czwartek, 14 października 2010

"Strategia antylop" - Jean Hatzfeld

   Od kiedy przeczytałam wstrząsającą relację z ludobójstwa w Rwandzie w 1994 roku (swoją drogą dopiero wtedy się o tych wydarzeniach dowiedziałam) zawartą w książce Reveriena Rurangwy "Ocalony. Ludobójstwo w Rwandzie" temat ten bardzo mnie nurtuje i skłania do zgłębiania prawdy o rzezi w Afryce. "Strategia antylop" to trzecia, po "Nagości życia" i "Sezonie maczet", próba Hatzfelda podjęcia tego tematu. Mija 9 lat od krwawej rzezi dokonanej na Tutsich przez ich sąsiadów z plemienia Hutu; krew ofiar wsiąkła już w ziemię, kości ofiar są już coraz rzadziej odnajdywane w lasach czy na bagnach, wszystko powoli wraca do normalności. I wtedy właśnie na ocalonych spada kolejny cios, ich rany zostają na nowo rozdrapane - 5 maja 2003 roku większość morderców Hutu zostaje ułaskawionych i wypuszczonych z więzień. Odtąd zamieszkają w sąsiedztwie ludzi, którzy stracili przez nich matki, ojców, żony i dzieci; którzy zrujnowali nie dalej niż niespełna dekadę temu całe ich życie i którzy mogli każdego z nich ściąć maczetą w swym morderczym amoku. Teraz ocaleni dzień w dzień zmuszeni będą patrzeć w oczy swym niedoszłym katom. I co dalej?
   Władze rwandyjskie postanowiły wprowadzić dla dobra ogólnego politykę pojednania. Uwolnionych Hutu instruuje się, iż muszą odtąd okazywać pokorę, spokój wobec ocalonych i ich rodzin, unikać zgromadzeń i AIDS, zachowywać się ugodowo wobec sąsiadów, wybaczać żonom potencjalne zdrady i niezwłocznie zająć się polem. Tutsi natomiast zostali zobowiązani do nieokazywania agresji, nieobrażania i czekania na obrady gacacy (jego wyroki również nie miały być surowe, a jedynie zmierzać do pogodzenia stron), by oskarżyć oficjalnie morderców Hutu, zemsta została im surowo i bezwzględnie zakazana.  Odstępcom i buntownikom zagrożono surowymi karami. W myśl takich sztucznych zasad mają odtąd funkcjonować obok siebie plemiona niedawnych katów i ich niedoszłych ofiar. Polityka władz jest bowiem nastawiona na przyszłość, ma zapobiec głodowi w kraju spowodowanemu brakiem ludzi do obsiewania pól. Ma ona też zapobiec zapędom sąsiednich państw do przejęcia władzy w zrujnowanym i niemogącym podnieść się kraju; nie ma tu miejsca na tkwiących wciąż w masakrycznej przeszłości ocalonych i ich uczucia. Trzeba, nieraz na siłę i wbrew wszystkiemu, żyć dalej.
   Ocaleni muszą znosić takie sytuacje. Gdyby otworzyli serca i ujawnili uczucia, poczuliby ulgę, lecz oznaczałoby to chaos dla kraju*
   Nie lada problem nastręcza Hatzfeldowi sama rozmowa z uczestnikami wydarzeń z '94 roku, zarówno z mordercami, z przyczyn wiadomych, jakimi jest strach przed powiedzeniem za dużo, pogrążeniem się, karą; jeszcze gorzej rozmawia się z ocalonymi. Dla nich mówienie o wielu faktach jest upokarzające, w lasach i na bagnach zostali zdehumanizowani, byli zezwierzęceni, biegali nago, kierowali się tylko instynktem przetrwania, zapomnieli o wyższych wartościach. Rozumieją jednak zarówno jedni, jak i drudzy, iż  milczenie może pociągnąć za sobą wiele negatywnych skutków, jak strach, podejrzenia, nienawiść. Mówią więc, by historia nie zatoczyła koła, chcą raz na zawsze wszystko wyjaśnić, sobie nawzajem ale i sobie samym. I tylko czasem rodzi się refleksja wśród ocalonych: 
  Wszyscy zmarli, gnijący w gąszczu papirusów czy wystawieni na palące słońce, oni wszyscy nie mają komu powiedzieć, że myślą inaczej.**
   Hatzfeld w swej książce oddaje głos zarówno ocalonym, jak i, z trudem wprawdzie, zbrodniarzom. Okazuje się, iż w pewien sposób oni sami również stali się ofiarami manipulacji i propagandy, zabijali nie wiedząc w większości dlaczego to robią, zrujnowali sobie życie w imię złudzenia. Rozmówcy autora wcale nie próbują ukryć się za sztuczną skruchą, mówią jak było, co czuli zatapiając ostrza maczet w szyjach niedawnych przyjaciół: " To było męczące, ale i wciągające, jak jakaś nowa rozrywka. Nawet ich nie liczyłem..."  - wyznaje Leopord. Teraz nie mają nic. Wracają z więzień na leżące odłogiem pola, zastają wyprzedane majątki, żony z dziećmi innych mężczyzn. Nie potrafią się odnaleźć w świecie nieżyczliwych im Tutsich, nie mogą ufać innym Hutu, bo każdy podejrzewa, iż dotychczasowy kompan zechce oczyścić się pogrążając go:
