Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portrety kobiet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portrety kobiet. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 stycznia 2011

"Murzynko, po coś opuściła swoje Piekło?" * - "Ja, Tituba, czarownica z Salem" - Maryse Conde

   Zabiorę Was w podróż w czasie. Jest wiek XVII. Czasy kolonizacji afrykańskich ziem, zakładania wielkich plantacji bawełny, skrajnego niewolnictwa i wzmożonego osiedlania się osadników w Ameryce. W tych czasach przyszło żyć naszej bohaterce Titubie, której skóra, na jej wielkie nieszczęście miała czarny kolor...
   Życie Tituby już od samego początku naznaczone było cierpieniem i poniżeniem. Była ona owocem gwałtu, jakiego dopuścił się biały pan na jej czarnej matce. Krótkie chwile szczęścia z rodzicami (ojczym Yao kochał małą Titubę bezgranicznie) przerwały tragiczne wydarzenia zakończone śmiercią obojga rodziców (matkę powieszona, bo zraniła białego człowieka w obronie przed kolejnym gwałtem; ojczym popełnił z rozpaczy samobójstwo). Małą Titubą zajęła się Man Yana. Kobieta posiadająca magiczna wiedzę, którą wykorzystywała aby nieść pomoc swym bliźnim. Wiedzę tą przekazała ona swej podopiecznej. Nauczyła dziewczynę leczniczej mocy ziół, porozumiewania się z zaświatami i zmarłymi, modlitw, litanii, składania ofiar by wyprosić łaski u duchów. Przede wszystkim jednak nauczyła ją bezgranicznej miłości i szacunku do świata, ludzi i wszelkich żywych stworzeń.
   Po śmierci Man Yany dziewczyna zakochała się w czarnoskórym niewolniku Johnie Indienie. To dla niego opuściła swą samotnię w gąszczu, to z miłości do niego dawała się upadlać jego właścicielce, a w końcu wywieźć nowemu panu, któremu zostali sprzedani, za ocean. Tituba została własnością fanatycznie religijnego i zagorzałego w sztywnych normach swej twardej wiary purytanina. On i jego rodzina żyli w nieustannej świadomości własnej niedoskonałości i grzechu, które odbierały im całą spontaniczność, szczęście i radość życia. Mimo wszystko Murzynka zżyła się z młodą panią i jej córkami i kuzynkami, opowiadała im fascynujące historie, leczyła z wszelkich chorób niejednokrotnie wydzierając śmierci... Tak je pokochała, że na swoje nieszczęście obdarzyła tez zaufaniem, na które nie zasługiwały.
   Pewnego dnia wioską Salem wstrząsa zbiorowa histeria wywołana rzekomym opętaniem nastoletnich dziewcząt przez szatana. Jako przyczynę zła wszelkiego wskazują one Titubę. Na jej widok trzęsą się, padają na ziemię i wiją w konwulsjach. W rzeczywistości jednak oskarowo odgrywają swe role, w jakie wtłoczyli je obłudni i do cna przesiąknięci złem dorośli, aby pod pretekstem obrony wiary pozbyć się niewygodnych dla  nich  z jakichś powodów mieszkanek wsi.
   "Gdzie był Szatan? Czy nie ukrywał się w fałdach sędziowskich tóg? Czy nie przemawiał głosem prawników i duchownych?"**
Tituba odegrała w tym spisku rolę karty przetargowej, aby chronić swe życie musiała zeznawać tak, jak jej kazano. Jej ciemny kolor skóry automatycznie bowiem czynił ją podejrzaną, a wszelkie przesłanki wymagały już tylko delikatnego ubarwienia, by kobieta mogła zadyndać na szubienicy, jako najprawdziwsza czarownica. Musiała się więc ratować...
   "Ty byś robiła coś dobrego? Ty jesteś Murzynką, Titubo! Możesz tylko czynić zło. Ty jesteś samo zło!"***
    Maryse Conde nie wynosi jednak swojej bohaterki na piedestał, nie otacza aurą niepotrzebnego patosu. I to mi się bardzo podoba. Tituba to zwykła dziewczyna nie pozbawiona wad czy słabości. Ulega rozmaitym pokusom (przede wszystkim na manowce sprowadza ją lubowanie się w osobnikach płci męskiej), jej duszę niejednokrotnie nawiedzają demony pragnienia zemsty, a nawet dopuszcza się ona okrutnej zbrodni wobec własnego nie narodzonego dziecka (ocenę tego czynu pozostawiam jednak indywidualnemu  poczuciu moralności każdego czytelnika; według mnie miała pewne powody, zresztą potem bardzo żałuje tego, co zrobiła...). Nie jest więc Tituba aniołem w ludzkiej skórze, ale mimo wszystko czy zasłużyła na okrutny los, który zgotowali jej biali ludzie?...
    "Tituba..." to również opowieść o kondycji kobiety w XVII-wiecznym społeczeństwie wogóle. Mało która bohaterka powieści płci żeńskiej jest szczęśliwa. Są one podporządkowane mężczyznom, którzy w przeważającej mierze ranią je lub niszczą od środka swą obojętnością. Conde porusza w swej powieści również problem dyskryminacji losu człowieka przez rodzinę i nację w jakiej przychodzi na świat. O wartość człowieka nie stanowiło to, jaki był, ale to kim był. Znakomicie widać tę zależność na przykładzie przeżyć Tituby i jej kolejnego pana, Żyda d'Azevedo. On jeden traktował Titubę humanitarnie, żywił do niej ludzkie uczucia, on w końcu dał jej wolność; sam zaznał bowiem na własnej skórze i to nadzwyczaj boleśnie, czym są prześladowania i poniżania.
   "(...) niepomyślność to bliźniacza siostra czarnego! Rodzi się razem z nim, kładzie się z nim spać, współzawodniczy z nim o tę samą, zwiotczałą pierś. Je dorsza z jego miski. A przecież on się nie daje, ten Murzyn!" ****
   W końcu Tituba powraca na Barbados, odzyskuje swój utracony raj. Jednak jego ścieżki okazują się wyłożone cierniami historii. Nie ma szczęścia na tym świecie dla Tituby. Kobieta przystaje do środowiska maronów, Murzynów, którzy wyzwolili się spod pręgierza niewolnictwa. Pod jej dach trafia młody Murzyn Iphigen, którego okrutnie skatowanego Tituba ratuje od śmierci. Porywy młodego, zbuntowanego serca prowadzą go do organizacji rebelii przeciw okrutnym, białym plantatorom. I tu zakończę, co się stanie, dowiedzcie się sami...
   Tituba to postać autentyczna, sądzę jednak, że takich Titub było w historii panowania białego na czarnym kontynencie nieskończenie wiele. Jak piękno atawistycznego świata może zniszczyć cywilizacja, to się w głowie nie mieści. Czary, kontakt z duchami, magiczne moce - owszem to wszystko było udziałem bohaterki, jednak dopiero podłość i pragnienie własnych korzyści białych ludzi nadały temu pejoratywne znaczenie... Tituba po prostu znała matkę naturę, patrzyła głębiej, była w czysty sposób związana z duszą wszechświata. Pragnęła czynić dobro.
   Zakończenie mnie powaliło na kolana. Piękne, poetyckie, tchnące metafizyczną atmosferą wiecznej bytności i przenikania światów. Ona tu jest, jest wiaterkiem, kroplą deszczu, promykiem słońca. Pomaga, leczy, koi. Chcecie to poczuć? Przeczytajcie książkę. Jest niezwykła.
*s. 166.
**s. 186.
***s. 126.
****s. 139.
Wydawnictwo, miejsce i rok wydania: wydawnictwo WAB, Warszawa 2007.
Ilość stron: 281.
Przekład: Krystyna Arustowicz.
Moja ocena: 6/6
Seria wydawnicza: z miotłą.

