wtorek, 25 lutego 2014

Biblioteczka Nateczka: Wcale nie jak kura pazurem: Kura Adela. Jak kura zrobiła umywalkę - Joanna Krzyżanek, ilustracje: Zenon Wiewiórka

   Po co kurze umywalka? - spytacie. Normalnej kurze pewnie po nic, jednak Kura Adela jest kurą niezwykłą i dla niej zrobienie umywalki było doskonałym pretekstem do zapoznania dzieci z literkami. Bo powiem Wam szczerze, Adela, jak każda szanująca się kura sztukę czytania i pisania ma w małym... piórku i gorąco pragnie obalić mit, jaki na drób nałożyło wielce krzywdzące i niemające żadnych podstaw przysłowie o "bazgraniu, jak kura pazurem". 
   Opowieści o kurze Adeli tworzą cykl swoistych elementarzy, z których każdy obsługuje trzy literki alfabetu. I tak pierwsza część owej serii, "Jak kura zgubiła pióra" przybliża małym czytelnikom literki B, P i D; natomiast część trzecia, "Jak kura nie chciała być kurą" obsługuje litery Y, K oraz T. My natomiast mieliśmy przyjemność zapoznać się z książeczką, w której wspólnie z nieco ekscentryczną, ale zabawną i sympatyczną kwoką moje dziecko poznało litery W, U i M. Z pewnością wkrótce ukażą się kolejne tomy przygód kury Adeli, w których bohaterkami będą również kolejne znaki alfabetu - ja i Natan czekamy na nie niecierpliwie, bo taka forma zdobywania wiedzy jest tym, co nam zdecydowanie bardzo odpowiada.

   Nauka przez zabawę, taka niewymuszona, mimochodem odnosi często lepsze efekty, niż nakazanie "pójdź dziecię, ja cię uczyć każę". Kolejne wiadomości wpadają do głowy zupełnie przy okazji i wiją tam sobie gniazdka, by obudzić się ze snu, gdy w przyszłości okażą się potrzebne. A nawet jeśli nie, nawet jeśli żadna wiedza nie zostanie w ten sposób przyswojona... Trudno. Wszak sam fakt obcowania z literaturą jest już wystarczającym powodem by po tę czy inną pozycję sięgnąć. A po kurę Adelę sięgnąć warto przede wszystkim dlatego, że jest to pozycja przezabawna, napisana prostym językiem, łatwo przyswajalnym już dla małych dzieci (mój trzylatek słuchał bardzo uważnie). Percepcji treści przez maluchy sprzyjają tez liczne powtórzenia fraz, które dorosłym mogą wydać się nieco nużące (jak tak czytałam drugi raz te same niemal zdania, przyznaję, myślałam, że zwątpię, jednak w końcu uświadomiłam sobie: "Kurcze, przecież to nie jest książka dla mnie, to nie jest żadne "zapychanie" tekstu. To jest dzieciom potrzebne, by mogły przyswoić opowieść, "przetrawić" ją i poczuć się w niej jak w swojej bajce. Coś jak refreny w piosenkach." I odtąd czytałam już bez słowa sprzeciwu).

   "Jak kura zrobiła umywalkę" to zbiorek trzech opowieści, objętościowo do przeczytania na jeden raz, w sam raz na możliwości koncentrowania się już trzylatków, w sam raz na opowieść do czytania przed snem, tak, że wraz z końcem opowieści o Adeli dziecko zdąży już smacznie usnąć. Każda z tych historii poświęcona jest jednej literce, a co za tym idzie napisana tak, by zgromadzić jak największą ilość wyrazów zaczynających się tą konkretną literą. Wyrazy te są wyróżnione kontrastującym z resztą tekstu pomarańczowym kolorem. Co do zasadności tego zabiegu mam pewne wątpliwości, bo czy na przykład nie lepiej byłoby wyróżnić same dane litery? W przypadku, gdy wyróżniony jest wyraz, dziecko może się zwyczajnie zagubić i nie zrozumieć; źle zapamiętać wzrokowo i po prostu się zdezorientować. Ale może to ja jestem złą wróżką i dzieci są inteligentniejsze, niż mi się wydaje; może to jest właśnie metoda na umieszczenie liter w kontekście wyrazu, nadania im sensu... Zobaczymy, przyszłość (niedaleka, bo dziecię moje liter już zaczyna być ciekawe) zasadność tego zabiegu zweryfikuje. 
   Kura Adela przeżywa mnóstwo niebanalnych przygód, pakuje się w tarapaty, snuje niesamowicie pasjonujące rozważania, a wierzcie mi, kurza wyobraźnia nie zna granic. Jak się okazuje nawet zwykłe i banalne zrobienie makaronu może urastać do rangi emocjonującego wyzwania. Natomiast ucieczka przed upałem nad morze i wyobrażanie sobie potencjalnego towarzysza błogiego wypoczynku zaowocować może wizją uszatki fanatycznie zafascynowanej ułamkami i spragnionej bezustannego nauczania o nich Adeli. Latami. No i jeszcze kąpiel w tytułowej umywalce i zabiegi ufoludka, który wprost pragnął popluskać się w niej wspólnie z kurą. Ta jednak wolała wielbłąda, wilka czy choćby wieprza. Doprawdy fascynujące i pobudzające malutką wyobraźnie. Bo co może zrobić taki wielbłąd, ze kurze bardziej opłaca się kąpać z ufoludkiem? Ano może wypić wodę... A wilk? Wilk?! Tego to już lepiej sobie nie wyobrażać. Wilk zje kurę ze smakiem. No i jeszcze wróble, które się zlecą caaałym stadem. Nie, to już może lepiej się popluskać z ufoludkiem. Sama się nieraz uśmiechałam do siebie w myślach, co też ta Krzyżanek nawymyślała, niby to proste, ale spróbujcie dziecku opowiedzieć bajkę...
   Duet Krzyżanek i Wiewiurka znamy z Natanem już choćby ze "Smacznego elementarza" i innych książek z cyklu przygód Cecylki Knedelek, jednak nieodmiennie bawi nas żartobliwe podejście do świata w opowieściach autorki i nieco groteskowe i karykaturalne, acz niesamowicie sympatyczne postaci stworzone przez ilustratora. Uwielbiamy te żywe, energetyczne kolory; tą skłonność do przesady w kresce, co daje prześmieszny efekt. W ogóle cała publikacja została przygotowana z największą starannością i wypełniona treścią po brzegi. Bardzo duża czcionka i przejrzysty układ książki (tekst po lewej stronie, ilustracje po prawej; podsumowanie każdej literki po historyjce, której była bohaterką poprzez mniej lub bardziej absurdalne, ale oczywiste dla dzieci, porównania - jak choćby M zrobione z ogonka małpki Meli, a także ich wizualizacje) dopełnione zostały poprzez liczne szczególiki. Szczególiki, jak na przykład wiersz rozpoczęty na samym początku, wręcz na wewnętrznej stronie okładki, a dokończony na okładce książkę zamykającej; czy niezwykłe autoprezentacje autorki - Joanny Krzyżanek, która lubi być mokra jak kura i ilustratora - Zenona Wiewiurki, który woli rosołek z kury - i ich zabawnymi karykaturami. Aż miło się robi i cieplej na serduchu, że to tacy swojscy i pełni dystansu do siebie ludzie przygotowali książkę, którą oddajemy w dziecięce łapki naszych maluchów. My polecamy.
Tekst stanowi oficjalną recenzję napisaną dla serwisu LubimyCzytać.pl
Wydawnictwo, miejsce i data wydania: Debit, Bielsko-Biała 2013.
Ilustracje: Zenon Wiewiurka.
Wydanie: I.
Ilość stron: 90.
Moja ocena: 5/6