   Mówiliśmy sobie, że działamy na rzecz Dobra, rzecz jasna dobra Hutu. Teraz czas wytyka nas palcem za Zło, które wyrządziliśmy Tutsim. Klęska zmieniła dobrych patriotów w najgorszych zbrodniarzy. Oto, czym jest Historia. To wielki błąd, gdy nie usłyszysz, kiedy póka do drzwi.***
   Dlaczego doszło do ludobójstwa? Dlaczego sąsiad podniósł rękę na sąsiada?, pyta Hatzfeld. Złość, zazdrość, pożądliwość, łatwe wpadanie we wściekłość i tracenie kontroli nad samym sobą - te wrodzone cechy Afrykanów wskazują oni sami jako przyczyny wydarzeń z 1994 roku. Hutu pragnęli opanować kraj, ogołocić pola Tutsich i zjeść ich krowy, twierdzą ocaleni. Mordercy Hutu winą obarczają również wychowanie ich w "(...) strachu przed powrotem przywilejów dla Tutsich, przed harówką za darmo i klękaniem przed nimi(...)".
   Hatzfeld ukazuje historie ocalonych, ich przeżyć w czasie gehenny. Opowiada o  tajemniczej miłości dziewczyny Tutsi do chłopaka Hutu - rzekomo ocalił ją przed ścięciem, ukrył w sobie tylko znanym szałasie by przeczekała masakrę. Po uwolnieniu Pio poślubił Josiane, mimo sprzeciwu obu niechętnych małżeństwu rodzin. Historia ta pokazuje jak wiele przeszkód stoi na drodze do pojednania dwóch rwandyjskich plemion - rodziny odmówiły pomocy przy organizacji wesela, prowokowały młodych, w końcu teściowa groziła synowej Tutsiu maczetą. 
   Mimo wszystko Hutu i Tutsi zdają sobie sprawę z konieczności dalszej współegzystencji powodowanej wzajemnymi zależnościami obu plemion. Hutu dają Tutsim płody ziemi, zapewniają pożywienie; Tutsi od zawsze dostarczali Hutu mięso i mleko swych krów. Pojednanie jest więc niezbędne dla dalszego funkcjonowania jednych i drugich, natura skazała ich na siebie nawzajem już wieki temu.
   Autor usiłuje uzyskać od ocalonych definicję świata skropionego przelaną niedawno krwią ich bliskich, który teraz z takim trudem usiłuje stanąć na chwiejnych nogach sztucznego pojednania. Pyta o wartości, o Boga. Na czas ludobójstwa bowiem Bóg, wydawać by się mogło zamknął oczy, to była chwila jego nieuwagi. Mordercy nie przejmowali się Nim zabijając w kościołach, postanowili "Go w to nie mieszać". Księża i misjonarze krzewiący słowo boże bez chwili wahania pozostawili swe "owieczki" na pewną śmierć; oskarżenie pada też w kierunku polskiego papieża, on również pozostał obojętny na rwandyjskie piekło. Dowiaduje się jednak, iż Bóg owszem, nadal istnieje, afrykańska mentalność nigdy nie ośmieliłaby się negować czy odrzucać jego władzy nad światem. Zmienił się za to stosunek ocalonych do śmierci - zobojętnieli na nią, przestali się jej bać widząc ją bezustannie, obcując z nią na każdym kroku. Ocaleni oswoili sobie śmierć, ludobójstwo odebrało jej świętość:
   Widzieliśmy ciała, które rozbierano, psy zjadające trupy, dziewczyny, które gniły z kijem między nogami. Byli częścią pejzażu, jak drzewa i cała reszta.****
   Książka Hatzfelda niewątpliwie rzuciła nowe światło na moje poglądy ukształtowane po wcześniejszym świadectwie ocalonego.  Przeraża mnie bezduszność polityki pojednania prowadzonej przez władze, ale trudno nie przyznać takim działaniom słuszności, gdyby nie utrzymujące wszystko w ryzach państwo zapewne znów doszłoby do masakry, Tutsi pragnęliby pomsty swych zmarłych, czemu trudno się dziwić. Mimo wszystko tak jak w "Ocalonym..." szokowały mnie krzywdy wyrządzone maczetą, tak tu przeraża mnie nakaz milczenia. Rwandyjskie rany długo się jeszcze w ten sposób nie zagoją.
*s. 99.
**s. 23
***s. 130. 
****s. 113.
Wydawnictwo i rok wydania: Czarne, Wołowiec 2009.
Ilość stron: 246.
Przekład: Jacek Giszczak
Wstęp: Olga Stanisławska
Moja ocena: 5/6.
Seria: Reportaż