wtorek, 11 maja 2010

"Posłuchaj moja córko, (...) bardzo chciałabym, żebyś umarła, będzie lepiej, jak umrzesz."* - "Spalona żywcem" - Souad

   Koło tej książki nie można przejść obojętnie - dla osób wrażliwych i chcących poznać prawdę o świecie, w którym żyjemy jest to pozycja obowiązkowa wręcz. Książkę pochłonęłam jednym haustem, z wzmagającym uczuciem zzdziwienia, zszokowania i niedowierzania wręcz. Nawet pomimo różnic kulturowych i mentalnych ciężko jest mi pojąć wydarzenia, jakie mają nagminnie miejsce w wielu krajach ówczesnego świata, tak podłe i barbarzyńskie są to obyczaje. Otrząsnąwszy się z dreszczy zgrozy pierwszy chyba raz tak wyraźnie poczułam radość ze swego europejskiego pochodzenia.

Souad urodziła się w Palestynie około roku 1957. W jej państwie, podobnie jak w wielu innych krajach islamu, urodzenie się kobietą było największym nieszczęściem, jakie można było sobie wyobrazić; z góry przesądzało o niewolniczym losie i pasmie poniżeń w jakich będzie musiała ze względu na swą płeć żyć. Kobiety musiały chodzić szybko, z opuszczoną głową, licząc kroki. Niezamężnym nie wolno było opuszczać podwórka samotnie, zawsze musiała towarzyszyć im inna, starsza kobieta. Najmniejsze odstępstwo od tak konserwatywnych i surowych zasad kończyło się określeniem jej mianem charmuta i, co za tym idzie, okrutną karą. Jedyną możliwością zaznania namiastki swobody było wyjście za mąż - dziewczyna mogła stać się żoną już w wieku 14 lat; 17-latka była już wyszydzaną i poniżaną starą panną.
Przejawów dyskryminacji i uprzedmiotowienia kobiet wymienia Souad mnóstwo: wymóg kąpieli jej i wszystkich sióstr w tej samej wodzie, ubrania zakrywające całe ciało mimo upałów panujących w jej części świata. Liczne sceny poniżania, ubliżania i lżenia ze strony ojca były smutną codziennością Souad - wystarczyło zerwać przypadkiem zielony pomidor, by ojciec roztrzaskał go jej na głowie i kazał zjeść resztki. Innym razem zbił ją okrutnie i wytarzał w popiele, każąc jej zjeść ciepły jeszcze popiół za to, iż spaliła chleb w piecu chlebowym; jeszcze kiedy indziej tłukł jej głową o brzeg wanny za to, iż rozlała odrobinę wody. W kraju autorki bowiem: "To mężczyzna stanowi i egzekwuje prawo, to on chroni rodzinę to syn zajmuje miejsce ojca i wydaje za mąż siostry."**
Swojego ojca Souad nienawidziła. "Gdyby umarł, byłybyśmy jeszcze szczęśliwsze."***- stwierdza. Ojciec bowiem był dla niej symbolem i powodem bezustannego strachu, bólu i cierpienia; katował córkę jak tylko mógł, bez powodu. To właśnie on był jej potencjalnym mordercą, który w każdej chwili mógł zaatakować ją lub jej siostry; Souad bała się że wrzuci ją do studni, potnie piłą lub zrzuci z drabiny. Poza tym ojciec nienawidził jej ukochanego brata - pewnego dnia rzucał w niego kamieniami z tarasu. Innym razem dusił matkę nałożonym jej na głowę workiem.
Matki również nie darzyła Souad miłością; lecz jej postępowanie była w stanie usprawiedliwić strachem w jakim sama żyła. Wielokrotnie widziała jak matka, powiwszy dziecko i stwierdziwszy, iż jest ono płci żeńskiej, dusiła je natychmiast z zimną krwią- w taki sposób zabiła około siedmiu córeczek. Ponadto matka zdradzała ojca, kochała się w zbożu ze swym kochankiem nakazując córce zbierać owoce by uniknąć podejrzeń o cel ich wypraw na pole. Souad postępowanie matki nie gorszy: "Mój ojciec umie tylko bić kobiety i zmuszać je do pracy, która dostarcza mu pieniędzy. Więc niech matka uprawia miłość z innym mężczyzną pod osłoną intensywnej pracy, bardzo mnie to cieszy."**** Nie miała ona zresztą wyboru - gdyby prawda wyszła na jaw, ojciec zabiłby je obie.
Natomiast brat Assad darzony był przez nią nie dającą się wytłumaczyć, bezwarunkową miłością - nie zdołał jej zabić w Souad nawet fakt, iż widziała jak udusił on w imię zbrodni honorowej jej siostrę Hanan kablem od telefonu; nie zmienił tego fakt, iż pobił tak dotkliwie swą ciężarną żonę, że aż poroniła.
