sobota, 20 marca 2010

Apologia fizyczności, rozpasania i wybujałej seksualności - "Pochwała macochy" - Mario Vargas Llosa

   Mam mieszane uczucia co do tego utworu, a nieznajomość innych dzieł autora uniemożliwia mi obiektywne spojrzenie na pozycję "Pochwały macochy" w jego dorobku artystycznym; nie mam żadnego punktu odniesienia. Ja osobiście odbieram ją jako bardzo nierówną pod względem wartości literackich jakie sobą reprezentuje, a niektóre rozdziały (te dotyczące łazienkowych zmagań i rozmyślań don Rigoberta) najzwyczajniej bym wyrzuciła, bo tylko moim zdaniem powieści szkodzą. Choć sama nie wiem, mam pewną teorię o ich pożyteczności dla pełnego przekazu... Mam z tą "Macochą" mały kłopot.
   Powieść ocieka seksem. Chyba każda wariacja na temat erotyki jest tam w mniejszym lub większym stopniu realizowana. Poczynając od wyuzdanej miłości małżeńskiej przekraczającej wszelkie granice przyzwoitości, poprzez seks lesbijski, aż po kazirodztwo połączone z pedofilią wręcz. Bohaterowie powieści szukają rozlicznych sposobów na pomnożenie doznań seksualnych; fizyczna strona miłości przemienia się w ich rozwiązłych umysłach niemal w obsesje. Ich fantazje budzą niesmak a niejednokrotnie przyprawiają też o mdłości.
Akcja główna powieści dzieje się w Limie, zaś jej bohaterami są czterdziestoletni don Rigoberto oraz jego druga żona i obiekt kosmatych myśli, które co noc urzeczywistnia, donia Lukrecja. Przez strony powieści przewijają się też rozliczne postaci z analizowanych przez autora obrazów, w które wciela się a to don Rigoberto, a to jego żona. Lukrecja jest więc w rozwiązłej wyobraźni męża wcielającego się w rolę mitycznego Kandaulesa, króla Persji, jego królową, której piękny zad słynie na całe królestwo. "Ona jedynie - o, ukochana! - obdarzona jest zadem. Dlatego jestem jej wierny; dlatego ją miłuję." - tymi słowami, sprowadzając jednocześnie swą żonę do roli obiektu seksualnego, Kandaules opisuje swe uczucie względem żony. Zad Lukrecji był też powodem śmierci jednego z jego niewolników - chcąc się przekonać czy najmężniejszy z jego poddanych posiądzie jego żonę, król zaproponował eksperyment. Niewolnikowi się nie udało (zapewne peszył go fakt, iż jest obserwowoany przez męża Lukrecji), w zadośćuczynieniu upokorzenia, jakiego doznała posłuszna żona, król kazał Atlasa ściąć. Przechwalając się tez zadem żony przed ministrem Gygesem pozwolił temu obserwować go uprwiającego miłość z żoną, by udowodnić mu to naocznie.
Innym razem, za przyczyną innego dzieła, Lukrecja staje się Dianą z obrazu Bouchera, zażywającą kąpieli w towarzystwie swej służącej Justyniany. Potem obie będą się kochać. Pikanterii ich igrszkom dodawać ma świadomość, iż są podpatrywane przez pacholę - małego Alfonsa, syna don Riogoberta z pierwszego małżeństwa. Lukrecja - Diana podnieca się myślą, iż chłopiec pić będzie wodę do której oddawała ona mocz; iż psy przyglądające się psotom kobiet zaczną spragnione lizać ich ciała....
Francois Boucher - Diana po kąpieli(1742), olej na płótnie, Paryż, Luwr
Lukrecja jako italska Wenus wodzi też na pokuszenie swym nagim ciałem młodego nauczyciela gry na fortepianie, zobligowanego przez don Rigoberta do relaksowania i nastrajania jego żony na nocne harce muzyką. Uczynek jest tym bardziej niecny, iż chłopiec czuje w sobie boskie powołanie i pragnie wstąpić w krótce do klasztoru.
Tiziano Vecelio - Wenus z Amorem i Muzyką, olej na płótnie, Madryt, Muzeum Prado
   Jednakże najbardziej chyba zdeprawowanym bohaterem jest nie kto inny, jak mały Fonsito. Dziecko, które ledwo przyjęło komunię świętą o twarzy małego cherubinka jest właśnie najbardziej wyrachowanym, pozbawionym jakiegokolwiek poczucia moralności i przyzwoitości potworem. On właśnie wymusza na macosze szantażem względy, by poprzez swój misterny plan, zakładający seks z macochą, wzniecanie w niej pożądania i kochanie się z nią pod dachem ojca, bądź to pod jego nieobecność, bądź podczas jego wieczornej toalety, doprowadzić w końcu do rozpadu związku ojca - a wszystko to z robi z miną słodkiego i rozkosznego niewiniątka. Tytuł książki - "Pochwała macochy" - jest zarazem tytułem wypracowania na dowolny temat zadanego rzekomo chłopcu w szkole, które to wypracowanie posłużyło mu do demaskacji Lukrecji przed swym ojcem.
   Książka Llosy, jakkolwiek momentami wręcz odrażająca, może byc moim zdaniem bodźcem do dyskusji na temat tego, jak wiele uprzedzeń i utartych sposobów myślenia krępuje nawet w XXI wieku sztukę i literaturę. Czy opisy wypróżniania dona Rigoberta są mniej wartościowe literacko od opisów pięknych krajobrazów lub zacnych czynów? Dlaczego gorszą one czytelnika skoro - stosując tu technikę korespondencji sztuk - malarstwo abstrakyjne ukazujące maszkary, ludzi o zmasakrowanych twarzach zachwyca i zyskuje miano wysokiej sztuki. Czy na sztukę można patrzec i oceniać ją poprzez społecznie uznane za właściwe wartościowanie. Wszak opisy tylko i wyłącznie realistycznych czynności zamieścił w swej książce Llosa, a zaraz przypięto mu etykietkę skandalisty, bo opisuje aż, a przecież w rzeczywistości, tylko ludzką fizjologię. Ja oczywiście nie mówię, iż mnie te fragmenty nie odrzucały; zastanawiam się tylko czemu miały służyć, a powyższy wywód to moja teza.
Wydawnictwo i rok wydania: MUZA, Warszawa 1993.
Ilość stron: 157
Moja ocena: 4/6