sobota, 9 października 2010

Wyzwanie czytelnicze: projekt Nobliści


Przeczytałam:
1905 - Henryk Sienkiewicz, Polska ("Krzyżacy", "Quo vadis", nowele)
1924 - Władysław Stanisław Reymont, Polska ("Chłopi")
1954 - Ernest Hemingway, USA ("Stary człowiek i morze")
1980 - Czesław Miłosz, Polska ("Dolina Issy")
2003 - J. M. Coetzee, RPA ("Czekając na barbarzyńców)
2007 - Doris Lessing, Wielka Brytania ("Szczelina")
2010 - Mario Vargas Llosa, Peru ("Pochwała macochy")

Chcę przeczytać:
1933 - Iwan Bunin, ZSRR
1938 - Pearl S. Buck, USA
1957 - Albert Camus, Francja
1962 - John Steinbeck, USA
1968 - Yasunari Kawabata, Japonia
1969 - Samuel Beckett, Irlandia
1973 - Patrick White, Australia
1982 - Gabriel Garcia Marquez, Kolumbia
1983 - William Golding, Wielka Brytania
1984 - Jaroslav Seifert, Czechosłowacja
1986 - Wole Soyinka, Nigeria
1988 - Nagib Mahfuz, Egipt
1991 - Nadine Gordimer, RPA
1994 - Kenzaburo Oe, Japonia
1997 - Dario Fo, Włochy
1998 - Jose Saramago, Portugalia
1999 - Gunter Grass, Niemcy
2001 - V. S. Naipaul, Trynidad i Tobago
2002 - Imre Kertesz, Węgry
2003 - J. M. Coetzee, RPA
2004 - Elfriede Jelinek, Austria
2007 - Doris Lessing, Wielka Brytania
2008 - Jean-Marie G. le Clezio, Francja
2009 - Herta Muller, Niemcy
2010 - Mario Vargas Llosa, Peru