piątek, 21 lutego 2014

Stosik - a Ty, po ilu książkach się uśmiechniesz?:)

   Nowa książka to zawsze obietnica. To bilet na podróż, nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. To drzwi do innego, nieznanego nam jeszcze świata, które możemy uchylić i zamknąć, kiedy tylko nam przyjdzie ochota. Kuszą, pozwalają oderwać się od rzeczywistości. O drugiej w nocy, w tej bezsennej nocy nie zadzwonisz do przyjaciela, niech śpi. Książkę wziąć możesz zawsze, zawsze jest dobra pora i już masz towarzystwo z oddaniem i zaangażowaniem opowiadające ci swoją historię, wobec której - są na to duże szanse - twoje problemy wydadzą się błahe i nieistotne.
   Ale co ja Wam będę tu pisać, jak Wy to wszystko doskonale wiecie i świetnie rozumiecie. Jedna nowa książka do głaskania i wąchania robi człowiekowi cały dzień. Cudowne uczucie spoglądać na piętrzący się stosik pachnących jeszcze farbą drukarską książek. Chcecie zobaczyć moje najnowsze powody do uśmiechu? No to proszę bardzo:)
1) Sucha sierpniowa trawa - Anna Jean Mayhew - recenzyjna dla LubimyCzytac.pl - pochłonęłam w dwa dni chyba, świetna, wciągająca ale i smutna opowieść. Amerykańskie Południe w latach 50-tych, czas szalejącego rasizmu i pogardy ze strony białych mieszkańców Ameryki wobec ich czarnoskórych rodaków widziane oczami kilkunastoletniej dziewczynki. Książka przypominająca nieco "Sekretne życie pszczół", bardzo klimatyczna iskłaniająca do refleksji.
2) Rodzina Casteel - Virginia C. Andrews - recenzyjna dla LubimyCzytać.pl, już zrecenzowana. Rozpoczyna ona kolejny cykl, obok Dollangangerów, opisujący życie pewnej rodziny, a właściwie losy dzieci w niej się wychowujących. Bardzo, bardzo wciągająca. 
3) I góry odpowiedziały echem - Khadel Hosseini - 2/3 nagrody w konkursie Albatrosa na opowiadanie kończące się tytułem tej właśnie książki. Książka w wielu rankingach utrzymująca się w ścisłej czołówce, zbierająca wiele pozytywnych recenzji. Jestem jej bardzo ciekawa, ale poprzeczkę stawiam dość wysoko i nie zadowoli mnie byle co. W ogóle powieści Hosseiniego chodzą za mną od bardzo dawna, a że mam własne ich egzemplarze, to paradoksalnie pewnie jeszcze długo się z nimi nie zapoznam;)
4) To nie jest kraj dla starych ludzi - Cormac McCarthy - do recenzji dla Wydawnictwa Literackiego. Każdy, kto czyta mojego bloga wie, że bardzo lubię prozę tego pisarza, mimo jej mrocznego klimatu i dość przerażającej atmosfery. Do tej książki zrobiłam kiedyś jedno podejście, ale odłożyłam ją wtedy, teraz mam nadzieję poznać całość. Chcę położyć kres przekonaniu, które gdzieś tam we mnie się zalęgło, że jest to jego najsłabsza powieść. Mam nadzieję, że będzie mi dane zmienić zdanie. Okładka hipnotyzująca, podoba mi się o wiele bardziej niż poprzednia, filmowa.
5) Zasrane życie mojego ojca, zasrane życie mojej matki i moja zasrana młodość - Andreas Altmann - recenzyjna od Czarnej Owcy - opowieść o życiu z weteranem wojennym i jego przeżyciami, które kładą się mrocznym cieniem na teraźniejszości i przyszłości jego rodziny i zmieniają życie jego bliskich w dramat. Nie będzie to łatwa ani przyjemna historia, ale jakoś czułam potrzebę jej poznania. 
6) Zadyma w dzikim sadzie - Kiran Desai - również do recenzji od Wydawnictwa Literackiego - ma być lekko, śmiesznie, karykaturalnie, ale i nieco metaforycznie przy okazji. I szalenie podoba mi się jej wydanie książek Desai w wersji Literackiego. Naprawdę przyjemnie się patrzy na tę książkę. No i... Indie. Zacieram ręce:)
7) Złodziejka książek - Markus Zusak - recenzyjna od Naszej Księgarni - przepiękna okładka, cudne wydanie, no napatrzyć się na nią nie mogę. Rozkosznie gruba, w środku jakieś rysunki, pięć rodzajów czcionek... no wyróżnia się, jednym słowem. Ameryki tu pewnie nie odkrywam, bo wszyscy w blogosferze toną w zachwytach na jej temat, więc pewnie jestem ostatnią osobą, która jej jeszcze nie czytała. I dobrze, najlepsze wciąż przede mną:)
8) Pionierzy - Marta Dzienkiewicz - do recenzji dla LubimyCzytać.pl - moim zdaniem pozycja obowiązkowa na półce każdego dziecka. O nauce, wynalazkach i podróżach autorka opowiada tu z taką pasją, fakty historyczne przekazuje w tak strawnej formie, a ludzi-ikony odłupuje z wapiennej skorupy, w którą zakuła ich historia. I założę się, że po jej przeczytaniu Wasze pociechy nie będą chciały być już strażakami czy piosenkarkami innymi, ale zamarzy im się kariera chemiczki bądź łamacza szyfrów. Do tego bardzo designerska grafika (całe strony wypełnione ilustracjami) no i ten zapach farby drukarskiej, który ku naszej uciesze (bo my książki wąchamy) wciąż się z tą samą intensywnością co na początku utrzymuje. Dla mnie bomba.
9) Wierszyki rodzinne - Michał Rusinek - recenzyjna dla LubimyCzytać.pl - Druga, po "Wierszykach domowych" antologijka wierszy dla dzieciaków skupionych tym razem wokół tematyki więzi rodzinnych. Autor wspina się na kolejne gałęzie drzewa genealogicznego, spotyka przeróżnych przodków (i kilku chyba przodków) i o każdym z nich ma do opowiedzenia przezabawną historyjkę. Do tego piękne, kolorowe i sympatyczne ilustracje Joanny Rusinek. Super sprawa:)
10) Zagadki jeża Pepe. Kości - Rozalia Niedźwiecka - recenzyjna od wydawnictwa Raducha - pierwsza z cyklu "Zagadki jeża Pepe", przeczytaliśmy ją już i bardzo nam się spodobała. Trzyma w napięciu malucha, to pewne; ja sama też miałam niezłą zagwozdkę, któż może być złodziejem Muchomorowych kości. Przepiękna szata graficzna, cudne kolory i jakaś taka dobroduszna wymowa tej opowieści. 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Biblioteczka Nateczka: "(...) chciałabym ją czytać, czytać..."* - Cudowna studzienka. Baśnie polskie - opracowała Joanna Papuzińska, ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska

  Wpadnie tylko na chwilkę, na obiad nie będzie miał czasu,  zresztą z obiadem czeka na niego żona. Musi odebrać jeszcze dziewczynki ze szkoły, potem ma spotkanie i milion spraw do załatwienia na przedwczoraj, poprosi więc tylko o herbatę.  - Może rogaliki zjesz, z czekoladą, twoje ulubione, wczoraj piekłam. - Nie mamo, dziękuje, muszę ograniczać słodycze, prezencja, te sprawy - odpowie, nieznacznie tylko luzując krawat.  - Myślałam... jako dziecko za nimi przepadałeś... - Z wielu rzeczy się wyrasta, mamo - ton jego głosu zadrży nutką leciutkiego zniecierpliwienia, wyczuwalną tylko dla tych, którzy go dobrze znają. - Mamo, a pamiętasz taką książkę, w czerwonej okładce chyba, na niej narysowana była jakaś królewna. Taką z bardzo kolorowymi obrazkami, o diabłach i zmorach... - wzrok mojego syna rozbłyśnie tą znajomą iskierką, jak zawsze w chwilach, gdy coś go bardzo zaaferowało. Podam mu wtedy wyciągniętą z półki bez chwili wahania niczym z własnej kieszeni "Cudowną studzienkę" lekko tylko wyblakniętą, z delikatnymi zagnieceniami na grzbiecie, a on ujmie ją po raz pierwszy silnymi męskimi dłońmi. Mój kochany, mały synek. - Pamiętam, jak budowaliśmy sobie namiot z koców i czytaliśmy te baśnie przy świetle latarki... - powie łagodnym głosem, w którym czuć będzie lekkie wzruszenie. - Tak, albo jak byłeś chory na ospę i upodobałeś sobie bajkę "O zajączku sprawiedliwym", a ja czytałam ci ją milion razy, do znudzenia i do późna w nocy, bo nie mogłeś usnąć...  - Pamiętam, mamo, pamiętam - powie dopijając herbatę i zamykając czerwone okładki.  -Mogę? Poczytam dziewczynkom - poprosi, jak zawsze, gdy mu na czymś bardzo zależy; mój mały synek. Za dwa dni zadzwoni telefon.  - Wiesz mamo, przeczytałem całą. I znów poczułem się jak dziecko. 
   Bo książki to coś więcej, niż przedmioty, bo książki łączą pokolenia, zatrzymują czas, pozwalają nam w nim podróżować; szczególnie te wyjątkowe, te, które towarzyszą nam od wczesnego dzieciństwa. Bo książki, to my. Dlatego właśnie tak sobie marzę, że za lat trzydzieści moje dziecko przekaże opowieści zawarte w tym zbiorku swoim dzieciom, a potem one swoim, jak rodzinną pamiątkę, jak najcenniejszy rodzinny skarb. Dlaczego właśnie tę? - spytacie. Bo właśnie ona sięga do korzeni, do tego, z czego wyrośliśmy i czym jesteśmy. To taki skarbczyk narodowej opowieści, przełożona na słowa polska tożsamość. Coś niezwykle kruchego i eterycznego w dobie powszechnej globalizacji; coś, co płonie nikłym już płomykiem, który trzeba ochronić takimi właśnie tekstami polskiej kultury niczym złożonymi dłońmi od porywczego wiatru homogenizacji. Zawarte w niniejszym wyborze opowieści napisali lub spisali tacy słynni polscy pisarze, jak choćby Jan Kasprowicz, Józef Ignacy Kraszewski, Gustaw Morcinek, Henryk Sienkiewicz czy Adolf Dygasiński. To oni i kilka innych osób ujarzmili i w szaty opowieści przyodziali niepowtarzalnego ducha naszego narodu.