środa, 17 marca 2010

"Wszystkie diabły opuściły piekło i są teraz w Rwandzie"* - "Ocalony. Ludobójstwo w Rwandzie" - Reverien Rurangwa


   Wstrząsająca książka. Wymyka się jakimkolwiek kryteriom oceny. Nie sposób też jej zrecenzować. Można jedynie mówić o jej przekazie, o potrzebie dawania świadectwa światu i uchronienia od zapomnienia o zbrodni ludobójstwa, która dokonała się w małym afrykańskim państewku w 1994 roku, a na którą świat przymknął oko. Mnie to świadectwo poruszyło do głębi i pokazało zarazem jak niewiele dotąd wiedziałam o masakrze, która wydarzyła się zaledwie kilkanaście lat temu, w zdawać by się mogło cywilizowanym świecie. Na lekcjach historii czy wosu nie dochodzi się do wydarzeń ostatnich dekad wskutek chronologicznego systemu nauczania. To wielki błąd. Żyjemy więc często w nieświadomości, zaślepieni deklaracjami o humanitarności naszych czasów... Przeczytajcie tę książkę, poznajcie prawdę.
   Reverien Rurangwa urodził się w miasteczku Mugina w 1978 roku. Był obywatelem Rwandy - państewka w Afryce środkowo-wschodniej, które dzieliły ze sobą trzy współegzystujące grupy etniczne - Hutu (85%), Tutsi (14%) oraz Pigmeje Twa (1%). Tutsi są smukli, wysocy; to nomadowie, pasterze trzód, hodowcy krów i wojownicy. Od XIV wieku to właśnie członkowie Tutsi byli uznawaną dynastią panującą w Rwandzie. Hutu natomiast byli rolnikami uprawiającymi ziemię, mieli krępą budowę ciała, szerszy nos i ciemniejszą skórę. Pigmeje Twa byli myśliwymi. Te trzy grupy etniczne żyły w zgodzie i miłości, uzupełniając się wzajemnie i czerpiąc z dobrodziejstw wnoszonych przez każdą z nich na rzecz wspólnego dobra.
  Zarzewiem konfliktu była katastrofa samolotu niosącego na pokładzie prezydenta Rwandy, Juvenala Habyarimany pochodzącego z plemienia Hutu, do której doszło 6 kwietnia 1994 roku. Maszyna została trafiona dwoma pociskami rakietowymi i eksplodowała nad lotniskiem w Kigali - stolicy Rwandy. O jej dokonanie oskarżono plemię Tutsi. Następnego dnia rozpętało się piekło. Bezbronne ofiary zostają porzucone przez księży i misjonarzy, którzy w trosce o własne życie porzucają potrzebujących ratując siebie. Wolna Rozgłośnia Radiowa Tysiąca Wzgórz (zwana przez Tutsi Radiem Śmierć) nawołuje i podjudza słuchaczy Hutu do "rozdeptywania karaluchów".
   Uzbrojeni w ostre meczety i dzidy Hutu z uśmiechem na ustach szlachtują zgromadzonych na wzgórzu swych niedawnych sąsiadów i przyjaciół, którzy dysponują jedynie kamieniami by odeprzeć ich atak. Ekstremistyczna milicja Hutu urządza sobie zabawę polegającą na strzelaniu do swych ofiar i celowaniu w nie granatami. Tutsi szukają schronienia w kościele:
   "Do tego samego kościoła chodziłem na modlitwę i służyłem do mszy (razem z Hutu), Na tym samym wzgórzu grałem w piłkę, pasłem krowy i śpiewałem (razem z Hutu). Mam piętnaście lat, jestem tylko dzieckiem i właśnie mam umrzeć. Mam zostać zamordowany przez ojców moich przyjaciół; ojców tych, z którymi grałem w piłkę, służyłem do mszy i pasłem krowy" (s. 51)