Daj mi! - Irina Dienieżkina

   Pot, krew, łzy i sperma - tymi określeniami możnaby najkrócej opisać treść opowiadań współczesnej rosyjskiej pisarki, młodziutkiej Iriny Dienieżkiny, który to zbiorek jest jej debiutem literackim. Upadły wszystkie priorytety, nie ma miejsca na sentymenty czy wartości, marzenia gdzieś się ulotniły lub zostały zmieszane z błotem, a nadzieja nie ma już racji bytu  bo jeden dzień jest gorszy od drugiego - taki obraz mentalności rosyjskiej młodzieży wyłania się z prozy młodej autorki. Obraz szokujący, przerażający, wstrząsający i na wskroś smutny. Świat przedstawiony Dienieżkiny to świat rządzący się prawem pięści, pełen niewypowiedzianej agresji każącej bić, kopać, tratować i niszczyć; świat, który w zasadzie nie jest już światem, a tylko narkotycznym zwidem bądź alkoholowym majakiem. Młodzi ludzie próbują rozpaczliwie odnaleźć w tym wszystkim miłość i sens życia, bardzo często gubiąc przy tym samych siebie... 
   Książka zawiera jedenaście opowiadań. Tematyka większości z nich istotnie traktuje o trudnym dorastaniu rosyjskiej młodzieży, ba, dzieci nawet. Mówi o ich konfrontacji z brutalnym światem, w której są z miejsca przegrani nie mając wsparcia rodziców, nie mając wzorców i autorytetów. Dienieżkina kreśli obraz typowego rosyjskiego nastolatka: członka zespołu raperskiego grającego wieczorami w różnych klubach, upijającego się potem, narkotyzującego, "pieprzącego się" z przypadkowym partnerem, którego i tak kolejnego dnia nie będzie pamiętać, a następnego dnia przesypiającego wykłady na uczelni, na którą nie wiedzieć jakim cudem się dostał - to pierwszy model; jest jeszcze typ zabijaki: jego życie to istna walka o przetrwanie, nie wie co to litość i skrupuły, bije, kopie, łamie kości, nos, wyrywa mięso, rozrywa skórę... Mocniej, dotkliwiej, więcej krwi. Sam też nieraz staje sie ofiarą; guzy, siniaki, wybite zęby, liczne rany, szwy - to jego cechy charakterystyczne. Płeć piękna u Dienieżkiny to istoty zamknięte w swym kokonie straconych złudzeń i złamanych serc, starające się zdobyć choćby namiastkę uczucia poprzez seks byle gdzie z byle kim. Młodzi Rosjanie swój bunt, nienawiść i żal do świata wyrażają poprzez muzykę. Oto "próbki" ich  twórczości:
"Zajebię wszystkich dupków i palantów
Naćpanych, najaranych elegantów.
Wepchnę im wyzwiska
Z powrotem do pyska
Moje życie to siłownia, seks i mleko.
A ty, gówniarzu, trzymaj się z daleka,
Śmierdzisz mi bełtem i szlugami.
Zajebię cię jak psa, spieprzaj do mamy!*"
   Do opowiadań tej kategorii zaliczyć można:
Daj mi!:
Lapa, Dienia, Niger, Sacharow, Jasznikow, Andriej - to lista amantów bohaterki opowiadania, rosyjskiej studentki.  Z każdym z nich łączy ją uczucie, a raczej relacja innego rodzaju; jedni uganiają się za nią, za innymi ugania się ona, a jeszcze inni z kolei  pociągają  ją ku sobie jedynie fizycznie; poznaje ich na czacie, na uczelni lub podczas pijackich nasiadówek po koncertach a czasem poprostu podczas bijatyki, której jest świadkiem czekając na stacji na autobus.  Jest też przyjaciółka - wyzwolona Wołkowa pasjonująca się poznawaniem bogatych, starszych panów i sypianiem z nimi, nie gardzi też prezentami, jeśli ją nimi chcą obdarować. W "Daj mi!" miłość to już tylko pusty, pozbawiony treści dźwięk; coś za czym wszyscy gonią, ale nikt właściwie nie wie czym ona jest i przez to zapewne nigdy jej nie znajdzie poniewierając się pomiędzy jej złudzeniami i bezwartościowymi związkami.