   Baśnie składające się na ten wybór to historie pełne staropolskiej ludowej mądrości, przesycone dawnymi wierzeniami, nieraz dające wyraz wierze w transcendentną sprawiedliwość i odwieczny porządek świata. Pełnią one raczej rolę egzemplifikacyjną i są często bardziej drogowskazami wartości moralnych i etycznych, niż źródłem rozrywki, niemniej jednak ich lektura może stanowić wspaniałą przygodę i zabrać nas w pasjonującą podróż w czasie, podczas której być może uda nam się zrozumieć kim jesteśmy i co wyróżnia nas spośród innych narodów Europy. Każda z tych baśni odkrywa przed nami świat, który dawno już przeminął, dlatego wiele aspektów w tej książce może być dla dzieci niezrozumiałych. Daje to moim zdaniem jednak idealny bodziec do wielu rozmów i poszukiwań, podsyca pasję odkrywania, sygnalizuje, że rzeczywistość, w której żyjemy jest tylko jedną z alternatywnych oraz stanowi idealny punkt wyjścia do zainteresowania dziecka historią. 
  
Również płaszczyzna języka i stylu przesycona jest staropolską atmosferą dzięki temu, w jaki sposób prowadzona jest narracja. Skoro przemawiają do nas z kart "Cudownej studzienki" legendarne postaci, to mają one prawo przemawiać legendarnym językiem, z którym nasze dziecko będzie miało okazję spotkać się chyba tylko w szkole. Dlatego może warto zaserwować mu poprzez lekturę tej książki choć namiastkę tradycji zamkniętej w języku przodków, może warto odkurzyć tę staropolska mowę w czasach potopu amerykanizmów; ocalić choć jeden jej pierwiastek od zapomnienia. Sama autorka również celowo nie przesiała tych cudownych polnych kwiatów polskiej mowy przez sito uproszczeń tworząc ów zbiorek:
"Przygotowując ten wybór, uwspółcześniłam pisownię i wyjaśniłam niektóre archaizmy, ale nie wszystkie, bo chciałam, by czytelnik mógł poczuć smak staropolskiej mowy."**
I bardzo dobrze, kontentnam z tego powodu. A co przekracza możliwość zrozumienia, to wyjaśnione w słowniku na końcu książki. Nie ma tych wyjaśnień wiele, bo też nie w tym rzecz, by przedzierać się przez chaszcze słów niezrozumiałych, odbierając sobie tym samym radość przebywania w opowieści. Nie, słowa takie pojawiają się tylko sporadycznie i proszą wprost o to, by mogły zostać wyartykułowane i wybrzmieć pod XXI wiecznymi strzechami.

   Propaguje się tu takie cechy charakteru, jak odwaga i spryt; dobroć również, jednak przykłady niektórych baśni pokazują, że trzeba ostrożnie dobierać ludzi (a właściwie osoby; bo tu akurat pomoc niedźwiedziowi okazała się błędem), którym się pomaga, bo może się to czasami obrócić przeciwko nam. „Cudowna studzienka” ukazuje życie bez upiększeń, serwuje czytelnikom surową prawdę o ludzkim losie. Baśniom znajdującym się w zbiorku daleko do lukrowych opowieści rodem ze świata Disney'a - to opowieści brutalne i okrutne - o wiele im bliżej do tych snutych przez braci Grimm w wersji nieocenzurowanej. Często też są one tak straszne, że raczej nie polecałabym czytanie ich dzieciom na dobranoc. Przez karty opowieści wybranych dla nas przez Joannę Papuzińską przewija się niejeden diabeł, często możemy usłyszeć jak przez szelest kart studzienki dobiegnie nas echo przeraźliwego wycia upiora; strzec się trzeba bezwzględnych zbójów, którzy zabijają każdego, nie wahając się podnieść ręki uzbrojonej w nóż i zatopić go w szyi swej starutkiej matki... Nic tu jednak nie jest napisane bezcelowo, a z każdej historii wypływa dla czytelnika ważna nauka - za grzechy się tu pokutuje, nie ma zbrodni bez kary, a odważni, cierpliwi i sprytni zostają sprawiedliwe i sowicie nagrodzeni. Ta książka to pochwała zdroworozsądkowego sposobu pojmowania świata; świata, który niestety przeminął. 

