców, Alosza. Ratuje jej życie, wciąga przez okno do mieszkania i odchodzi. Niby nic się nie zmieniło, a jednak chłopak pozostawił w jej życiu olbrzymi ślad; podarował jej je od nowa. Niby nic, a więcej, niż niejedna osoba zdoła nam podarować przez całe życie.
Isupow:
Kolejne miłosne rozczarowanie, olbrzymie pokłady sympatii, uczuć i nadziei kierowane w stronę osoby, która po bliższym poznaniu okazuje się ich zdecydowanie nie warta. Potwierdzenie tezy, iż nastolatki często kochają nie daną osobę, ale swoje o niej wyobrażenie. 
Ty i ja:
Swoiste slajdy, kolaże i projekty życia konstruowane dla nieosiągalnego zapewne obiektu westchnień przez nied0szłą samobójczynię. Z miłości, jak przypuszczam. Ślady, pozostałości dawnych znajomości towarzyszą ludziom całe życie, często znacznie na nie wpływając. Życie człowieka jako pogoń za szczęściem, kończąca się zawsze porażką, pytaniem: "Dlaczego to wszystko takie straszne?".
Postscriptum
Miłość, a raczej strach przed krzywdą, którą może nam wyrządzić druga osoba często doprowadza do obsesji, do szaleństwa. Marta kreuje w swym chorobliwym umyśle wizje pastwienia się ukochanego nad jej zwłokami: "Tym nożykiem wydłubie mi oko i spuści się do dziurki (...). Zaklnie i wsadzi mi nożyk w usta. Przerżnie, spuści się." ** Zapobiegawczo planuje więc wcześniej sama go zamordować. Gdy Mark ją całuje i proponuje spacer, ona obmyśla mordercze strategie. Nawet czynność tak prozaiczna jak smarowanie masła na chleb rodzi w chorym umyśle Marty myśl, iż partner zechce zabić ją nożykiem do masła.
   Od tematyki trudnego dorastania i miłosnych rozczarowań zdecydowanie odstają dwa opowiadania. Tu Dienieżkina wdaje się w konwencje fantastyczną, zaludnia świat przedstawiony postaciami z... koszmaru sennego.
Śmierć na czacie:
Kiedy ktoś puka do twoich drzwi, przygotuj się, iż może to być... śmierć, która "obraca kosę w łapkach" i "wzrusza ramionkami". Ale spokojnie, zrób jej herbaty,  poczęstuj pierniczkami, pozwól poczatować w sieci. I tylko nie rób zdziwionej miny, gdy potem zamiast miłości, znajdziesz na czacie... śmierć. 
Wasia:
Najbardziej szokujące, a wręcz obrzydliwe opowiadanie, ale ono właśnie podobało mi się najbardziej. Do Rosji nie widzieć czemu zawitały groteskowe zielone stwory (choć może były jedynie tworami patologicznej wyobraźni bitego przez wszystkich, rodziców nie wyłączając, małego Wasi). Stwory te żywiły się obierkami i skorupami jaj, brutalnie mordowali i zjadali bezdomnych lub w porywie dzikiej chuci gwałciły staruszki. Czoła stawić tym nietypowym terrorystom postanowił Wasia właśnie. Zwłoki zmarłego dziadka nasmarował lisim jadem i wrzucił do śmietnika potworom na pożarcie. Jad otruł maszkary, Wasia uczynił to w akcie zemsty (jeden z zielonych wydłubał mu oko), ale przy okazji stał się bohaterem uwalniając miasto od plagi potworów, ale tego nikt nie dostrzegł. Opowiadanie pozbawione jest jakiegokolwiek znamienia estetyki, szokuje los chłopczyka - koledzy wybijają mu rurką zęby, biją cegłami po głowie, matka go wyzywa, dziadek opluwa, ojciec okłada kapciem; szokuje zachowanie malca, który pociechy szuka w erotycznych rozmowach telefonicznych, szokują wypowiedzi dziesięciolatka: żadna nie jest pozbawiona przekleństw i wulgaryzmów.
*s. 36.
**s. 163.
Wydawnictwo i rok wydania: Świat Książki, Warszawa 2004.
Przekład: Małgorzata Buchalik.
Ilość stron: 175
Moja ocena: 4/6
Wyzwanie: Rosja w literaturze

piątek, 1 października 2010

Wyzwanie czytelnicze: Rosja w literaturze

   Ponieważ moja znajomość literatury rosyjskiej ogranicza się jedynie do takich pozycji, jak "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego (która to nawiasem mówiąc bardzo mi się podobała) oraz " Mistrza i Małgorzaty" Michaiła Bułhakowa (ta z kolei pozostawiła po sobie mieszane uczucia), stwierdziłam iż czas nadrobić braki i postanowiłam dołączyć do wyzwania. 


   Po wnikliwym przeczytaniu Waszych recenzji stwierdziłam, że jest dużooo książek o tematyce wschodniej oraz wielu autorów pochodzących z owej części świata, która od zawsze mnie fascynowała, których chciałabym poznać. A więc moja lista zamierzeń odnośnie rosyjskiego wyzwania przedstawia się mniej więcej tak:
1) Patologie - Zachar Prilepin 
2) Pandrioszka - Krystyna Kurczab - Redlich
3) coś Nabokova (w zależności od łaski i zasobności bibliotek)
4) Azazel - Boris Akunin (tu się waham, generalnie nie lubię  kryminałów, ale kto wie, może ta książka stanie się kluczem do przełomu... Wszak Wasze jej recenzje bardzo mnie zaciekawiły)
5) Daj mi! - Irina Dienieżkina
6) Biała gorączka - Jacek Hugo - Bader
7) Pochowajcie mnie pod podłogą - Paweł Sanajew
8) Asan - Vladimir Makanin