Waleroczka:
Sielski, mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, obrazek "fabrycznych" dzieci jadących na kolonie.  Szybko jednak przechodzą one rozmaite inicjacje - od seksualnych, jak w przypadku Irki, która bez słowa oddała się Tarasowi, tylko dlatego, że wieczorem przyszedł do jej pokoju, czy Kati i Ignata uprawiających seks po pięciu minutach dyskotekowej znajomości, po swego rodzaju wyzwolenie i pozbycie się etykietki "chłopca do bicia", jak było to w przypadku tytułowego Waleroczki, bitego za wszystko, czyli w gruncie rzeczy za nic, stale posiniaczonego i zakrwawionego, który w akcie zemsty zmawia się z kilkoma miejscowymi i urządza swym dotychczasowym oprawcom jatkę. Dopiero wtedy zyskuje ich szacunek i spokój. Nad całą "imprezą" czuwa przymykając z reguły oko nauczona doświadczeniem pracy z rozwydrzonymi przedszkolakami i wypalona wewnętrznie, Lidia. Jej plany związane z pedagogicznym podejściem do dzieci szybko poszły w zapomnienie w starciu z rzeczywistością, nauczyła się, że autorytetem dla dzieci jest przede wszystkim siła a swoje działania ograniczyła jedynie do niezbędnego minimum, polegającego na tym, by jej podopieczni się nie pozabijali.
Song for lovers
Pomieszane losy grupy studentów z roku, w której aż gęsto od uczuć i skrywanych namiętności nieszczęśliwie niestety ulokowanych akurat w osobach kochających bądź zakochanych w kimś innym. Nastolatki spotykają się na koncertach, piją, ćpają, "pieprzą się" bezsensownie z innymi, chcąc pozbyć się uczucia odrzucenia, które takie zachowanie tylko pogłębia. Na zewnątrz uśmiechnięci, w środku to wraki ludzi poszukujący pocieszenia tam, gdzie otrzymać mogą jedynie rozczarowanie. Na tle innych historii wyróżnia się miłość wykolczykowanego rapera, heroinisty i pijaka Antona do Nastii. Jest to uczucie czyste, mocne i prawdziwe do tego stopnia, iż chłopak rzuca dla niej nałóg a po odrzuceniu... płacze. "Zdechnę bez ciebie" - powtarza jej do samego końca; to chyba z jego ust pada jedyne w tej książce w pełnym tego słowa znaczeniu "kocham".
Moja piękna Ann:
Pierwsze miłosne rozczarowanie trzynastoletniego Zająca - chłopca "zbyt nieśmiałego, zbyt naiwnego i zbyt uczciwego". Jego ukochana zdradziła go na dyskotece z innym, on się upił. A następnego dnia, jak gdyby nigdy nic, swoim zwyczajem czekał pod jej klatką na ławce z lodami dla niej.
Uczucie "na dysdans":
Niespełniona miłość Maszki wyznawana jej obiektowi, Aloszy na kartkach przypiętych do uczelnianej tablicy ogłoszeń. Miłość stale negowana i skazywana bezustannie na niepowodzenie przez Nastię, pesymistyczną koleżankę bohaterki, uważającą Loszę za "szpanera i babiarza". I może gdyby nie nieśmiałość Maszy wszystko potoczyłoby się inaczej? Bo Losza w rzeczywistości był chłopakiem miłym i życzliwym, ale nieziemsko zapracowanym, któremu w głowie troska o byt, a nie umizgi i miłostki...  
Locha-rottweiler:
Ludka postanawia popełnić samobójstwo w sylwestrową noc, jest pijana i przytłoczona bezsensem życia. Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi jej obiekt wcześniejszych westchnień, ochroniarz poznany na imprezie dla bankowców, Alosza. Ratuje jej życie, wciąga przez okno do mieszkania i odchodzi. Niby nic się nie zmieniło, a jednak chłopak pozostawił w jej życiu olbrzymi ślad; podarował jej je od nowa. Niby nic, a więcej, niż niejedna osoba zdoła nam podarować przez całe życie.