Tak Souad wyjaśnia mchanizm zbrodni honorowej, "(...) Jarimat al Sharaf, i co dla mężczyzn w moim kraju nie jest żadną zbrodnią"*****: najpierw odbywa się rodzinna narada; w dniu egzekucji rodziców nie ma w domu, wychodzą gdzieś, a mężczyzna którego wyznaczono na kata zostaje w domu sam z ofiarą. Jeśli bowiem nie pomści się plamy na honorze rodziny, którą swym niestosownym zach0waniem uczyniła jej dziewczyna mieszkańcy wioski separują rodzinę od reszty społeczności, nie odzywają się do jej członków, nie chcą z nimi handlować, skazują na banicję. Oprócz zbrodni dokonanej na jej siostrze Souad był świadkiem również innej, dokonanej na dziewczynie, z którą zbierała kalafiory - tę kierowca przejechał cofając autokarem, którym dowoził je do pracy; koło zmiażdzyło jej głowę. Innej kobiecie, już mężatce, podobno bracia obcieli głowę i obnosili ją po wsi, gdyż podejrzewali ją o romans dlatego tylko, iż często chodziła do warzywniaka.
Souad nie chcąc żyć w ciągłym terrorze, a wiedząc, iż chłopak z naprzeciwka prosił już rodziców o jej rękę, postanawia dopomóc losowi tym bardziej, iż nie wolno jej będzie wyjść za mąż, zanim ojciec nie wyda Kinat, jej starszej siostry. Ta jednak do małżeństwa się nie kwapiła, nie miała adoratorów. Souad aranżowała potajemne schadzki z chłopakiem z sąsiedztwa podczas których rozmawiali o wspólnej przyszłości, o ślubie i kochali się. Była zakochana w swym Faiezie po uszy. W końcu zaszła w ciążę - gdy Faiez się o tym dowiedział zniknął z jej życia. Dziewczyna ze strachu tłukła kamieniem w brzuch, by dostać okresu. Wszystko na nic. Rodzice nabrali podejrzeń, matka sprawdziła jej piersi, kazali jej udowodnić, iż ma okres. Odbyła się rodzinna narada, na wykonawcę wyroku wybrano szwagra Husseina; przyszedł on do jej domu i rozmawiając z nią serdecznie polał benzyną i podpalił żywcem.
Dziewczynę odwieziono do szpitala, tam personel poniżał ją, zarzucał jej że cuchnie, nie podawał żadnych lekarstw, mył zimnym prysznicem ciało, które było jedną wielką raną - dla wszystkich była przestępczynią. Matka pragnęła jej śmierci tak, iż chciała podać jej truciznę do wypicia. W szpitalu urodziła przedwcześnie swoje dziecko, które zaraz jej odebrano. Gdyby nie pomoc Jacquline z organizacji "Ziemia ludzi" opiekującej się krzywdzonymi dziećmi, którą zainteresował i poruszył problem Souad, dziewczyna zapewne zostałaby skazana na powolną śmierć. Ona jednak, przy pomocy młodego lekarza, przekonała rodzicóe by pozwolili jej zabrać ich spaloną córkę, by umarła z dala od nich i więcej nie pokazywała się im na oczy. Następnie odnalazła synka dziewczyny i zabrała ich oboje do Europy, do Szwajcarii. Tam dziewczyna odbyła leczenie, przeszła wiele operacji plastycznych (m.in. mających na celu oderwanie sklejonego z klatką piersiową podbródka). Długo jednak nie mogła przyzwyczaić się do panujących obyczajów - do skąpo ubranych kobiet, do ich spontaniczności i śmiałości w kontaktach z mężczyznami - było to dla niej czymś niewyobrażalnym. Po jakimś czasie przeprowadziła się do innego kraju europejskiego - dla swego bezpieczeństwa nie podaje jego nazwy - tam wyszła za mąż, zostałą szczęśliwą matką dwóch córeczek - Laetitii i Nadii. Wciąż jednak zbrodnia, której padła ofiara kładała się cieniem na jej życiu - zaowocowała silną depresją z powodu niemożności ubierania się latem jak inne kobiety czy też fobią przed ogniem. Żyła też w ciągłym pragnieniu zemsty za krzywdy jej i jej syna Mauroana.
Jacquline zwraca uwagę czytelnika, iż zbrodnie honorowe mają miejsce nie tylko w kraju Souad, Izraelu, ale również w krajach takich, jak: Jordania, Turcja, Iran, Irak, Jemen, Indie, Pakistan i niektórych krajach Europy. Zbrodnia honorowa nie podlega przedawnieniu - nie ważne, ile minęło lat od pierwszej próby, bądź wydarzeń, które sciągnęły na dziewczynę wyrok śmierci, kiedy tylko spotka ona kogoś z rodziny, pewnym jest, iż zostanie zamordowana.
*słowa matki skierowane w szpitalu do spalonej córki, mające ją zachęcić, by wypiła truciznę, s. 91.
**s. 26.
***s. 13.
****s. 33.
*****s. 41.