   Kat Simon Sibomana, znajomy rodziny Reveriena, dokonuje krwawej rzezi na 43 członkach rodziny chłopaka ukrytych w przyklasztornej szopie, umierających już niemal i tak z głodu i pragnienia. 15-latek obserwuje jak kat odcina głowę jego stryja, jak uśmierca babcię nie pozwalając jej się nawet pomodlić. Najokrutniejsza jest śmierć zadane matce chłopca -rozebranej przez kobiety Hutu, które grabiły ofiary z ubrań i biżuterii, Sibomana powoli rozcina maczetą brzuch pozostawiając ją na powolną i bolesną agonię. Sam również doznał bardzo ciężkich obrażeń - obcięto mu lewą rękę maczetą, a następnie, gdy uciekł z szopy, którą oprawcy Hutu palili wraz ze znajdującymi się w niej zwłokami rodziny Reveriena, pokieraszowali go wyłupując chłopcu oko, miażdżąc mu ramię sztachetą nabitą gwoźdźmi oraz niemal obcinając nos. Dziecko nie mogło mimo to umrzeć, kiedy chodziło i błagało swych oprawców, by je dobili, by wreszcie nie czuć ogromnego bólu, ci urągali i śmieli mu się w twarz.
   Okrucieństwo zbrodni, jakiej dopuścili się Hutu poraża i mrozi krew w żyłach tym bardziej, że katując swe ofiary próbowali wyrównać niesprawiedliwość, jaką zarzucali naturze, a mianowicie - ładniejszą powierzchowność swych ofiar. Obcinając stopy i głowy pozbawiali Tutsich ich wysokiego wzrostu, tnąc ostrzem w poprzek twarzy zniekształcali ładne nosy będące obiektem zazdrości ich plemienia. 
   Chłopcu pomogli funkcjonariusze Czerwonego Krzyża oraz Lekarzy bez Granic - leczyli oni ofiary masakry podczas gdy na podwórzu szpitalnym Hutu gwałcili kobiety i w pośpiechu wyrzynali, kogo tylko się dało. Pomocy udzielił mu także belgijski misjonarz, ojciec Pierre Simons, lokując chłopca w prowadzonym przez siebie domu dziecka. 24 grudnia '94 chłopca odesłano do Genewy.
   Dwa lata później chłopak postanawia powrócić do ziemi swych przodków, by tam dać świadectwo prawdzie i żądać sprawiedliwości. Składa oskarżenie pod adresem kata swego i swych najbliższych. Nękany przez sojuszników Sibomany musi ukrywać się i w końcu wrócić do Szwajcarii. Gryzące poczucie niesprawiedliwości chłopaka wzmaga fakt, iż po 2 latach, w 1998 roku, zbrodniarz zostaje wypuszczony na wolność - objęła go amnestia ze względu na "podeszły wiek" ( w rzeczywistości więziono tylko kategorię wiekową do 45 roku życia, z kary zwalniano też młodych sprawców; Sibomana miał lat 60).
  Odtąd chłopak musi na nowo zdefiniować system pojęć bez których nie sposób funkcjonować, a które sformułowane przez ludzi nie mających do czynienia z ludobójstwem, dla Reveriena są jedynie pustymi dźwiękami. Wraz ze swym Szwajcarskim opiekunem, który niemalże zastąpił mu ojca, Lucem, rozważa znaczenie i istotę kwestii takich jak przebaczenie, sprawiedliwość czy zazdrość. Luc pomaga mu też odnaleźć Boga, w którego chłopak wobec swych przeżyć przestał wierzyć. Reverien odbywa też podróż do Auschwitz by stanąć na ziemi skalanej podobną zbrodnią jak ta, której był ofiarą. 
  Ludobójstwo w Rwandzie zakończyło się oficjalnie 4 lipca 1994 - oszacowano, iż od kwietnia pomordowano tam 1.300.000 ofiar. Kary za tę zbrodnie były wręcz szyderstwem dla jej ofiar - w maju 2005 Trybunał Karny dla Rwandy wydał 22 wyroki skazujące i 3 uniewinniające. Pracowało nad tym 16 sędziów i ponad 800 urzędników, a budżet nań wynosił ponad 100 mln dolarów rocznie.
* s. 45, wyznanie misjonarza zbiegłego do Belgii w czasie rwandyjskiej masakry.
Wydawnictwo i rok wydania:  POLWEN, Radom 2009.
Ilość stron: 237 (wraz z aneksem).
Moja ocena: 6/6.