Isupow:
Kolejne miłosne rozczarowanie, olbrzymie pokłady sympatii, uczuć i nadziei kierowane w stronę osoby, która po bliższym poznaniu okazuje się ich zdecydowanie nie warta. Potwierdzenie tezy, iż nastolatki często kochają nie daną osobę, ale swoje o niej wyobrażenie. 
Ty i ja:
Swoiste slajdy, kolaże i projekty życia konstruowane dla nieosiągalnego zapewne obiektu westchnień przez nied0szłą samobójczynię. Z miłości, jak przypuszczam. Ślady, pozostałości dawnych znajomości towarzyszą ludziom całe życie, często znacznie na nie wpływając. Życie człowieka jako pogoń za szczęściem, kończąca się zawsze porażką, pytaniem: "Dlaczego to wszystko takie straszne?".
Postscriptum
Miłość, a raczej strach przed krzywdą, którą może nam wyrządzić druga osoba często doprowadza do obsesji, do szaleństwa. Marta kreuje w swym chorobliwym umyśle wizje pastwienia się ukochanego nad jej zwłokami: "Tym nożykiem wydłubie mi oko i spuści się do dziurki (...). Zaklnie i wsadzi mi nożyk w usta. Przerżnie, spuści się." ** Zapobiegawczo planuje więc wcześniej sama go zamordować. Gdy Mark ją całuje i proponuje spacer, ona obmyśla mordercze strategie. Nawet czynność tak prozaiczna jak smarowanie masła na chleb rodzi w chorym umyśle Marty myśl, iż partner zechce zabić ją nożykiem do masła.
   Od tematyki trudnego dorastania i miłosnych rozczarowań zdecydowanie odstają dwa opowiadania. Tu Dienieżkina wdaje się w konwencje fantastyczną, zaludnia świat przedstawiony postaciami z... koszmaru sennego.
Śmierć na czacie:
Kiedy ktoś puka do twoich drzwi, przygotuj się, iż może to być... śmierć, która "obraca kosę w łapkach" i "wzrusza ramionkami". Ale spokojnie, zrób jej herbaty,  poczęstuj pierniczkami, pozwól poczatować w sieci. I tylko nie rób zdziwionej miny, gdy potem zamiast miłości, znajdziesz na czacie... śmierć. 
Wasia:
Najbardziej szokujące, a wręcz obrzydliwe opowiadanie, ale ono właśnie podobało mi się najbardziej. Do Rosji nie widzieć czemu zawitały groteskowe zielone stwory (choć może były jedynie tworami patologicznej wyobraźni bitego przez wszystkich, rodziców nie wyłączając, małego Wasi). Stwory te żywiły się obierkami i skorupami jaj, brutalnie mordowali i zjadali bezdomnych lub w porywie dzikiej chuci gwałciły staruszki. Czoła stawić tym nietypowym terrorystom postanowił Wasia właśnie. Zwłoki zmarłego dziadka nasmarował lisim jadem i wrzucił do śmietnika potworom na pożarcie. Jad otruł maszkary, Wasia uczynił to w akcie zemsty (jeden z zielonych wydłubał mu oko), ale przy okazji stał się bohaterem uwalniając miasto od plagi potworów, ale tego nikt nie dostrzegł. Opowiadanie pozbawione jest jakiegokolwiek znamienia estetyki, szokuje los chłopczyka - koledzy wybijają mu rurką zęby, biją cegłami po głowie, matka go wyzywa, dziadek opluwa, ojciec okłada kapciem; szokuje zachowanie malca, który pociechy szuka w erotycznych rozmowach telefonicznych, szokują wypowiedzi dziesięciolatka: żadna nie jest pozbawiona przekleństw i wulgaryzmów.
*s. 36.
**s. 163.
Wydawnictwo i rok wydania: Świat Książki, Warszawa 2004.
Przekład: Małgorzata Buchalik.
Ilość stron: 175
Moja ocena: 4/6
Wyzwanie: Rosja w literaturze