Wydawnictwo i rok wydania: Świat Książki, Warszawa 2004.
Współpraca: Marie-Therese Cuny
Przekład: Ewa Cieplińska
Ilość stron: 182.
Moja ocena:6/6

poniedziałek, 3 maja 2010

"Chciałam 'odkrywać Amerykę' w naszej wiosce"* - "Krzyk serca. Czyli historia prostodusznej dziewczyny" - Bibisz (wł. Hadżarbibi)

   Historia Bibisz wciąga. I to bardzo. Czasem jest wstrząsająca, ale zawsze okraszona humorem i pogodą ducha autorki a zarazem głównej bohaterki; kobiety o tyleż zawziętej i ambitnej, o ileż prostej i pełnej pokory. Hadżarbibi przyszła na świat w Uzbekistańskiej wiosce, w której życie płynęło regulowane zacofanymi obyczajami i przestarzałym światopoglądem, w pełni podporządkowane tradycji i religii. Do takiego świata Bibisz zdecydowanie nie pasowała, dusiła się w nim. Dlatego za wszelką cenę starała się ułożyć sobie życie w postrzeganej przez siebie jako ostoja nowoczesności i dóbr cywilizacji - Rosji. Jak wiele musiała poświęcić i wycierpieć w walce o swe marzenia? To się czasem poprostu w głowie nie mieści.