   Każda książka dla dzieci ma dwóch autorów, jeden z nich jest tym, który snuje opowieść, drugi - ją wizualizuje, ożywia, wspomaga kształtującą się dopiero wyobraźnię dziecka poprzez ilustrację. Jeśli więc chodzi o aspekt obrazów, które możemy podziwiać w "Cudownej studzience", tak podziwiać właśnie, bo według mnie są to prawdziwe dzieła sztuki, wyczarowała je dla nas z tęczy chyba Elżbieta Wasiuczyńska. Otwieramy książkę i zalewa nas istna feeria barw; kolory nasycone, żywe, jaskrawe, mocno ze sobą kontrastujące i wydobywające się nawzajem. Obrazy skomponowane przez ilustratorkę są tak wielowymiarowe, że łącza w sobie zarówno sensy dosłowne opowieści, jak i ich znaczenia metaforyczne, a to wszystko zamknięte jest w formie słowiańskiego folkloru, pewnej ludowej toporności wyrazu artystycznego właściwej wiejskim artystom. Jestem pod ogromnym wrażeniem tych ilustracji. To wykwintne połączenie abstrakcji z dosłownością; wyrafinowany miraż twardej rzeczywistości z eteryczną magią oddanej jedynie za pomocą odpowiednio wyważonych odcieni barw i kilku prostych pociągnięć pędzla, tak, że czuje się drzemiąca w tej prostocie siłę i mądrość ludu. A wszystko wiruje, jak pasiasta ludowa spódnica w tańcu rozhulanej wieśniaczki. Mistrzostwo! 

    Zresztą bardzo wymowna jest geneza powstania owego wyboru staropolskich baśni – inspiracją do pracy nad tego typu książką, był dla Joanny Papuzińskiej posiadany w dzieciństwie i od dzieciństwa ukochany, do bólu zaczytany „Bajarz polski”, posiadający nota bene również czerwoną okładkę. Autorka zdradza czytelnikom, ze po dziś dzień posiada ów egzemplarz, mocno sfatygowany, z brakującymi stronami; nie może jednak się z nim rozstać, bo ma dla niej ogromną wartość sentymentalną. Jak więc widać, książki mają ogromną moc. Mam wielką nadzieję, że „Cudowna studzienka” okaże się takim „Bajarzem” dla mojego dziecka. 

Tekst stanowi oficjalną recenzję napisaną dla serwisu LubimyCzytać.pl
*s. 9.
**s. 365
Wydawnictwo, miejsce i data wydania: Media Rodzina, Poznań 2013.
Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska.
Wydanie: I. 
Ilość stron: 368.
Moja ocena: 6/6

Recenzja bierze udział w wyzwaniu W 200 książek dookoła świata.

środa, 22 stycznia 2014

Nowe wyzwanie: W 200 książek dookoła świata

   Żadnych wyzwań już miałam nie podejmować, ale to jedno w końcu mnie skusiło. W sumie sama jestem ciekawa, jak wiele państw i zakątków świata uda mi się zwiedzić na kartach książek - niczym na latającym dywanie - w ciągu tego roku. Stawiam bowiem sobie za cel odwiedzenie jak największej ich ilości, co być może wpłynie na większą różnorodność lektur, ich tematyki, pozwoli czegoś nowego czytelniczo doświadczyć.
   200 książek może przerażać. Musiałabym być co najmniej naiwna sądząc, że uda mi się przeczytać chociażby po jednej książce z każdego kraju. Wątpię nawet, czy na polskim rynku dostępny jest dostępny choćby jeden tytuł z każdego kraju świata. Ale to dobrze, że to wyzwanie zmusza do poszukiwań, bo tylko szukając można coś znaleźć; często coś innego, niż byśmy chcieli, ale jednak. Póki co nazwy niektórych państw są dla mnie nie do wymówienia - mam nadzieję, że po roku zabawy zmieni się to diametralnie. Że wypuszczę się dzięki temu wyzwaniu w nieznane, niekoniecznie bezpieczne rejony, ale odkryję nieodkryte i dostarczy mi to ogromnej satysfakcji. 
   Kryterium doboru lektur jest tu narodowość autora, co może stanowić niejaki problem, jednak wydaje mi się on do przeskoczenia, będzie za to doskonałą okazją do przestudiowania sylwetek autorów, pochylenia się nad osobami, które dla nas te wspaniałe lub mniej wspaniałe książki napisali, lepszego zrozumienia przekazu treści, które spod ich piór wypłynęły... Resztę zasad możecie sobie doczytać na blogu autorki wyzwania (KLIK). 