niedziela, 14 marca 2010

"... poszczególna śmierć nie jest wykonana szczególnie dobrze, ale nie o to przecież chodzi. O masę chodzi." * - "Szczury i wilki" - Grzegorz Gortat

   Powiem szczerze - zaintrygowała mnie okładka. Nie ukrywam, iż w wielu przypadkach, to właśnie wizualna strona książki decyduje o mojej chęci jej przeczytania - takie moje skrzywienie;) Ale się nie zawiodłam - choć spodziewałam się nieco innego prowadzenia fabuły.
   Miała być to bowiem rzecz o współczesnym problemie wciąż niestety żywej w zwyrodniałych kręgach polskiej młodzieży plagi ideologii nazistowskiej i hołdowania chorym mrzonkom Hitlera. W rzeczywistości jednak historia Heinricha i jego zdegenerowanych koleżków, tworząca swoistą kompozycję klamrową utworu, jest tylko pretekstem do przypomnienia czytelnikowi apokalipsy XX wieku - II wojny światowej i masowej zagłady ludności niearyjskiej. Akcja historycznej wstawki rozgrywa się w Auschwitz. Gortat pozwala swojemu czytelnikowi oglądać obozową odyseję więźniów z rozlicznych punktów widzenia - raz widzimy ją oczyma Unterscharfurera Grohmanna - bezwzględnego dla "nieniemców", spragnionego zadawania bólu i wyładowywania swych frustracji na więźniach kanalii, który rozrywkę czerpie z katowania podwładnych. Innym razem czytamy o rzeczywistości oświęcimskiej w dzienniku również niemieckiego żołnierza - Stoopa - ta postać jednak nosi już ślady człowieczeństwa - w obozie jest, by uniknąć oddelegowania na front, pragnie również załatwić tę ciepłą posadkę bratu Frazowi. Gdy otrzymuje telegram o śmierci żony przy porodzie oraz o uduszenia syna pępowiną, a także gdy jego brat, nie mogąc znieść oświęcimskiej rzeczywistości popełnia samobójstwo, do Stoopa dociera, że nie walka o przestrzeń życiową dla fuhrera jest jego życiowym powołaniem - ratuje on wspólnie z psem Mensch'em Żydowską sierotę od pewnej zagłady. Kiedy indziej podróżujemy bydlęcym wagonem wraz z Lajosem Egerem (zamiłowanym w Niemieckiej literaturze i kulturze Żydem narodowości węgierskiej) oraz jego uczniem Danielem - widzimy ludzi umierających z pragnienia, trupki niemowląt trzymane przez upierające się przy życiu ich pociech, zrozpaczone matki. Razem z nimi po dotarciu na miejsce udajemy się na rzekomą kąpiel - tyle, że my już wiemy iż to kłamstwo; oni nie i to ich jedyne błogosławieństwo. Autor nie szczędzi czytelnikowi szczegółów też jeśli idzie o obozowe pojmowanie medycyny - wszelkie choroby były jak najbardziej mile widziane, więźniarki poddawano zabiegom wszczepienia w macicę komórek rakotwórczych, z transportów wyszukiwano bliźniąt, by poprzez badania genetyczne podnieść płodność Niemek i rozlać dwa razy szybciej rasę aryjską po kuli ziemskiej; szukano również liliputów w celu skarlenia narodów niearyjskich w razie by krematoria obozowe nie były dość wydajne, by całkowicie je wyeksterminować. Wstrząsają opisy gabinetu doktora Megelego - w słojach na półkach trzymał on osobliwy materiał badawczy - wydłubane oczy, szkielety liliputów, głowy bliźniąt zatopione w formalinie. Oczywiście są też przykłady bohaterstwa i zachowania człowieczeństwa - bohaterami, którym się to udało są między innymi Lucyna Steiner i Mensch (owczarek niemiecki - tak właśnie). Lucyna to spolszczona Niemka, odmawia ona jednak, śladami męża Bruna, podpisania sojuszu z Rzeszą; w obozie funkcjonuje jako