    Życie Bibisz od dzieciństwa nie było sielanką - brutalnie zgwałcona w wieku ośmiu lat omal nie przypłaciła życiem podróży do babci, która mieszkała zaledwie 3km od rodziców dziewczynki. Pozostawioną na pastwę losu na pustyni dziewczynkę znalazł pastuch, który jednak również miał wobec niej niecne zamiary. Tragedia powtórzyła się ponownie, gdy dziewczyna miała parenaście lat - ponownie zgwałcono ją, okrutnie pobito i zelżono. Rozpacz dziewczyny była tym głębsza, iż w jej stronach niebycie dziewicą niemalże przekreślało jej szanse na znalezienie męża i szczęście małżeńskie. Upodlenie oraz niezrozumienie ze strony najbliższych (ojciec i brat bili ją gdy chciała tańczyć oraz kiedy pokazała się w telewizji, widząc w tym ujmę na honorze rodziny), sprawiły, że Bibisz myślała o samobójstwie; po połknięciu tabletek wylądowała w domu dla obłąkanych. Nie mogąc odnaleźć się w tym zacofanym i rządzonym zabobonem świecie, uciekła w tajemnicy przed ojcem i bratem do Leningradu - był rok 1983, Bibisz miała zaledwie siedemnaście lat, głowę pełną idyllicznych marzeń i parę rubli w kieszeni. Tułała się po mieście, mieszkała kątem u poznanych ludzi, pracowała w przedszkolu, wielokrotnie padała ofiarą nieznajomości panujących w wielkim mieście obyczajów oraz języka. Przykład? Kucharki wmówiły jej iż "lektor", to ktoś, kto sprawdza, czy pracownice są dziewicami, Bibisz czekała więc nań leżąc na biurku w pozycji ginekologicznej. Poniósłszy porażkę wróciła w rodzinne strony, ale nie poddała się; poszła na studia, wkrótce poznała swego męża Ikrama. Przed ślubem musiała przejść przez masę rytuałów, które częstokroć również ją poniżały - swatowie wypytywali ludzi na wsi o nią i jej rodzinę, zarzucali niecne zamiary wżenienia się w bogatą rodzinę męża. Opowiada o szykowaniu jej posagu przez wiejskie kobiety, o wieczorze panieńskim, malowaniu jej ciała henną, o bogatym kałymie, jaki rodzina za nią dostała, o zaplataniu warkoczy. W noc poślubną świadomy jej nie-dziewictwa mąż ubrudził chustę mięsem i poplamioną pokazał gościom weselnym, nie dając im powodu do poniewierania żony. Potem był roczny okres zakazu odzywania się do teściów, liczne perypetie w kuchni pokazujące jak marną kucharką była Bibisz. Między nią a teściową Rają rozkwita prawdziwa kobieca przyjaźń - kobieta zdradza jej najskrytsze i najintymniejsze tajemnice swego życia; pomaga, jak może, dzieli smutki i radości; teść natomiast to człowiek dobry, acz oddany tradycji i dość apodyktyczny - zabronił Bibisz poddać się cesarce, każąc rodzić własnymi siłami. Bibisz powiła dwóch synów - Ajbeka i Nadirbeka. Cała rodzina przeprowadziła się wkrótce do Rosji - kraju postrzeganego przez nich jak utopia, jednak brutalna rzeczywistość przywróciła ich pragnieniom realizm, każąc tułać się po licznych domach, uniemożliwiając podjęcie pracy czy brutalnie doświadczając chłopców dlatego, iż byli innego pochodzenia (Ajbeka omal w szkole nie uduszono). W końcu jednak, dzięki skromnej garstce ludzi życzliwych Bibisz kończy swą opowieść z iskierką nadziei i siły do stawiania czoła dalszym przeciwnościom losu.
    Bibisz snuje również opowieści o życiu swej rodziny i znajomych - opowiada o dziadku mulle, odganiającym zaklęciami złe moce, rzucającym uroki czy leczącym z bezpłodności; wysłanym za swe praktyki religijne na Sybir. Opowiada przejmującą historię babci, wydanej mimo woli przez szwagra za mąż po wygnaniu dziadka, żeby ich dzieci miały co jeść. Kiedy nie dała mężowi dziecka w ciągu roku, mając za soba prawo odesłał ją szwagrowi. Dziadek po powrocie z wygnania wyrzekł się "niewiernej" żony i poślubił inną kobietę, z którą babcia utrzymywała przyjacielskie stosunki, byle tylko nie zostać wyrzuconą z dziećmi na bruk.
    Życie w domu rodzinnym Bibisz nie płynęło przysłowiowym "mlekiem i miodem" - spanie na podłodze na baraniej skórze pełnej gryzących pcheł - tak wyglądała codzienność jej rodziny. Ciężka, mordercza wręcz praca przy zbiorach bawełny też nie była bohaterce obca - pracowano od rana do nocy, w upale, z nogami w wodzie. Tak wypełniano plan roczny nałożony na kraj rządami Breżniewa - uczniowie szkół również byli zobowiązani do jego realizowania - razy zadawane metalowym prętem przez kuratorkę były karą dla tych, którzy nie uzbierali dziennie prawie 100 kilogramów leciutkiej bawełny. Bawełny, która gniła potem w rosyjskich magazynach.
Bibisz przywołuje też piękne legendy opowiadane jej przez babcię Nijazdżan - legenda o klątwie opowiada o Bogu każącemu przynieść ludziom jajka, a następnie wybrać sobie ze stosu po jednym - kto wziął te, które przyniósł miał gwarancje, iż krzywdy jego i jego potomków zostaną pomszczone przez opatrzność. Opowiada też legendę o nieszczęściu - Bóg dał je człowiekowi, bo tylko on był w stanie je znosić, w przeciwieństwie do gór, które skruszały i morza, które w jego obliczu wyschło.
    W książce gęsto od obyczajów i tradycji rodem z Azji Środkowej - Bibisz przybliża obyczaj obrzezania, wspomina wiarę w działalność znachorek, które smarowały jej w wieku pięciu lat język gliną jako antidotum na użądlenie przez trzmiela. Daje świdectwo muzułmańskim obyczajom swatania ze sobą kuzynów, przybliża instytucję muzułmańskiej halify, czyli kobiaty czytającej księgę świętą na pogrzebach, sowicie opłacanej co czyniło to stanowisko wielce prestiżowym, mówi też o poniżaniu i uprzedmiotowianiu kobiet w jej stronach - nie do pomyślenia było, by sprzeciwiały się one mężczyznom, musiały nosić czador (strój zakrywający kobietę tak, iż dusiła sie ona latem i chorowała częstokroć z braku światła słonecznego).
    Niewątpliwym atutem książki są bardzo "żywe" zwroty do czytelnika - czułam się jakbym była zaproszoną na kawkę znajomą Bibisz, której gospodyni opowiada o swym życiu, o jego najintymniejszych nawet aspektach półszeptem wśród unosząccych się wokół zapachów kuchennych.
*s. 198.