Lecę szperać w swojej biblioteczce w poszukiwaniu książek autorów z całego świata. Znacie jakieś godne polecenia książki egzotycznych autorów? Jeśli tak, to piszcie:)

1) Abchazja (państwo nieuznawane)
2) Afganistan
Khadel Hosseini - Chłopiec z latawcem
Khadel Hosseini - Tysiąc wspaniałych słońc
Khadel Hosseini - I góry odpowiedziały echem
3) Albania
4) Algieria
Yasmina Khadra - Co dzień zawdzięcza nocy
5) Andora
6) Angola
Jose Eduardo Agualusa - Żony mojego ojca
7) Antigua i Barbuda
8) Arabia Saudyjska
9) Argentyna
10) Armenia
11) Australia
Klaps - Christos Tsiolkas
Markus Zusak - Złodziejka książek
12) Austria
13) Azerbejdżan

14) Bahamy
15) Bahrajn
16) Bangladesz
17) Barbados
18) Belgia
19) Belize
20) Benin
21) Bhutan
22) Białoruś
23) Boliwia
24) Bośnia i Hercegowina
25) Botswana
26) Brazylia
27) Brunei
28) Bułgaria
29) Burkina Faso
30) Burundi

31) Chile
Isabel Allende
Hernan Rivera Letelier - Sztuka wskrzeszania
32) Chiny
MianMian - Cukiereczki
Ha Jin - Oczekiwanie
Mingmei Yip - Pawilon Kwiatu Brzoskwini
Liao Yiwu - Prowadzący umarłych 
33) Chorwacja
34) Cypr
35) Cypr Północny (państwo nieuznawane)
36) Czad
37) Czarnogóra
38) Czechy

39) Dania
40) Demokratyczna Republika Konga
41) Dominika
42) Dominikana
43) Dżibuti

44) Egipt
Jusuf Idris - Grzech
45) Ekwador
46) Erytrea
47) Estonia
48) Etiopia

49) Fidżi
50) Filipiny
51) Finlandia
52) Francja
Philippe Dijan - Nieczystości

53) Gabon
54) Gambia
55) Ghana
56) Górski Karabach (państwo nieuznawane)
57) Gracja
58) Grenada
59) Gruzja
60) Gujana
Sharon Maas - Hinduskie zaślubiny
61) Gwatemala
62) Gwinea
63) Gwinea Bissau
64) Gwinea Równikowa

65) Haiti
66) Hiszpania
Yann Martel - Życie Pi
Luz Gabas - Palmy na śniegu
Reyes Monforte - Burka miłości
67) Holandia
68) Honduras

69) Indie
Sarita Mandanna - Tygrysie Wzgórza
Kiran Desai - Brzemię rzeczy utraconych
Kiran Desai - Zadyma w dzikim sadzie
Chitra Benerjee Divakaruni - Aranżowane małżeństwa
70) Indonezja
71) Irak
72) Iran
Parinoush Saniee - Księga przeznaczenia
73) Irlandia
John Boyne - Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa
74) Islandia
75) Izrael
Alona Kimchi - Płacząca Zuzanna (? - autorka urodzona na Ukrainie)

76) Jamajka
77) Japonia
Yoko Ogawa - Miłość na marginesie
Haruki Murakami - Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa
78) Jemen
79) Jordania

80) Kambodża
Vaddey Ratner - W cieniu drzewa banianu 
81) Kamerun
82) Kanada
83) Katar
84) Kazachstan
85) Kenia
86) Kirgistan
87) Kiribati
88) Kolumbia
Gabriel Garcia Marquez - Nie wygłoszę tu mowy
James Canon - Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn
89) Komory
90) Kongo
91) Korea Południowa
92) Korea Północna
Kim Yong - Długa droga do domu
93) Kosowo (państwo nieuznawane) 
94) Kostaryka 
95) Kuba
96) Kuwejt

97) Laos
98) Lesotho
99) Liban
100) Liberia
101) Libia
102) Liechtenstein
103) Litwa
104) Luksemburg
105) Łotwa

106) Macedonia
107) Madagaskar
108) Malawi
109) Malediwy
110) Malezja
111) Mali
112) Malta
113) Maroko
Tahar Ben Jelloun - Dziecko piasku
114) Mauretania
115) Mauritius
116) Meksyk
117) Mikronezja
118) Mjanma
119) Mołdawia
120) Monako
121) Mongolia
122) Mozambik

123) Naddniestrze (państwo nieuznawane)
124) Namibia
125) Nauru
126) Nepal
127) Niemcy
Ana Veloso - Pieśń kolibra
128) Niger
129) Nigeria
Helen Oyeyemi - Mała Ikar
130) Nikaragua
131) Norwegia
132) Nowa Zelandia

133) Oman
134) Osetia Południowa (państwo nieuznawane)

135) Pakistan
136) Palau
137) Palestyna (państwo nieuznawane)
Susan Abulhawa - Wiatr z północy
138) Panama
139) Papua - Nowa Gwinea
140) Paragwaj
141) Peru 
Mario Vargas Llosa
142) Polska
Michał Rusinek - Wierszyki rodzinne
Joanna Papuzińska - Cudowna studzienka. Baśnie polskie
Marcin Mortka - Podróże Tappiego po Szumiących Morzach
Anna Klejzerowicz - Czarownica
143) Portugalia
Jose Luis Peixoto - Puste spojrzenie

144) Republika Południowej Afryki
145) Republika Środkowoafrykańska
146) Republika Zielonego Przylądka
147) Rosja
Paullina Simons - Jedenaście godzin
Andrei Makine - Kobieta, która czekała
Ilja Bojaszow - Wędrówka Murriego
148) Rumunia 
149) Rwanda
Leah Chishugi - Ucieczka z raju

150) Sahara Zachodnia (państwo nieuznawane)
151) Saint Kitts and Nevis
152) Saint Lucia
153) Saint Vincent i Gerandyny
154) Salwador
155) Samoa
156) San Marino
157) Senegal
158) Serbia
159) Seszele
160) Sierra Leone
161) Singapur
162) Słowacja
Alexandra Salmela - 27, czyli śmierć tworzy artystę
163) Słowenia
164) Somalia
165) Somaliland (państwo nieuznawane)
166) Sri Lanka
167) Stany Zjednoczone
Cormac McCarthy - To nie jest kraj dla starych ludzi
Eowyn Ivey - Dziecko śniegu
Anna Jean Mayhew - Sucha sierpniowa trawa
Sally Gunning - Wojna wdowy
Adam Johnson - Syn zarządcy sierocińca
Lisa See - Miłość Peonii (amerykańska pisarka chińskiego pochodzenia)
Amy Chua - Bojowa pieśń tygrysicy
Alice Hoffman - Gołębiarki
168) Suazi
169) Sudan
170) Sudan Południowy
171) Surinam 
172) Syria
173) Szwajcaria
Corinne Hofmann - Biała Masajka
174) Szwecja
Anna Jorgensdotter - Córki gór
Majgull Axelsson - Dom Augusty
Jonas Jonasson - Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