lekarka w bloku kobiet. Zostaje oskarżona za rzekome zabicie Niemca Grohmanna oraz pomoc w ukrywaniu żydowskich niemowląt, które po porodzie należało natychmiast spalić, spotyka ją kara śmierci. Jej misję kontynuuje pies Mensch, pobity niemal na śmierć przez swego pana Grohmanna za zagryzienie innego owczarka, znęcającego się nad więźniarką. Menschowi cudem udaje się uniknąć losu potrawki z psiny, którą miał się stać, jednak miłosierni więźniowie nie pozwalają zwierzęciu zdechnąć; leczą psa i ofiarowują Rapportfuhrerin Drechsler. Ta szkoli owczarka na tropiciela Żydowskich niemowląt, pies jednak, w niewytłumaczalny sposób, kierując się zdumiewającą, nadprzyrodzoną rzec można moralnością i poczuciem etyki, swoistym człowieczeństwem, oszukuje właścicielkę konspirując z Lucyną - nie przynosi pani ukrytego dziecka, a jedynie zawiniątko z suchym chlebem. W pamięć zapada ostatnia scena, gdy wywieziony za bramy obozu przez Stoopa, który dostrzegł dziwne człowieczeństwo i ludzkie miłosierdzie w psie, Mensch niesie zawiniątko z dzieckiem w stronę domostw.
   Opowieść o fabryce śmierci jest wkomponowana w całość na prawach sennej wizji Heinricha, który po ulicznej bójce zapadł w śpiączkę. Znaczącym rekwizytem i łącznikiem chłopaka z przeszłością jest też posiadany przez niego pasek Grohmanna. Pasek, który omal nie przyczynił się do zabicia Menscha; pasek, który stał się zgubą dla Lucyny, która ukrywała go wraz z pozostałymi częściami munduru zabitego wskutek fortelu więźniów Grohmanna. Piętnastoletni Henryk nie miał łatwego dzieciństwa - ojciec alkoholik znęcał się nad matką, którą chłopak bardzo kochał, a która zaharowuje się by utrzymać rodzinę. Nie usprawiedliwia to jednak zbrodni jakie dokonał pod natchnieniem opętanego ideologią nazistowską A. H - oni dwaj bowiem zamordowali bezdomnego, pocięli jednego z członków ich tajemnego zgrupowania, który się im rzekomo przewinił. Uczestnicząc w tajnych zgromadzeniach podjudzali w sobie agresję i nienawiść wobec narodu Żydowskiego. Dopiero ta senna wizja zmusza Heinricha do zastanowienia nad wyznawanymi ideałami - co wybierze, nie wiadomo, autor zawiesza decyzję chłopaka. Jednak zmiana mentalności chłopaka wzrusza relacje pozostałych zrzeszonych i prowadzi do rozłamu w tej swoistej sekcie. Erich policzkuje bowiem przywódcę bandy - A. H. i odchodzi, wraz z nim rozchodzi się reszta zrzeszenia.
   Współczesna tematyka powieści Gortata zyskała w moich oczach na aktualności wskutek pewnego zbiegu okoliczności. Gdy odłożyłam książkę po jej skończeniu i włączyłam wiadomości natrafiłam na materiał o zbezczeszczeniu pomnika ofiar holokaustu na dzień przed obchodami ku ich pamięci w Krakowie Płaszowie. Problem jest więc palący, nie ma co zaprzeczać. Nawet bowiem jeśli był to tylko zwyczajny akt wandalizmu, jakiś idiota dopisze sobie doń chorą ideologię i znajdzie grupkę równych mu idiotów, którzy z nudów i braku rozrywki postanowią nienawidzić. Wszak historia lubi się powtarzać. A wtedy nieszczęście gotowe.
* - s. 98-99, fragment "Pamiętników Malte-Laudrisa Brigge'a" Rilke'go przytoczony obozowemu strażnikowi przez Eger'a, kiedy zrozumiał, iż prowadzą ich transport na śmierć, jako nagrobek dla niego i jego narodu.
Wydawnictwo i rok wydania: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2009
Ilość stron: 266
Moja ocena: 5/ 6