Wydawnictwo i rok wydania: Wydawnictwo Dolnośląskie,Wrocław 2006.
Przekład: Margarita Bartosik
Ilość stron: 199
Moja ocena: 5/6

piątek, 23 kwietnia 2010

"Tak, ciągle żyjesz dla mnie, bo musisz wysłuchać moich sekretów"* - "Kamień cierpliwości" - Atiq Rahimi

   Książka niezwykła, poruszająca i szokująca wręcz. Niesie w swym niewielkim objętościowo rozmiarze i stylistycznej oszczędności przeogromny ładunek emocji i prawdy o życiu kobiet w krajach islamu. A prawda ta mnie, Europejkę, niemalże ścina z nóg.
   Autor zamieszcza na początku książki dedykację: "Ta opowieść, pamięci N. A., afgańskiej poetki bestialsko zamordowanej przez męża, jest dedykowana M. D.". Akcje dzieła umieszcza natomiast "Gdzieś w Afganistanie albo w innym miejscu".
   Książka opowiada historię kobiety opiekującej się swym sparaliżowanym w wyniku postrzału mężem, w którego organizmie zanikły wszystkie niemal życiowe funkcje i jest on zdany na łaskę bądź niełaskę swej żony. Rodzina męża wyrzekła się bezimiennej bohaterki, pozostawiając ją samą sobie wraz z przykutym do łóżka mężem, o którego życiu świadczyło jedynie oddychanie oraz dwiema małymi córeczkami w kraju ogarniętym wojną. Bulwersuje to tym bardziej, iż paraliż i egzystencja mężczyzny są efektem bójki, w której bronił on dobrego imienia własnej matki. Kobieta ma więc do małżonka uzasadnione pretensje - opływając w honory i sławę płynące z faktu jego walki o szeroko pojęte dobro ojczyzny, ani przez chwilę nie pomyślał o losie żony i córek, a teraz ona musi za tę jego bezmyślność płacić. Zazdrości mu również braku cierpienia:
   "Nawet teraz, gdy leżysz ranny, oszczędzono ci cierpienia". Jej głos skrzypi w zaciśniętym gardle. "Za to ja muszę pokutować! Ja muszę płakać!"**
   Jej skargi i wyrzuty są tym bardziej uzasadnione, iż przyczyną braku poprawy stanu męża absurdalnie mułła, kapłan islamu, obarcza ją właśnie. Nakazuje jej bezustannie recytować kolejne z imion boga, jako lek dla mężczyzny, pozbawiając tym samym kobietę jakiegokolwiek prawa do własnego, indywidualnego życia. Wybuchy bomb, odgłosy wystrzałów, błyski eksplozji, płacze dzieci, krzyki kobiet - taki świat roztacza się za oknem pokoju, w którym leży chory. Pokój rozświetlają łuny pożarów, walczący ścinają głowy mężczyznom z sąsiedztwa.
   Kobieta czyni ze swego pozbawionego niemalże wszelkich oznak życia męża, swoisty "kamień cierpliwości", sange sabur. Według legendy bowiem, kamień, na którym w raju siadywał Adam po wygnaniu z raju pierwszych ludzi został zesłany na ziemię, by ich dzieci mogły mu powierzać swe troski. Ma on pęknąć, rozsypać się na kawałki, kiedy miara możliwości przyjmowania przezeń ludzkich nieszczęść wyczerpie się - wtedy nieszczęśnicy zostaną pozbawieni swych trosk i nastąpi koniec świata. Opowiada więc mężowi wszystkie swoje cierpienia, poniżenia jakich doznała od świata mającego kobietę za nic oraz od niego samego, wyznawcy owej kultury podlenia kobiet. W końcu zdradza mu najskrytsze tajemnice, bolesne i zatruwające jej duszę. Już jej dzieciństwo naznaczone było podłością i bezlitosnością ojca, który cenił córki i żonę o wiele mniej niż przepiórki, będące jego pasją - wskutek przegranej walki swych ptaków oddał 12-letnią córkę, siostrę bohaterki dorosłemu mężczyźnie. Opowiada mu więc o tym, jak wybrała ją dla niego jego matka (chciała siostrę, ale była za młoda, więc uznała, iż ona też "może być"). Mówi o zaręczynach bez narzeczonego, o trzech latach jej narzeczeństwa z nieobecnym mężczyzną. Wspomina zaślubiny, podczas których męża zastępowała fotografia, potem musiała sypiać z teściową mającą strzec jej dziewictwa - nie wolno jej było spotykać się z innymi kobietami, bo mogłyby ją zepsuć; nie mogła też widywać rodziny. Mówi o jego braciach, którzy niechybnie mieli na nią ochotę - podglądali ją bowiem, gdy brała kąpiele podczas nieobecności męża. Teraz wreszcie może bez obaw wyjawić mu wszystkie swoje myśli - rozmawia z nim o jego pojmowaniu rozkoszy cielesnej płynącej z miłości, nie ukrywa, iż z powodu braku troski męża o jej przyjemność, dawała ją sobie sama. Przywołuje wspomnienia traumatycznych nocy gdy bezlitosny mąż kazał sypiać jej samej w kuchni na krześle, gdy miała gorączkę bądź senny koszmar będąc w ciąży.
   Kobieta rozważa też w swym smutnym, okrutnym, ale jakże prawdziwym i przenikliwym monologu upodrzędnienie kobiet w krajach islamu, ich uprzedmiotowienie wręcz - nie zostaje zgwałcona przez żołnierza, który wszedł do jej domu tylko dlatego, iż kłamie mu, że jest prostytutką. Zostaje za to natomiast zelżona (facet pluje jej w twarz), zwymyślana a nawet grozi jej on śmiercią. Bohaterka konstatuje, iż:
   "Mężczyźni boją się kurw(...). Gdy pieprzycie dziwkę, nie panujecie nad jej ciałem(...). To ona was pieprzy(...) gwałt na honorze kobiety. Oto wasze credo!"***
   Narracja w książce zachwyca swą orginalnością - jest ona prowadzona z perspektywy obserwatora umieszczonego w pokoju, który tkwi w jednym miejscu wbrew wszystkiemu, pilnie słucha i przenikliwie obserwuje przewijające się przed jego oczyma sceny, nasłuchuje odgłosów świata zewnętrznego. Fenomenalnie - poprzez opisy poczynań owadów na ciele pozostawionego samemu sobie choremu, po którym chodzi pająk czy którego oblizuje mucha - oddany jest bezruch, martwota i atmosfera nieobecności w pokoju, gdy kobieta na pewien czas opuszcza męża.
Jedynymi pozytywnymi istotami w świecie bohaterki byli jej teść i ciotka.
"Od ciotki nauczyłam się jak żyć z mężczyznami, a od twego ojca - po co z nimi żyć"****
- stwierdza. Ciotka była bezpłodna, co dla kobiety w kulturze islamu oznacza spory kłopot. Rodzina się jej wyrzekła, mąż wysłał ją na posługę do jego rodziców, gdzie teść z nią współżył nie kryjąc się z tym nawet zbytnio. To właśnie ciotka, kochająca bohaterkę ponad wszystko, pomaga jej w kryzysowej sytuacji i dźwiga wraz z nią jarzmo śmiertelnej tajemnicy, której wyjawienie choremu mężowi przez bohaterkę doprowadza do niezwykle zaskakującego zakończenia - kamień pęka, a bohaterka przestaje cierpieć; jednakże okoliczności tego są zgoła inne niż mogłoby się komukolwiek wydawać.
*s. 81.
**s. 31.
***s. 94.
****s. 97.