175) Tadżykistan
176) Tajlandia
177) Tajwan (państwa nieuznawane)
178) Tanzania
179) Timor Wschodni
180) Togo
181) Tonga
182) Trynidad i Tobago
183) Tunezja
184) Turcja
185) Turkmenistan
186) Tuvalu

187) Uganda
Moses Isegawa - Gniazdo węży
188) Ukraina
Oksana Zabużko - Siostro, siostro
189) Urugwaj 
190) Uzbekistan

191) Vanuatu
192) Watykan
193) Wenezuela
194) Węgry 
195) Wielka Brytania
J. K. Rowling - Trafny wybór
Tahir Shan - Dom Kalifa. Rok w Casablance
Caryl Phillips - Odległy brzeg
196) Wietnam
197) Włochy 
Michela Murgia - Accabadora
Anna Maria Scarfo, Cristina Zagaria - Napiętnowana
Kuki Gallmann - Marzyłam o Afryce
198) Wybrzeże Kości Słoniowej
199) Wyspy Marshalla
200) Wyspy Salomona
201) Wyspy Świętego Tomasza i Książęca

202) Zambia
203) Zimbabwe
204) Zjednoczone Emiraty Arabskie

wtorek, 14 stycznia 2014

Biblii przepisywanie - "Rodowód Łaski: Tamar" - Francine Rivers

   "Rodowód Łaski" to cykl opowieści zainspirowanych pięcioma kobietami z genealogii Jezusa Chrystusa, które swą postawą, czynami i słowami dawały świadectwo o wielkości, mądrości i nieskończonym Bożym miłosierdziu, a każda z nich jest ostoją pewnej cnoty - Tamar ten cykl otwierająca to kobieta nadziei (wkrótce przeczytać będziemy mogli również o Rachab uosabiającej wiarę, Rut - miłość, o Batszebie niosącej prawdę o mocy przebaczenia oraz o będącej wzorem posłuszeństwa Marii). Kobiety te żyły na przestrzeni wieków, w których płeć piękna nie miała  łatwego losu, będąc wartą jedynie tyle, na ile wycenili ją ojcowie, mężowie czy w końcu synowie. 
   Historia Tamar osadzona jest w czasach kiełkującego ledwie chrześcijaństwa. Juda, teść Tamar, jest bowiem synem Jakuba - Izraela, a jego pradziadem jest Abraham, któremu ukazał się Bóg i z którym zawarł przymierze. Według tradycji biblijnej, Bóg ukazywał się również ojcu Judy, Jakubowi. Juda dźwiga na swych barkach ogromny ciężar przytłaczającej go tajemnicy i zbrodni, której się dopuścił - on bowiem był bratem biblijnego Józefa. Tego samego, którego bracia w swej nienawiści i zazdrości sprzedali kupcom podążającym do Egiptu; ojcu, który kochał tego syna bardziej niż pozostałych powiedzieli natomiast, iż Józefa pożarło dzikie zwierzę. To właśnie ten biblijny epizod jest punktem wyjścia dla opowieści o losach Tamar. W noweli pobrzmiewają również echa zniszczenia Sodomy i Gomory, które zostały unicestwione z ręki Boga z powodu panujących w nich nierządu i moralnego rozpadu. 
   Tamar została wybrana przez Judę do przedłużenia linii genealogicznej jego rodu. Gdy sprzeciwiła się ojcu, który chciał za jej pomocą zawrzeć sojusz z rodziną jej przyszłego teścia zagrożono jej ukamienowaniem. 
   "Była towarem na sprzedaż, narzędziem do zawarcia sojuszu pomiędzy dwoma klanami, ofiarą złożoną w imię gwarancji pokoju. "*
Gdy oddano ją Judzie miała zaledwie czternaście lat. Również później rola dziewczyny ograniczyła się do uległości wobec rodziny swego męża i podejmowaniu wszelkich starań, by urodzić jego domowi wielu dziedziców. Była poniewierana i maltretowana przez okrutnego męża, znienawidzona przez teściową, która nie omieszkała wypominać dziewczynie swej pogardy, jaką ku niej żywiła na każdym kroku. Nikt nie stawał w jej obronie, w nikim nie miała oparcia, od nikogo nie otrzymała pomocy. Również dalsze losy dziewczyny przyprawiają czytelnika, wyrosłego w zachodniej kulturze i mierzącego postępowanie bohaterów miarą europejskiego humanizmu, oburzenie, przerażenie i sprzeciw wynikający z poczucia dojmującej niesprawiedliwości. Tamar jest jednak niezłomna, nie zna strachu, przekłada dobro innych nad swojej własne i kieruje się wiernością i poczuciem swoich powinności a nie emocjami. Zdecydowanie jej domeną jest nadzieja - inaczej, bez jej pomocy, nie byłaby w stanie znieść tego, co stało się jej udziałem.
   Seria "Rodowód Łaski" została pomyślana jako cykl przeznaczony do kontemplacji, zastanowienia i przemyślenia przez wyznawców religii chrześcijańskiej. Na końcu książki autorka przygotowała wiele pytań i fragmentów egzemplifikacyjnych pochodzących z Pisma Świętego, wiele zagadnień do rozważania, które w swym zamyśle mają doprowadzić do znalezienia rady i pocieszenia w słowie bożym. Wszyscy czytelnicy, którzy wybiorą tę książkę do lektury ze względu na tenże jej aspekt powinni czuć się według mnie usatysfakcjonowani. Ja jednak szczerze mówiąc nie przepadam za tego typu zjawiskami w literaturze, dlatego tę część "Rodowodu" jedynie pobieżnie przejrzałam.