piątek, 1 października 2010

Wyzwanie czytelnicze: Rosja w literaturze

   Ponieważ moja znajomość literatury rosyjskiej ogranicza się jedynie do takich pozycji, jak "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego (która to nawiasem mówiąc bardzo mi się podobała) oraz " Mistrza i Małgorzaty" Michaiła Bułhakowa (ta z kolei pozostawiła po sobie mieszane uczucia), stwierdziłam iż czas nadrobić braki i postanowiłam dołączyć do wyzwania. 


   Po wnikliwym przeczytaniu Waszych recenzji stwierdziłam, że jest dużooo książek o tematyce wschodniej oraz wielu autorów pochodzących z owej części świata, która od zawsze mnie fascynowała, których chciałabym poznać. A więc moja lista zamierzeń odnośnie rosyjskiego wyzwania przedstawia się mniej więcej tak:
1) Patologie - Zachar Prilepin 
2) Pandrioszka - Krystyna Kurczab - Redlich
3) coś Nabokova (w zależności od łaski i zasobności bibliotek)
4) Azazel - Boris Akunin (tu się waham, generalnie nie lubię  kryminałów, ale kto wie, może ta książka stanie się kluczem do przełomu... Wszak Wasze jej recenzje bardzo mnie zaciekawiły)
5) Daj mi! - Irina Dienieżkina
6) Biała gorączka - Jacek Hugo - Bader
7) Pochowajcie mnie pod podłogą - Paweł Sanajew
8) Asan - Vladimir Makanin

środa, 29 września 2010

"Dziadek mnie obmacuje. I każe mi obmacywać jego"* - "Milczenie" - Beate Teresa Hanika