Wydawnictwo i rok wydania: Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009.
Przekład: Magdalena Kamińska-Maurugeon
Ilość stron: 149.
Moja ocena: 5/6
Książka otrzymała nagrodę Goncourtów w 2008 roku.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

"Tak było z jej matką, z jej babcią i tak samo będzie z nią"* - "Jestem tu od wieków" - Mariolina Venezia

   Wspaniała saga. Książka, która wciąga i pochłania czytelnika (mnie przynajmniej wciągnęła bez reszty). Nagle, ni stąd, ni zowąd, znalazłam się w małym włoskim miasteczku Grottole, które znajduje się "przy samym obcasie włoskiego buta"**, w roku 1861. Na co natrafiłam? Na poród długo oczekiwanego i upragnionego syna dona Francesko, ojca sześciu już córek, założyciela rodu, którego perypetie i historyczne uwikłania miałam śledzić przez następnych siedem pokoleń.
   Bohaterów ma książka bez liku - oprócz głównej linii rodowej, autorka skrupulatnie, barwnie i szczegółowo kreśli losy ich przyjaciół, wrogów, znajomych. Niejednokrotnie gubiłam się niemal w tych włoskich imionach, potem narysowałam drzewko (idąc przykładem autorki, która również zamieszcza taki genealogiczny schemat w swej książce).
   Bohaterowie Venezi żyją uwikłani w historię Włoch oraz pośrednio, historię świata. I choć czynne uczestniczenie w historycznych zawieruchach przynosi zwykle więcej złego, niż dobrego, jest ono niejako wpisane w ludzki żywot. Historia wyznacza miejsce człowieka w świecie i niejednokrotnie kształtuje go poprzez różne doświadczenia, czyni odporniejszym bądź odbiera nadzieję. Losom seniorów rodu za tło służy wojna brygantów z wojskami Piemontu, były to czasy triumfu Garibaldiego i skrajnej nędzy chłopów włoskich. To właśnie historia, pod postacią brygantów, przywiązała don Francesca do konia i wlokła przez jego ojczystą ziemię aż do chwili wydania ostatniego tchnienia w bólach i mękach.
Potem nadszedł czas Albiny - jej zazdrości o starszą siostrę i jej nieszczęśliwego małżeństwa, którego to nieszczęścia przyczyną był jej toksyczny charakter. Dzieci kobiety umierały zaraz po urodzeniu lub na choroby takie, jak tyfus, malaria czy gruźlica, tak, że została jej tylko Candida. Mąż Vincenzo zdradził zimną i nieprzystępną żonę.
   Candida od samego swego dzieciństwa była dzieckiem nietypowym; przyjmowała życie, jakim było i cieszyła się tym co miała. Umiała godzić się z losem; tak było gdy zadurzyła się w Jezusie, co wywołało bunt matki - pamiętała ona ucieczkę starszej, znienawidzonej siostry z księdzem i zabroniła dziewczynce przesiadywania w kościele. Bunt przyszedł dopiero, gdy Candida zakochała się w Colino - synu konkurenta ojca w interesach. Rodzic wymierzył córce policzek, jako karę - nie odwiodło to jednak dziewczyny od jej miłości. Złożyła ona przysięgę, iż wzamian za szczęśliwy finał jej uczucia, zwróci Bogu zabranego mu przez jej ciotkę człowieka. W dorosłe życie Candidy wkrada się I wojna światowa, do której Włochy przystąpiły w 1915 roku. W jej skutek, aby nie zostawiać ukochanej żony i nie przerywać, nawet bohaterską śmiercią przeszczęśliwego małżeńskiego pożycia Colino celowo się ogłusza, co zwalnia go z oddelegowania na front. Życiu Candidy towarzyszy też rozkwit ruchu faszystowskiego - parady, mundury z pumpami, czarne koszule i przemowy Mussoliniego, to rzeczywistość, w której najbardziej odnalazł się Oreste - dziwaczny, apodyktyczny i mający transwestycyjne skłonności wuj Candidy.
   Po Candidzie, jako żeńska kapłanka rodu nastaje Alba - dziecko ze wszech miar dziwaczne - już od swych narodzin przysparzała matce kłopotu, wykarmiła ją oślica Filomena. Dziewczyna uwielbiała czystość, jadła tylko, by przeżyć i kochała matematykę za jej uporządkowanie i ład. Również ciąże Alba przechodzi bardzo ciężko, wskutek swych jedzeniowych nawyków jest ona wręcz wychudzona. Malutka Gioia rodzi się ze zwichniętym biodrem.