   Lubię historie zainspirowane Biblią, lubię wszelkie apokryficzne wariacje literackie. Jednak na moją ocenę tego typu publikacji wpływa przede wszystkim jakość ich walorów literackich. Jeśli powieść jest porządnie napisana ,to nie ma dla mnie znaczenia, jak autor odczytuje Pismo Święte - jako tekst kultury, czy jako źródło słowa bożego. Jednak w przypadku opowieści o losach Tamar autorce zabrakło polotu w kwestii fikcji, a cała historia zdaje się być opowiedziana bardzo tendencyjnie. Sama autorka wyznaje zresztą, iż: 
  "Budując na fundamencie Pisma Świętego, stworzyłam fabułę, dialogi, wewnętrzne motywacje bohaterów, a w niektórych przypadkach dodatkowe postaci, które w moim odczuciu nie kłócą się z przekazem biblijnym. We wszystkich szczegółach starałam się pozostać wierna przesłaniu Słowa Bożego, dodając tylko to, co uznałam za pomocne w jego lepszym zrozumieniu."** 
Wielka szkoda, że autorka tak kurczowo trzymała się źródła swojej inspiracji i nie dała ponieść się wyobraźni. Według mnie taka jej strategia nowelce tylko zaszkodziła i wręcz zaburzyła rozumienie. Nie ma obawy, czytelnicy są inteligentni, zrozumieliby nawet najbardziej zawoalowane przesłanie, gdyby zostało one opowiedziane przy użyciu bardziej autentycznie skonstruowanych postaci i opowieści, która podbiłaby ich serce. Tymczasem Rivers produkuje bohaterów bardzo jednowymiarowych, bardzo płaskich i bezbarwnych. Bardzo brakuje mi tu pogłębionych portretów psychologicznych, brakuje wahania, porażek czy rozterek głównej bohaterki, które umożliwiłyby odbiorcy utożsamianie się z postacią tytułowej kobiety. Tamar Rivers to ikona nie mająca wiele wspólnego z osobami z krwi i kości, a wszystkie jej emocje i przemyślenia są tak tłumione, że aż niewidoczne. Niewiele też zostaje w pamięci czytelnika z samych monologów wewnętrznych głównej bohaterki, które nie zostały niestety zilustrowane przejmującymi (ani jakimikolwiek) epizodami ilustrującymi jej  życie. Czułam się jakbym oglądała życie Tamar jak w opcji przewijania na podglądzie obecnej w dawnych magnetowidach, z tym, ze autorka boleśnie okroiła tę historię w wątków pobocznych, a przecież to ich kunsztowny splot tworzy wartościową powieść.  
   Fabuła powieści Rivers, przy całym swym dramatyzmie i licznym możliwościom wzburzania emocji czytelnika, od strony technicznej leży i kwiczy. Takie moje zdanie. Według mnie jest to powieść w pigułce, streszczenie powieści, jaką mogłaby się stać. Tymczasem nie potrzeba wielu zabiegów, by przekształcić ową powiastkę w scenariusz do przedstawienia teatralnego - jednowątkowego, w którym aktorzy nosiliby jedynie czarne lub białe odzienie odzwierciedlające ich nieskomplikowane charaktery, natomiast scenografia zmieniała się bodaj cztery razy. Szkoda wielka, że autorka tak się zapamiętała w dawaniu czytelnikowi wykładu z teologii, iż zapomniała, że tworzy przede wszystkim fikcje, której zadaniem jest też zaspokojenie zmysłu artystycznego czytelnika czy dostarczenie mu po prostu rozrywki. Ponadto autorka ma tendencję do "kołowania" - przepisuje po wielokroć te same myśli innymi słowami, co tworzy grubą warstwę waty słownej upchaną między ubożutką akcję. Nie wiem po co to robi... Żeby wryć w pamięci czytelnika swoje przekonania? Eee, nie lubię. 
   Technicznie mnie ta książka rozczarowała, fabularnie tez nie uwiodła, kreacje bohaterów nie sprawiły, ze zapragnęłam wkraść się do świata opowieści Rivers. Powieść, czy może nowelka, jak określa ja sama autorka, napisana jest poprawnie. Jednak dla mnie brak tam wszystkiego, co tworzy dobrą powieść. Inspiracja była świetna i szkoda, że nie została wykorzystana do stworzenia porywającej powieści. Może jednak Rivers chciała za dobrze? Chciała być megafonem Boga, zapomniała jednak, ja wielką moc ma sztuka. Że do wielu ludzi w czasach kryzysu religijnych autorytetów to piękno ma największą moc przemawiania. 
*s. 19
**s. 10
Tekst stanowi oficjalną recenzję napisaną dla serwisu LubimyCzytać.pl
Wydawnictwo, miejsce i data wydania: Aetos Media,  Wrocław 2013.
Wydanie: I.
Ilość stron: 192.
Język oryginału: angielski.
Przekład: Marta Balon.
Data powstania: 2000.
Moja ocena: 2/6