piątek, 12 marca 2010

Szczeliny i Tryskacze jako sfeminizowana wersja Adama i Ewy - "Szczelina" - Doris Lessing
















"Szczelina" to moje pierwsze spotkanie z książkami Doris Lessing. Postanowiłam liznąc wielkiego świata i ugryźć literackiego Nobla, a że nazwisko Lessing jakoś dobrze mi się kojarzyło od niej zaczęłam. I powiem szczerze - podobało mi się.
Interesująca jest przede wszystkim tematyka utworu - a mianowicie hipotetyczna, alternatywna wizja początku rodzaju ludzkiego, wywodzącego się z kobiet-Szczelin. Kobiety pochodzące z morza zapładniane były przez wodę, wiatr lub księżycowe promienie, wiodły swoje spokojne życie skoncentrowane wokół Szczeliny, której składały ofiary z członkiń swej prymitywnej społeczności. Ta w zamian pozwalała im wydawać na świat kolejne dziewczynki. Jednak pewnego dnia dochodzi do wydarzenie, które burzy dotychczasowy ład i porządek egzystencji prakobiet - jedna z nich powija odmieńca, istotę posiadającą "rurkę i kulki' - Potwora. Kobiety przerażone innym zwanym Tryskaczem postanowiły się pozbyć chłopca i zostawiły go na Skale, Która Zabija orłom na strawę. Kolejne dzieci płci męskiej padały ofiarą eksperymentów mających na celu upodobnienie ich do Szczelin: obciano im genitalia, szczypano aż utworzyły się stany zapalne lub rzucano wprost do morza na niechybną śmierć. Wkrótce jednak kilku malcom udało się przeżyć, nie mogąc znieść złego traktowania uciekli od swych matek i zatrzymali się na polanie nieopodal, by dać początek męskiemu gatunkowi. Odtąd prehistoryczne, olbrzymie orły przynosiły małych Tryskaczy na polanę, tam wykarmiała dzieci łania. Dwa ludzkie gatunki przez długi czas egzystowały równolegle, w oddalonych nieco tylko od siebie osadach, nie zdając sobie z tego nawzajem nawet sprawy.
Autorka prowadzi swą fabułę jednocześnie na dwóch płaszczyznach historycznych a pretekstem do ich przenikania są badania Rzymskiego historyka nad materiałami i źródłami historycznymi - to właśnie on opowiada nam historię Szczelin. Mężczyzna żyje w czasach Nerona - w jego narracji pobrzmiewa echo legendarnego pożaru Rzymu czy antypatii do chrześcijan jako zbrodniarzy i mącicieli porządku publicznego. Po jednym małżeństwie, które skończyło się śmiercią żony a potem synów służących w legionach, wiąże się on z młodziutką Julią, nie ma między nimi prawdziwej miłości, Rzymianin jest w pełni świadomy, iż żona go zdradza, obchodzą go jednak tylko dzieci - Lywia i Titus.
Wydawnictwo i rok wydania: Świat Książki, Warszawa 2008
Ilość stron: 270
Moja ocena: 5/6
Nagroda Nobla w 2007 roku.