Gioia była dzieckiem swoich czasów - matka musiała dbać, by nie padła ofiarą substancji odurzających, które właśnie się pojawiły wśród rzesz członków komuny, do których dziewczyna przynależała; nie uchroniła ją jednak od gwałtu, jakiego dokonał na niej Alex w ruinach domu jej prapradziada. Uczestniczyła w Festiwalu Umbria Jazz w 1978 roku, a potem kąpała się nago, jak typowe dziecko-kwiat. Potem zamieszkała w Paryżu, gdzie żyła życiem wyzwolonej seksualnie aktorki. Była piękną kobietą, przeżyła wartościowy romans z Grekiem Spirosem, którego skutkiem zapragnęła powrócić na łono ojczyzny, choć znaczyło to dla niej długie sądowe procesy. W ojczyźnie zastaje ją upadek muru berlińskiego w 1989 roku; tam też wychowuje córkę Albę.
    Oprócz bohaterów rodu, który zapoczątkował don Francesko w książce przewijają się liczne niezwiązane z rodziną postaci, które potem wżeniają się w nią, bądź łączą więzami przyjaźni. Tak rzecz ma się z Lucrezią, potomkinią półdzikich ludzi z Rabbi, która cechując się wyższym stopniem ucywilizowania zostaje służącą w domu Concetty i odbija narzeczonego jej córce Angelice. Giuseppe, który wyemigrował do "Hameryki" i tam dorobił się majątku nie był bowiem w stanie oprzeć się urokowi jej tyłeczka. Z ich związku rodzi się Rocco - dziecko zakochane w... maciorze, która zastępowała mu zapracowaną i wciąż nieobecną po śmierci ojca matkę. Rocco traci umiejętność mówienia będąc świadkiem mordu na świni; traci również pieniądze, które zostawił mu umierając ojciec, ale po krachu na giełdzie w 1929roku, zdewaluowały się i został z nich psi grosz. Zostaje on później mężem Alby i ojcem Gioi, mimo, iż czuje powołanie do stanu kapłańskiego.
   "Jestem tu od wieków" to również świadectwo zabobonu, jaki szerzył się wśród włoskich chłopów "od wieków" - echem odbijają się weń opowieści o świętym Piotrze, diable i damie z białym prosiaczkiem, która ukazuje się zbłąkanym wędrowcom. Wierzono w duszę, które uciekają z piekła i urządzają leśne harce, by wabić i pojmywać dusze chrześcijańskie. Venezia przedstawia prężną i cieszącą się niezwykłą popularnością działalność znachorek rozpoznających osobę, która była sprawcą uroku po adekwatnym do jej płci momencie ziewania podczas modlitwy. Również działanie profilaktyczne przeciw urokowi hołdowało zabobonom - nie było Włocha, który by na widok małego chłopca ubranego na czarno nie złapał za swe genitalia, małym dzieciom moczącym się w nocy dawano jako antidotum nowonarodzone myszki do zjedzenia, jedzono też przez siedem dni serca wyrwane jaskółkom wierząc, iż przyczyni się ta czynność do osiągnięcia sukcesu.
   Książka obfituje w liczne epizody i dygresje, przepełnione akcją i atmosferą czarów i tajemniczości oraz zabobonu, utkane precyzyjnie i misternie. Czytelnik czuje się, jakby przez wieki podglądał bohaterów przez dziurkę od klucza, podsłuchiwał przez ścianę za pomocą szklanki. Towarzyszymy im w alkowach sypialni, na uniwersytetach i frontach, wiemy niejednokrotnie o bohaterach Venezii więcej, niż oni o sobie nawzajem; ba, nawet więcej, niż oni wiedzą o sobie sami. Witamy radośnie nowych członków rodu na świecie, żegnając nad ich trumnami łza się kręci w oku. Do postaci wykreowanych przez autorkę nie sposób się nie przywiązać - można ich lubić bądź nie, nie można natomiast być wobec nich obojętnym. Są to postaci charakterne, wyraziste - w końcu to żywiołowi i energiczni Włosi.
Mnie osobiście książka bardzo kojarzy się z utworem Olgi Tokarczuk "Prawiek i inne czasy". Gorąco polecam wielbicielom sag, książek o przemijaniu i następowaniu po sobie pokoleń z nutką nostalgii i melancholii. Bardzo nastrojowa książka.
*s. 249.
**s. 115.

Wydawnictwo i rok wydania: W. A. B., Warszawa 2009.
Przełożyła: Alina Pawłowska - Zampino
Ilość stron: 318
Moja ocena: 5/6.