   Trzynastoletnia Malwina to z pozoru normalna nastolatka. Ale pozory mylą. Jej normalność kończy się wraz z przekroczeniem progu mieszkania dziadka. Tam zaczyna się dramat dziewczynki; dramat tym bardziej bulwersujący, iż zgotowany jej przez osoby najbliższe. Malwina właściwie od zawsze cierpiała z powodu obojętności, toksyczności i zwykłego wygodnictwa najbliższych; każda z liczącej sześć osób,  rodziny dziewczynki dołożyła w mniej lub bardziej świadomy sposób własny kamień do stosu przygniatającego nastolatkę. W końcu jednak ofiara postanawia położyć kres swej gehennie...
   Rodzina Malwiny to w rzeczywistości obcy dla niej ludzie. Matka bezustannie uskarżająca się na silne migreny do tego stopnia zamknęła się w swym hipochondrycznym świecie, że dzieci, mąż i cały świat zewnętrzny przestały ją w najmniejszym nawet stopniu interesować. Ojciec - despota pochłonięty bez reszty swoją pracą, nieumiejący podjąć z własną córką jakiegokolwiek dialogu, zawsze głuchy na oczywiste sygnały, jakie ta mu wysyła. W końcu rodzeństwo: starszy brat Paul, najbliższa Malwinie osoba, która odsuwa się od niej i ignoruje ją akurat wtedy, gdy jest jej najbardziej potrzebna oraz siostra Anne, zapatrzona bezustannie w czubek własnego nosa nastolatka za największy życiowy dylemat mająca pytanie co na siebie włożyć. Oni wszyscy w swej obojętności i egoizmie pchali Malwinę w ręce jej kata, każąc dziewczynce odwiedzać dziadka, zawozić mu jedzenie; tłumaczenie starca iż wnuczka jest jego ulubienicą wystarczyło im za całe usprawiedliwienie swego lenistwa.
   To nie było do końca tak, że oni nie wiedzieli. Podświadomie znali prawdę, ale bronili się przed nią rękami i nogami. Po co burzyć swój pozornie uporządkowany świat, po co stawać do konfrontacji, skoro można jednym słowem uciąć wyznania, uciszyć skargi, odciąć się od tego, nie uczestniczyć w tym i udawać, iż nic takiego się nie dzieje, a zwierzenia Malwiny to tylko mrzonki i urojenia głupiej i rozpuszczonej smarkuli.  W końcu więc dziewczynka poddała się. Chodziła do dziadka wiedząc jakie piekło ją tam każdorazowo czeka. Dziadek zatroszczył się również by jego ofiara nie mówiła za dużo:
"Musimy tylko uważać, żeby nikt się nie dowiedział, bo inaczej mi ciebie zabiorą, rozumiesz Malwinko, rozdzielą nas, powiedzą, że masz nie po kolei w głowie... Potępią cię. "**
   Była też babcia. Babcia chora na raka. Ona kochała Malwinę najmocniej... ona najmocniej Malwinę skrzywdziła. Dawała przyzwolenie na molestowanie dziewczynki, milczała, udawała że nic się nie dzieje, nie powstrzymywała kata a co więcej pchała w jego ramiona niewinną ofiarę. Ta podła, samolubna kobieta wynagradzała wnuczce cierpienia i upokorzenia wizytami na placu zabaw i ciastkami, które z uśmiechem przynosiła do pokoju, gdy jej mąż zwyrodnialec zakończył już swe obrzydliwe "zabawy" z dziewczynką. W końcu wymusiła już na łożu śmierci przerażającą obietnicę, iż wnuczka nigdy nie odsunie się od dziadka-oprawcy i nie zdradzi ich tajemnicy... To właśnie babcia w rzeczywistości ponosi największą winę za cierpienia Malwiny - dziadek był przecież zboczony, zwyrodniały, chory psychicznie; babcia była normalna.  
   Wszyscy oni zaszczepili w dziewczynce poczucie beznadziejności i bezradności, wspólnym działaniem krępowali jej ręce i kneblowali usta. Malwina nie miała gdzie szukać pomocy, godziła się więc na zgotowany jej los. Oddalała się coraz bardziej od siebie samej, zapominała, starała się nie myśleć, nie czuć; pragnęła zniknąć:
Mogłabym na przykład zemdleć i już nigdy się nie obudzić albo trafić do szpitala, spędzić tam kilka lat pod kołdrą, aż dorosnę a dziadek umrze - i wszystko rozwiąże się samo. ***
    Dwa tygodnie, podczas których rozgrywa się akcja książki to czas wielu zmian w życiu Malwiny. Przede wszystkim zostaje wówczas zburzona willa, która była dotychczasowym azylem i niemalże drugim domem dziewczynki i jej przyjaciółki Lizzy. To z willą właśnie wiążą się nieliczne szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa Malwiny - "wielce poważne" pakty, przyrzeczenia i obietnice zawierane z koleżanką, ich walki na "śmierć i życie" z chłopakami z miasta o dominację i władanie nad tym opuszczonym domem; to właśnie tam dziewczynka mogła być sobą, to tam czuła się spokojna i bezpieczna. Poza tym Malwina poznaje czym jest prawdziwe, czyste i bezinteresowne uczucie, czym jest prawdziwa bliskość z drugą osobą, możliwość zaufania - zakochuje się w Wariacie, szesnastolatku z którym dotąd toczyła zaciekłe boje i któremu złamała nos. To właśnie uwaga jaką jej poświęca, to jego pragnienie przeniknięcia zapieczętowanego jarzmem tajemnicy umysłu dziewczyny skłania Malwinę do przyjrzenia się samej sobie, daje jej siłę do walki i odwagę by wykrzyczeć całą prawdę o swojej krzywdzie. Jest jeszcze pani Bitschek, znienawidzona przez dziadka sąsiadka-Polka, która patrzy, widzi i mówi. To dzięki niej Malwina w końcu przemawia; sąsiadka opowiada jej historię swej przyjaciółki Kasi, która wraz z młodszą siostrą rzuciła się ze skały, by położyć kres molestowaniu seksualnemu, którego zaznawały ze strony ojca. To ta obca kobieta sprawia, iż dziewczynka stopniowo odnajduje w albumie swych wspomnień poszczególne karty z dzieciństwa; karty zapełnione upokorzeniem, cierpieniem i niemocą; sprawia, iż Malwina przestaje być jedynie skorupą, której dusza lawiruje w przestworzach, by jak najmniej czuć. To ona przekłuwa mydlaną bańkę, uwalnia z niej Malwinę i oddaje ją światu.
* s. 142.
** s. 118 - 119.
***s. 126 - 127.
Wydawnictwo i rok wydania: Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Przekład: Anna Wziątek
Ilość stron: 213
Moja ocena: 5/6