czwartek, 11 marca 2010

Ten pamiętnik był moją wodą do obmycia duszy - "Dziennik jaskółki" - Amelie Nothomb

   "Dziennik jaskółki" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Amelie Nothomb. Szczerze powiem, nie wiedziałam czego się spodziewać po cieniutkiej książeczce znalezionej na bibliotecznej półce. Do jej przeczytania zachęcił mnie znajomo brzmiący tytuł. I choć książka nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie, to pozostawiła chęć dalszych spotkań z autorką na kartach jej prozy.
   Książka jest swoistym studium psychologicznym wypaczonej psychiki zwyrodnialca, który znajduje osobliwą przyjemność, ekstazę można by rzec nawet, w odbieraniu życia. Doznany zawód miłosny a potem także utrata pracy (był kurierem, wyrzucono go za potrącenie staruszka motorem), sprawiają, iż staje się on płatnym zabójcą. Nie jest on jednak bezmyślną maszyną do zabijania - mordowanie w jego wykonaniu urasta do rangi sztuki, do której dorabia on sobie swoją własną filozofię, wzbogaca o dziwaczne rytuały.
   Natchnieniem do kolejnych zbrodni jest dla Urbana (imię wymyślone przezeń na potrzeby "pracy") eksperymentalna muzyka Radiohead. Przed przystąpieniem do realizacji kolejnego zlecenia bohater wypełnia też obrzęd polegający na myciu rąk lodowatą wodą - jest to jego "akt oczyszczenia". W pewnym momencie można nawet stwierdzić, iż Urban od zabijania się uzależnia - "potrzebowałem dziennej dawki mordowania tak, jak inni tabliczki gorzkiej czekolady" rozmyśla bohater Nothomb. Odbieranie życia było dla Urbana czynnością wielce podniecającą - krew i sadyzm wzbudzały w nim erotyczny niepokój i pozwalały osiągać onanistyczne rozkosze, zaspakajać swą chorą seksualność.
   Wszystko zmienia się kiedy jako zlecenie otrzymuje rozkaz zabicia wysoko postawionego polityka, zabija też jego córkę, zwaną potem jaskółką. Jednak po śmierci swej ofiary konstatuje, iż jest w niej zakochany. Ta miłość odmienia całe jego dotychczasowe życie - postanawia zerwać z przeszłością, przestaje zabijać, zmienia imię na Innocenty (po francusku oznacza to niewinny). Aby zadośćuczynić swej ukochanej popełnia akt zjedzenia jej pamiętnika, bo wie, iż dziewczyna pragnęła ukryć go przed zawistnym światem.
Wydawnictwo i rok wydania: MUZA, Warszawa 2007.
Ilość stron: 76
Moja ocena: 4-/6